Miałem wczoraj jechać na sparing Śląska Wrocław z FC Hradec Králové. Jechać do przygranicznego Náchodu, bo to właśnie na tamtejszym boisku ze sztuczną murawą ten mecz towarzyski już ponad miesiąc temu zaplanowano. Piękna pogoda, koledzy, a w akcji dwa pierwszoligowe kluby – to miał być sposób na udane sobotnie popołudnie! No właśnie, miał…

Nic z tego nie wyszło, bo mniej więcej na początku zeszłego tygodnia spanikowali włodarze FK Náchod, na obiektach którego ten sparing miał się odbyć, a panikę szybko przenieśli na krawaciarzy z miejscowego ratusza. Swoje trzy grosze dołożyła również psiarnia. „Jeśli nie chcemy, by  nasze 760-letnie miasto legło nagle (29 stycznia roku pańskiego 2011) w gruzach, nie możemy do tego meczu dopuścić” – grzmieli zapewne. ;)

Skąd ta panika? Swoje zrobiły kolejno: zła opinia o polskich (nie tylko wrocławskich) kibicach w Czechach (cały czas wspomina się tu nasz praski mecz w eliminacjach MŚ), nie tak dawne „popisy” sympatyków Odry Wodzisław w Kromieryżu (czes. Kroměříž), a także plotki o przyjeździe do miasta harcowników Slavii Praha i Górnika Wałbrzych (ci pierwsi mają na pieńku z kibicami Hradca i nie kochają się z Opavą, ci drudzy – jak od dawna wiadomo – nie pałają delikatnie mówiąc wielkim uczuciem do kibiców WKS-u).

Na stronach internetowych obu klubów pojawiły się zatem informacje o takiej treści:

„To już pewne sobotni sparing pomiędzy FC Hradec Kralove a Śląskiem Wrocław nie odbędzie się w Nachodzie. Czesi postanowili zmienić miejsce rozegrania meczu na prośbę lokalnych władz. Sparing na pewno odbędzie się w sobotę o godz. 15, jednak lokalizacja boiska, na którym dojedzie do spotkania, nie jest jeszcze znana.”

To nie pierwszy i pewnie niestety nie ostatni przypadek utajnionego meczu w Czechach czy Polsce. To że w Náchodzie i Hradcu narobili w majty mnie za bardzo nie dziwi (Czesi to ogólnie panikarze i naród tchórzliwy raczej – patrz ich historia, patrz książka „Zbabělci”, tj. tchórze Josefa Škvoreckiego, pisarza pochodzącego – nomen omen – z Náchodu właśnie). Ale że na te śmieszne gierki przystali w stolicy Dolnego Śląska, to już mnie zaskoczyło. Zaskoczyło bo to ogromny brak szacunku dla własnych kibiców. Po tym, jak przed turniejem halowym w poznańskiej Arenie działacze Widzewa odmówili wzięcia udziału w zabawie, solidaryzując się w ten sposób ze swoimi kibicami, którzy dostali zakaz wstępu do tego cyrku, ja głupi myślałem chyba, że sternicy z Wrocka uczynią podobnie… Tym bardziej, że chodziło TYLKO o sparing…

Nie stało się tak jednak i oto czescy działacze zaczęli się z kibicami bawić w kotka i myszkę. Rozpoczął sie przysłowiowy czeski film, bo nikt dokładnie nie wiedział, gdzie rozegrane zostanie spotkanie. Kibice po obu stronach granicy prześcigali się w domysłach. Gdyby się uprzeć i mieć pod ręką samochód (planowałem wyjazd na ten mecz wraz z fanami WKS-u z Kłodzka), to być może na siłę i ze spóźnieniem dotarłoby się na ten mecz (ostatecznie – z tego co wiem – pojawiły się na nim grupki fanów z obu obozów). Liczba pełnowymiarowych boisk ze sztuczną nawierzchnią nie jest w końcu w tym regionie tak duża. Ale czy rzeczywiście oto w tym wszystkim chodzi? Żeby jeździć od stadionu do stadionu, żeby czekać na przecieki od dziennikarzy albo z klubu?

Jak się później okazało, pojedynek rozegrano ostatecznie w Trutnowie, na północ od Náchodu. I to już o 12 w południe, czyli o trzy godziny wcześniej niż planowano, by te dziesiątki autobusów z hordami wrocławskich kibiców, niszczących czeskie samochody, palących czeskie domy, gwałcących czeskie kobiety i jedzących czeskie dzieci, nie dotarły na miejsce na czas… Pełna konspiracja. Pytanie tylko: śmiać się czy płakać?!

I jeszcze jedno. Trener Śląska Orest Lenczyk po zakończeniu wczorajszego meczu powiedział m.in. (cytuję za slaskwroclaw.pl): „Rozegraliśmy sparing w trudnych warunkach. Na częściowo zmrożonej murawie obie drużyny miały momentami problemy z bieganiem i dokładnym graniem. (…) Innymi słowy – zima zrobiła swoje.”

Panie Trenerze (celowo z dużej litery, bo Orest Lenczyk to właśnie Pan Trener), tak się składa, że w piątek, czyli dzień przed planowanym meczem, widziałem jak wygląda boczne boisko stadionu w słonecznym Náchodzie, na którym miało zostać rozegrane Wasze spotkanie. Panie Trenerze, mucha nie siada! Panie Trenerze, o tym, że mamy zimę przypominały tam jedynie góry śniegu po bokach płyty. Panie Trenerze, murawa tak zieloniutka i gładka jak dywan, że dopiero z bliska można było poznać, że to rzeczywiście sztuczna, a nie prawdziwa trawa. Po rozegranym tam spotkaniu miałby Pan zatem, Panie Trenerze, znacznie lepszy obraz aktualnych możliwości Pana drużyny…

.

Zepsuliście mi sobotę. Mecze ligowe też rozgrywajcie w tajemnicy i ukryciu. Pozbędziecie sie wtedy mnóstwa problemów z nami – kibicami związanych. Nie zapominajcie tylko, że bez nas cała ta wasza nędzna kopanina już w ogóle traci najmniejszy sens.

Piłka nożna dla kibiców! Against Modern Football!