
Za młodu chodził za bramkę pod zegar, teraz zasiada na trybunie głównej. Bywa na meczach wyjazdowych, rozsławia imię klubu podczas występów i w czasie wywiadów. „Jeśli to tylko możliwe, kalendarz moich koncertów planuję sobie tak, aby nie ominęło mnie żadne ważne wydarzenie piłkarskie” - napisał kiedyś…
Gdy planowałem stworzenie tego tekstu, po głowie chodziła mi tylko jedna stricte piłkarska piosenka Jaromíra Nohavicy. W międzyczasie (a właściwie to zaledwie kilkanaście dni temu) powstała jednak druga, a dodatkowo przypomniałem sobie o trzeciej. Nie sposób więc teraz nie przyjrzeć się obu. Tym bardziej, że mają wspólny mianownik, czyli ostrawski Baník… Zamiast jednego wpisu, zdecydowałem więc, że powstaną dwa.
Szowinista na poziomie
Nohavica wielkim i wszechstronnie uzdolnionym artystą bez wątpienia jest. Jakkolwiek zdanie to może zabrzmieć banalnie lub/i pompatycznie, ciężko byłoby zawartą w nim tezę obalić. Utalentowany samouk, pieśniarz (słowo piosenkarz jakoś mi do niego nie pasuje), bard, kompozytor, multiinstrumentalista, autor tekstów, poeta, tłumacz… Choć raczej z tych „niekomercyjnych”, to jednak od wielu lat w Czechach bardzo popularny i wielokrotnie nagradzany. Początkowo pisał głównie dla potrzeb innych wykonawców (współpracował m.in. z Marią Rottrową), by mniej więcej w 1981 roku zacząć śpiewać i grać (głównie gitara i harmonia, tzw. heligonka, ale także skrzypce i flety różnej maści) na własne konto. Folk, poezja śpiewana, piosenka aktorska – oto jego klimaty.
„Człowiek nie wyglądający na artystę, bardziej
na sąsiada z sąsiedniej wioski.”/Krzysztof Zajdel, „Opowieść o prawdziwym bardzie”/
Folkowy „męczennik” lat 80-tych (w czasach komunistycznych na jego twórczość nałożono zakaz w mediach, ale pomimo iż mało kiedy można go było usłyszeć publicznie, jego piosenki i tak żyły swoim życiem, były kopiowane, przepisywane, rozpowszechniane). Pisze własne teksty, ale także tłumaczy utwory innych wykonawców (m.in. Okudżawa, Wysocki, Cohen, Vian). Pacyfista, filozof. Trochę taki czeski Bob Dylan lub – zostając bardziej przy ziemi – czeski Jacek Kaczmarski. Lokalny patriota. Taki z tych radykalnych, z klapkami na oczach z jednej, ale w sumie niegroźnych, nie traktujących życia do końca poważnie z drugiej strony. Szowinista na poziomie, rzec można. Urodzony i zamieszkały w Ostrawie (z ponad 20-letnim epizodem w Czeskim Cieszynie). W tym roku skończył 58 lat. Żonaty, dwójka dzieci. Z wykształcenia… bibliotekarz. „Niepijący alkoholik” i wreszcie – przechodzimy do sedna - fan(atyk) ostrawskiego Baníka. Prawdziwy srdcař, jak zwykli o takich ludziach mawiać Czesi.
„V neděli v pět deset, sraz u Baníku
Desítka vleze se, pak ještě jedna
Co čumíš frajere, chceš do ciferníku?
Jestli mě dožereš, hele jsem bednaTribuna na stání. Necpi se vřede!
Hadráři Sparťani! Ostrava jedem!
Už to má správný var, jen počkej až tě
Dobrý den, sportu zdar – fotbalu zvláště!Tři nula na rohy, a jinak šul-nul
Berte je přes nohy! Liga je liga
Dnes jsem měl odpolední, tak jsem to bulnul
Zacláníš chlape sedni! Navalte cíga!Zelená je tráva, rozhodčí nekřepči!
Ostrava jedem Ostrava! Kula je nejlepší!
Pětku mě lístek stál, tak se ukažte
Dobrý den, sportu zdar – fotbalu zvláště!Lumpové hovada! Chovanec karta!
Jesličky – paráda! Šij to na bránu!
Bijte je Pražáky! Hanba Sparta!
Jaký sakypaky, sedum banánůStojím v davech lidu, jsem fanda svýho klubu
Ten gól byl z offsidu! Sudímu rozbít hubu!
Kde je ten autokar? Propíchnout pláště!
Dobrý den, sportu zdar – fotbalu zvláště!Ty mlč ty páprdo! No ty v tom baloňáku!
Fotbalu rozumíš, jak koza náklaďáku
Být tebou tak nežvaním, a rychle mažu
Jinak se neubráním, a pak ti ukážuV neděli po fotbale, kdo umí ten umí
Hej vrchní jste pomalej! Šest nula na rumy!
Já bych jim ukázal, na šachtu s nima!
Dobrý den, sportu zdar, fotbal je príma!”
„- Kiedyś przed laty napisałem sportową, taką trochę zabawną i satyryczną piosenkę o piłkarskich kibicach. Przy akompaniamencie gitary odnosiła sukcesy na koncertach, ale prawdziwym hitem stała się dopiero wtedy, gdy zacząłem grać jej melodię na heligonce…” – wspomina początki „Fotbalu” Nohavica. Powstały w 1984 roku utwór, który początkowo nosił tytuł „Sportu zdar – fotbalu zvláště” pojawił się na dwóch jego płytach: Koncert (1998) i Doma (2006). W Internecie z łatwością znajdziecie nagrania tej piosenki jak z gitarą, tak z heligonką.
Wbrew tytułowi, bardziej niż o futbolu jest opowieścią o kibicach, którzy gromadzą się na stadionach. Nohavica twierdzi, że to ostrawski wariant praskiego utworu „Velkej Mimoň” Vladimíra Merty [osadzona w podobnym klimacie piosenka traktująca o stołecznych Bohemians - przyp. red.] i że – choć jej akcja dzieje się w Ostrawie na stadionie, który Nohavica zna najlepiej – dotyczy zjawisk i zwyczajów, jakie z powodzeniem możemy zaobserwować na trybunach każdego innego piłkarskiego obiektu. Dziś mamy na to zwrot Football culture. Wtedy go jeszcze nie było.
Jeśli puścicie sobie kilka różnych wersji tego utworu, łatwo zauważycie, iż niemal za każdym razem, przede wszystkim w Ostrawie, ale także podczas występów w innych miastach Republiki, nie wyłączając nawet stolicy, nie licząc początku piosenki, publika bardziej żywiołowo reaguje w tym samym momencie – po jednym z wersów piątej zwrotki… :)
Świat według Nohavicy
W utworze pojawiają się dwa piłkarskie nazwiska. Jako że chodzi o mecz Baníka z praską Spartą, Nohavica osadził w tekście dwie ikony, dwóch liderów obu klubów z lat osiemdziesiątych: odpowiednio Karla Kulę (Kula je nejlepší!) i Jozefa Chovanca (Chovanec karta!).
Dodatkowo warto zwrócić uwagę, iż u Nohavicy (zresztą nie tylko u niego, bo w w piosence tak jak w życiu) mecz rozpoczyna się i kończy nie z pierwszym i ostatnim gwizdkiem, a z pierwszym i ostatnim… piwem. Z trunkami wypitymi najczęściej długo przed i długo po spotkaniu, poza stadionem („Nie ma futbolu bez alkoholu!” jak prawi kolega Radosław, którego blogasek jest oficjalną zgodą MyFootballWay.com).
Słowa utworu „Fotbal” przetłumaczyli na język polski niezależnie od siebie panowie Antoni Muracki, Leszek Berger i Jerzy Handzlik. Wszystkie trzy propozycje mi się podobają, choć nikt z tej trójki nie postawił na wierny przekład, ale raczej na melodyczność i rymy, dokładając starań, by piosenkę można było zaśpiewać w języku polskim w ten sam sposób, w tym samym rytmie i do tej samej melodii, jak w oryginale. Ponieważ jednak według mnie żaden z tych trzech przekładów nie oddaje tak do końca sensu utworu, postanowiłem na potrzeby niniejszego wpisu stworzyć własny (wszelka konstruktywna krytyka mile widziana). Ponad zgodność z melodią stawiam odzwierciedlenie myśli/intencji autora:
„W niedzielę o piątej dziesięć, spotkanie na Baníku.
Browarek wejdzie mi, potem jeszcze jeden.
Nie gap się koleś! Chcesz dostać w pałę?
Słuchaj, jeśli mnie wkurzysz, skończą się żarty.Trybuna stojąca. Nie pchaj się, wrzodzie!
Spartanie-szmaciarze! Ostrawa, jedziemy!
Atmosfera jest już dobra, tylko poczekaj jak cię…
Dzień dobry, sportu cześć! Futbolowi zwłaszcza!Trzy zero na rogi, lecz nie ma gola.
Koście ich po nogach! Liga to jest liga!
Miałem dziś drugą zmianę, ale się urwałem.
Zasłaniasz chłopie, siadaj! Dajcie fajki!Trawa jest zielona. Sędzia jesteś ślepy?!
Ostrawa, naprzód Ostrawa! Kula jest najlepszy!
Za bilet dałem dychę, więc coś pokażcie.
Dzień dobry, sportu cześć! Futbolowi zwłaszcza!Kanalie, bydlaki! Chovanec kartka!
Dziura – wspaniale! Wal to na bramę!
Dokopcie Prażanom! Hańba Sparta!
Nie ma głaskania – siedem żółtych kartek.Stoję w tłumie ludzi, jestem kibicem swego klubu.
Ten gol padł ze spalonego! Sędziemu rozbić dziób!
Gdzie jest ich autokar? Przebić opony!
Dzień dobry, sportu cześć! Futbolowi zwłaszcza!A ty milcz ty śmierdzielu, no ty w tym ortalionie!
Taki z ciebie znawca piłki, jak z koziej dupy trąbka.
Mógłbyś już cicho siedzieć, nim coś się stanie.
A w ogóle – wypad, zgredzie, bo strzelę w banię!W niedzielę po meczu, kto da radę ten da radę.
Hej, kelner, ruszaj się! Sześć zero na rumy!
Ja bym im pokazał! Do kopalni z nimi!
Dzień dobry, sportu cześć! Futbol jest super!”
Jako że Nohavica jest artystą popularnym i w Polsce, w 2009 roku ukazał się dwupłytowy album „Świat według Nohavicy”, z piosenkami czeskiego barda w polskim tłumaczeniu i w aranżacji polskich artystów (m.in. Stanisława Sojki, Zbigniewa Zamachowskiego, Andrzeja Sikorowskiego czy Edyty Geppert). Na składance tej znalazł się również „Futbol” w wykonaniu Andrzeja Ozgi, ze słowami wspomnianego już Antoniego Murackiego. Nie jest źle, ale – oceńcie sami – do poziomu oryginału, od ekspresji po oddanie klimatu, ma ten kawałek daleko.
Na dziś to tyle, ale to jeszcze nie koniec opowieści o osobliwym, magicznym połączeniu Jarek – muzyka – Baník. Ciąg dalszy nastąpi już za tydzień. Dla niektórych będzie być może zaskakująco: Nohavica i hymn Baníka, Nohavica i stadion Bazaly, Nohavica i Against Modern Football, Nohavica i Barcelona, Nohavica i służba bezpieczeństwa…
Do przeczytania!
Sportu cześć! Futbolowi zwłaszcza!
.
/źródła: nohavica.cz, wikipedia.org, isport.blesk.cz, idnes.cz i własne/
.





2 komentarze
krzychu81
gru 23, 2011
@Massive
To prawda, jeśli chodzi o kontakt z publicznością, Nohavica zdecydowanie należy pod tym względem do czeskiej czołówki. Część druga wpisu tuż po świętach. Zapraszam.
massive
gru 20, 2011
Ciekawy tekst, z Nohavicą spotkałem się na ubiegłorocznym Colours of Ostrava, mimo że nie znam j. czeskiego to podczas jego występu dało się wyczuć magię jaka łączyła go z czeską publicznością i w ogóle z regionem Ostravy