Do III. Zlotu Polskich Groundhopperów pozostało jeszcze 25 dni. Odliczanie trwa, przygotowania w pełni, personalia pierwszych uczestników, którzy potwierdzili swe przybycie są już znane, mecze które odwiedzimy nadal nie… Ale i tak jest o czym pisać. Dziś będzie ciekawostka, będzie i wspomnienie, a na koniec – tradycyjnie chwila relaksu przy muzyce… ;))
Zacznę niesamowitym, szokującym wręcz odkryciem, którego dokonałem czytając wydaną w 1982 roku książkę pt. „Solo pro Panenku” Josefa Davídka i Josefa Oktábca, poświęconą rzecz jasna legendzie czechosłowackiej piłki i obecnemu prezydentowi Bohemians 1905 – Antonínowi Panence.
W pierwszym rozdziale, zatytułowanym wymownie „Droga do piłki”, a poprzedzonym pięknym wstępem autorstwa tego nietuzinkowego piłkarza, przeczytamy m.in. (specjalnie dla Was w wolnym przekładzie): „ojciec Bohumil Panenka był sportowcem w każdym calu. (…) Kochał motocykle, startował w wyścigach. (…) Jego drugą wielką miłością była piłka nożna. (…) Kibicował Slavii Praha i oczywiście był na wszystkich praskich meczach „Zeszywanych”. Ale to nie koniec. Chodził wszędzie tam, gdzie rozgrywano jakieś ciekawe spotkanie. Na Letną, do Ďolíčku, na Juliskę, ale i na stadiony innych znanych i mniej znanych klubów z Pragi i jej przedmieść. Bez zbytniej przesady możemy zaryzykować stwierdzenie, że znał każde boisko w Pradze, a tych było wtedy jeszcze więcej niz teraz. Był jednym z tych zacnych kibiców, którzy wprawdzie trzymali kciuki za swoich, ale najbardziej za dobry futbol. (…) Jak tylko Antonín nauczył się chodzić, ojciec zabierał go na swoje piłkarskie wyprawy… A te były czasem tylko dla wytrwałych. Zaczynały się zazwyczaj tam, gdzie grano rano, aby obaj panowie zdążyli zobaczyć jak najwięcej. Niekiedy udało się im więc odwiedzić nawet cztery mecze dziennie!”
Oznacza to – ni mniej, ni więcej – że ojciec słynnego Tondy Panenki, a potem i jego syn byli GROUNDHOPPERAMI!!! Przy czym Panenka senior na pewno jednym z pierwszych w Czechosłowacji, a być może nawet jednym z pierwszych na świecie! Aaaa-le-lu-ja, Aaaa-le-lu-ja! To niesamowite. Gdyby tylko pan Bohumil żył na pewno pojawiłby się na zlocie… :)
Niestety nie doczekał naszego wrocławskiego spotkania i tym samym nie ma go na liście uczestników najbliższego zjazdu, opublikowanej w zeszłym tygodniu przez redaktora R.R. na oficjalnej stronie soboru. Są za to inne zacne postacie:
Krzychu wspomina: „Kiedy studiowałem we Wrocku mieszkaliśmy z kumplami na stancjach. W ciągu 5 lat kolejno na Białoruskiej, Borelowskiego, Drukarskiej, Olszewskiego, Wojtkiewicza i Januszowickiej…”
1. boskie rZeZniki
2. Pani Magdalena
3. Endi
4. Krzysztof z Nysy
5. Pani Ela
6. Marcinek
7. Stalowiak
8. Garbarniarz
9. krzychu81
10. ?
Kto następny? Jeszcze w tym tygodniu udział w naszej oazowej imprezie powinny potwierdzić kolejne osoby. Dwunastu uczestników, czyli nasz rekord z poprzedniego zlotu zostanie więc raczej pobity. Pytanie tylko, czy uda się nam dociągnąć do upragnionej dwudziestki?
Zgłoszenia do udziału w rekolekcjach (prosimy osoby, które już raz wyraziły chęć przyjazdu o potwierdzenie swojej obecności), jak również wszelkie pomysły i pytania dotyczące ich przebiegu i organizacji należy kierować na adresy mailowe ojców dyrektorów: rzezniki@kartofliska.pl lub kouzelnik@wp.pl.
Przypominam również o istnieniu oficjalnej strony zlotu, na której znajdziecie wszelkie niezbędne informacje, z listą uczestników (nie bójta, nie bójta – szanujemy Waszą prywatność i zamieszczać będziemy jedynie inicjały lub ksywki) i fotkami gołych bab (tak dla zachęty) włącznie:
www.trzecizlot.pl
.
A na koniec znana i lubiana (na)turystka stadionowa Marysia Koterbska! ;)
On the road again…




