Nie przesadzę chyba zbytnio, jeśli napiszę, że na ten mecz czekały całe niemal futbolowe Czechy. Czekałem i ja. Tak zależało mi by być obecnym na stadionie, że wziąłem sobie w pracy wolne na 1. dzień przedsprzedaży biletów. Byłem, widziałem, wynudziłem się, zmarzłem i… zrobiłem mnóstwo fotek. Prawie 50 z nich znajdziecie w niniejszym wpisie…

Mecz zawiódł po całości. Kibice słono płacili za bilety (najtańsze w kasach chodziły po 1500 czeskich koron; ostatecznie nie udało się wyprzedać wejściówek) a piłkarze  zamiast odwdzięczyć się im za to, że w ogóle przyszli, odstawili totalną kaszanę. Przy czym tym miejscowym przynajmniej się chciało grać, bo ci przyjezdni sprawiali wrażenie, jakby już od pierwszego gwizdka czekali na ten ostatni…

Sparcie niespodziewanie udało się kilka razy zamknąć rywala na jego połowie. The Reds nie mieli za bardzo czym ukłuć (grali praktycznie bez napastnika, bo N’Gog był tego dnia w beznadziejnej dyspozycji). Po słabej pierwszej połowie przyszła druga, równie nudna (a początkowo nawet jeszcze słabsza niż ta pierwsza).

Co gorsza do marnej gry swoich pupili dostroili się kibice Liverpoolu. Ich doping był cieniutki - parę niemrawych pieśni, kilka średnio głośnych okrzyków i nawet słynne „YNWA” jakieś takie spaprane, bez serca i duszy (co po niektórym to się nawet szalika nie chciało unieść w górę). Ogólnie (nie licząc momentów tuż przed meczem i powiedzmy pierwszego kwadransu spotkania) kibice LFC mnie zawiedli, prezentując poziom niektórych ekip z polskiej III. ligi (żadnej nie obrażając). Jedynym plusem było właściwie tylko solidne oflagowanie sektorów, które zajmowali.

To było już 65. spotkanie, które odwiedziłem w tym sezonie i – jeśli się nie mylę – dopiero drugi bezbramkowy remis.

A resztę niech opowiedzą poniższe zdjęcia. Enjoy!

.

Nadszedł długo oczekiwany czwartek 17. lutego. Dzięki tramwajowi linii nr 1 mogłem podróżować spod domu bezpośrednio na stadion... (fot. krzychu81)

Gdzie się nie obejrzysz tam psiarnia. All Colors Are Beautiful! (fot. krzychu81)

Mniej więcej na pół godziny przed meczem zrezygnowano ze skrupulatnej kontroli i zaczęto szybko wpuszczać każdego, kto posiadał ważny bilet (fot. krzychu81)

Kilkanaście minut przed godziną 21. Rozgrzewka trwa (fot. krzychu81)

Flagi The Reds wisiały na trybunach... (fot. krzychu81)

...podczas gdy flagi Sparty powiewały na murawie (fot. krzychu81)

Hmm, w sumie to ja też mam takie zwierzę (ssaka nie ptaka), które nigdy nie będzie "moim byłym"... "Jedině klokan, jedině klokan, jedině klokan z Vršovic!" (fot. krzychu81)

Niektórzy nie mają zbyt wygórowanych marzeń (fot. krzychu81)

Sektor sąsiadujący z "młyn(ki)em" LFC. A wnim wszystkie nacje, tylko nie Anglicy! No a potem człowiek sie dziwi, że doping był mizerny... Szwedzi, Norwegowie, Azjaci, Niemcy, Austriacy, Polacy, a najwięcej było Słowaków... (fot. krzychu81)

Aha, i chłopaki z Grecji. Od lewej Sofokles, Pitagoras i Arystoteles. (fot. krzychu81)

Prawie jak Liga Mistrzów (fot. krzychu81)

Ultras Sparty zbierali przez długie lata niebieskie, złote i czerwone złotka po czekoladach, po czym przygotowali z nich oprawę (złotkoniadę?) na całą przeciwległą trybunę (fot. krzychu81)

 

Big Brother is watching you! (fot. krzychu81)

Są kibice, którzy chodzą regularnie na każdy mecz swej drużyny. Są i tacy, którzy pojawiają się na trybunach tylko od czasu do czasu. W Liverpoolu ci drudzy nie dość że się swych absencji nie wstydzą, to jeszcze szczycą się tym na fladze... (fot. krzychu81)

A to, Angole, jest pirotechnika. W naszej części Europy wciąż (dzięki Bogu!) pojawia się na stadionach dosyć często. U was do zobaczenia już tylko na History Channel. (fot. krzychu81)

Ustawię piłeczkę wentylkiem do góry i wrzucę Leosiowi na nosek... (fot. krzychu81)

Wejście na boisko Jaśka Kapusty (jeszcze przed przerwą) nie za bardzo gościom pomogło... (fot. krzychu81)

This is NOT Anfield. This is Letná, my son! (fot. krzychu81)

Jak widać na załączonym obrazku, nie jest prawdą że Steven Gerrard nie przyjechał z zespołem do Pragi. Był, tylko że na trybunach, a nie na boisku. (fot. krzychu81)

Z cyklu "Zrób to sam". Prosty sposób na zmianę nazwiska na koszulce. Ten fan idzie z duchem czasu. Był Torres jest Carroll. (fot. krzychu81)

Sparta atakowała, Liverpool się bronił, mecz był do bani - oto w skrócie najważniejsze wydarzenia I. połowy. Na fotce powyżej o piłkę z Markiem Matějovskim walczą Glen Johnson (najlepszy chyba spośród gości) i Dirk Kuyt (fot. krzychu81)

Na boisku taka nuda, że lepiej zrobię parę zbliżeń na jakieś fajne dupy na głównej trybunie! (fot. krzychu81)

Rychu, słuchaj: teraz ja cyknę fotę tobie, a potem ty mnie, OK? (fot. krzychu81)

Wiem że nie można wyśmiewać się z chorych osób, ale czy tylko mnie maskotka Sparty wydaje się być jakąś taką... "niedorobioną"?! (fot. krzychu81)

Zdeněk - władca Toi Toiów. Gdyby tak któregoś razu zapomniał klucza od tej bramy, albo zgubił go gdzieś w hospodzie, nikt na stadionie nie mógłby się wysikać! A musicie wiedzieć, że fani Sparty są wielokrotnymi mistrzami kraju w sikaniu synchronicznym. Ale nie ma się czemu dziwić, bo w końcu mają gdzie ćwiczyć! (fot. krzychu81)

A jeśli już o siuśkach mowa... Po raczeniu podniebienia wszystkimi tymi super-piwami w praskich knajpach, angielscy kibice doznali szoku na stadionie. Bezalkoholowy Radegast Birell ma się bowiem do prawdziwego browara tak, jak Mandaryna do prawdziwej piosenkarki... Nic dziwnego więc, że po kilku łykach pozostawiali swe piwa na pastwę losu (fot. krzychu81)

Co po niektórzy w zastępstwie sięgali po gorącą herbatkę... (fot. krzychu81)

Dziś i ty możesz zostać graczem Sparty! (fot. krzychu81)

Aż dziwne, że podczas tak nudnego spotkania nikt nie zdecydował się na partyjkę... (fot. krzychu81)

Niby sektory dla niepalących... Wchodzę... A tam... (fot. krzychu81)

...tak zadymione, że nic nie widać! (fot. krzychu81)

Honza, Marian i Ondra, czyli trzech fanów Roda Stewarda. Pfu, Stewarta! (fot. krzychu81)

Nie sądziłem, że kiedykolwiek to powiem lub napiszę, ale tylko dzięki młynowi Sparty na stadionie panowała jakakolwiek atmosfera (fot. krzychu81)

Jak widać wynik w tym arcyciekawym meczu zmieniał się jak w kalejdoskopie! (fot. krzychu81)

Golkiper ACS - Jaromír Blažek raczej nie spodziewał się, że będzie się tego wieczora aż tak nudził i że aż tak zmarznie (fot. krzychu81)

Moja prognoza na rewanż: jeśli Sparta jako pierwsza zdobędzie na Anfield bramkę, to może dojść do sensacji. W innym wypadku stawiam na 2:0 dla gospodarzy... (fot. krzychu81)

A na koniec coś s serii "Klasyka westernów". Odcinek 756: "Siedmiu wspaniałych". ACAB! (fot. krzychu81)

.

Jeśli jeszcze Wam mało, to o wieeeeeeeele więcej fotek z tego spotkania (już nie mojego autorstwa) znajdziecie here, here, and here, and also here, and here and here as well.

Ju łyl newer łok alon!

.

AC Sparta Praha – Liverpoool FC 0:0

Sparta: Blažek – Kušnír, Řepka, Brabec, Pamič – Kerič (73. Sionko), Abena, Matějovský (90. + 2. Pekhart) , Vacek, Kadlec (90. Zeman) – Kweuke. Trener: Chovanec.
Liverpool: Reina – Johnson, Carragher, Kyrgiakos, Wilson – Maxi, Lucas, Meireles, Aurélio (37. Cole) – N’Gog (83. Škrťel), Kuijt. Trener: Dalglish.

Żółte kartki: Řepka – Ngog, Cole
Drukował: Meyer (Niemcy)
Widzów: 17.569