W przeciągu kilkunastu dni odwiedziłem (po raz pierwszy w życiu) trzy wielkie europejskie metropolie – Londyn, Rzym i Stambuł. Być może będziecie zaskoczeni, ale gdybym spośród nich miał wybrać miasto, w którym chciałbym zamieszkać, to jutro przeprowadziłbym się… nad Bosfor, tam gdzie starożytność w niebywały sposób łączy się z nowoczesnością.
Jak podpowiada cioteczka Wikipedia, Stambuł jest jednym z pięciu największych miast świata, największą aglomeracją miejską w Europie oraz jednym z dwóch (obok rosyjskiego Magnitogorska) miast na świecie, które położone jest na dwóch kontynentach. Wspomniane połączenie nowego ze starym + egzotyczność + mili i gościnni ludzie + piłkarski fanatyzm. Wszystko to zrobiło na mnie ogromne wrażenie.
Turcy to znakomici handlarze. Potrafią tak człowieka omamić i zbajerować, że namówią go np. na kupno dywanu, mimo, iż osoba ta przyszła kupić kurtkę skórzaną, lub kurtki skórzanej, pomimo iż klient chciał kupić dywan. Podejrzewam, że Ci z największą biznesową smykałką byliby nawet w stanie opchnąć Grzesia Rasiaka Barcelonie! I to za wielką kasę!
W czasie trzydniowego pobytu udało mi się zobaczyć dwa pierwszoligowe spotkania: o jednym (Galatasaray kontra Genclerbirligi Ankara – ostatni ligowy pojedynek Galaty na słynnym stadionie Ali Sami Yen!) będzie poniżej, o drugim (Istanbul B.B. kontra Trabzonspor – rekordowy wyjazd kibiców gości!) za kilka dni. Odwiedziłem także obiekty ich słynnych lokalnych rywali (zarówno Fenerbahce, jak i Besiktas, który z tureckich klubów jest mi zdecydowanie najbliższy, niestety rozgrywały swe mecze na wyjazdach).
Do Turcji pojechałem z Peterem, jednym z kumpli z mej byłej pracy, który od lat sympatyzuje z Galatasaray. Nie obyło się jednak bez problemów, bowiem już na początku wyprawy okazało się, że nasz lot jest odwołany z powodu złych warunków atmosferycznych i musimy czekać na kolejny aż sześć godzin. W piątek niewiele więc udało nam się zobaczyć. Ale za to w sobotę…
Oto relacja z drugiego dnia pobytu, podczas którego urządziliśmy sobie „Tour de Galata”, odwiedzając najważniejsze miejsca związane z najpopularniejszym i najbardziej utytułowanym piłkarskim klubem w Turcji.
.
Szósta rano na praskim lotnisku. Sponsorem (bony na "posiłki" jako rekompensata za odwołany lot) bogatego w witaminy i minerały śniadania jest Lufthansa. Vielen Dank! (fot. krzychu81)

1) Stoisko z koszulkami piłkarskimi z całego świata na słynnym Grand Bazaar w centrum Stambułu. 2) To samo miejsce i lokalni matadorzy - od góry trykoty reprezentacji Turcji, Fenerbahce, Galatasaray i Besiktasu. 3) Derby Stambułu są wielkie, ale Grand Derbi jeszcze większe! I wiedzą o tym nawet tutaj. A Mesut Özil to dla wielu Turków idol i zdrajca zarazem! (fot. krzychu81)

Choć oferta bogata, to to już nie Grand Bazaar, ale oficjalny sklep z pamiątkami Galatasaray SK. Mimo, iż preferuję Besiktas dałem się namówić na kupno gadżetu Galaty. Wybrałem gustowną zimową czapkę, bo pomyślałem, że jeśli już wybieram się do piekła (ile to już razy fani GS prezentowali oprawę "Welcome To Hell!") i w dodatku zamierzam tam wejść głównymi drzwiami, to choć trochę muszę upodobnić się do diabła... (fot. krzychu81)

Na ścianach fanshopu jest też miejsce dla legend Galatasaray: nad wejściem wisi trener "Baba" Gündüz Kılıç (z lewej), nad kasami natomiast "Niekoronowany król" (Taçsız Kral) - Metin Oktay (fot. krzychu81)
Pucharzyska, puchary, pucharki... Nazbierało się tego trochę przez te lata (fot. krzychu81)
Coś dla miłośników gier piłkarskich z serii FIFA. Teraz grając wespół z kolegą, pokonanie Fenerbahce będzie jeszcze łatwiejsze, bo już nigdy nie pomylą się Wam klawisze... (fot. krzychu81)
Jest coś co łączy dwóch gigantów europejskiego futbolu - Galatasaray Istanbul i praskich Bohemians. To ta sama data założenia klubu! (fot. krzychu81)
Na fotce młody kibic Galaty przed sklepem z pamiątkami. Kibic jakich w Stambule wielu. Czym więc zasłużył sobie na to, by jego młodzieńcze lico pojawiło się w niniejszej relacji? Otóż jako jedyny tubylec spotkany tamtego dnia nie chciał mi niczego sprzedać, a wręcz przeciwnie - zaoferował, że kupi ode mnie mój aparat! (fot. krzychu81)
Krzychu w miejscu kultu. Nigdy nie byłem fotogeniczny, ale na tej focie prezentuję się wyjątkowo niekorzystnie, na co istotny wpływ ma jednak - poza niewyspaniem i promilami - pogoda (wicher znad Bosforu ma się rozumieć). Ale za to nowonabyta czapeczka - przyznajcie - jak z żurnala! PS Wybrałem najmniej rzucający się w oczy model... ;p PS2 Ali Sami Yen to założyciel i jednocześnie pierwszy prezes klubu (fot. krzychu81)

Po zakupieniu biletów u konika (80 tureckich lirów = 40 euro) i pamiątek nadszedł czas na rozpoznanie terenu, tj. "zwiedzanie" (zamkniętego niestety) obiektu. Wieczorem zasiądziemy na Kapali Tribün. Tej słynnej Kapali Tribün, pod tym słynnym dachem z napisem Galatasaray, który dotąd podziwiałem tylko w TV! (fot. krzychu81)

1) Godzinę później byliśmy już na północy miasta, by sprawdzić jak przebiegają prace nad nową świątynią Galaty. Oficjalna nazwa to Türk Telekom Arena (fuj!), ale dla mnie ten obiekt zawsze będzie stadionem Seyrantepe (Against Modern Football!). 2) Gdybyście nie wiedzieli, to sportem narodowym numer jeden w Turcji jest oczywiście hokej na lodzie, o czym niemal na każdym kroku przypomina mozaika w metrze... (fot. krzychu81)
A to już owo nowe cacko. Stadion ładny, pojemny (52 tysiące) i nowoczesny. Pytanie tylko czy z identyczną duszą i klimatem jak Ali Sami Yen? Hmm, nie sądzę... (fot. krzychu81)

Czas na ostatni posiłek przed meczem. Nie pytajcie co jedliśmy, bo nie potrafię niestety powtórzyć nazw. Pytajcie za to śmiało co piliśmy! One & only Efes. The original Efes. The Great Efes. Efes Pilsen!!! Efes Pilsen!!! Efes Pilsen!!! (fot. krzychu81)
Nadejszła ta... no... godzina zero, prawda... Całkiem możliwe, że po przekroczeniu bram będę tam jedynym blondynem... (fot. krzychu81)

Jak na lotnisku: 1) Przed przejściem przez detektor metali. 2) Po przejściu przez detektor metali. (fot. krzychu81)
Przed wejściem na trybunę można się pomodlić w specjalnie do tego celu wygrodzonym miejscu. Kibice proszą Allaha o przyjaznych im ochroniarzy, ochroniarze z kolei - o przyjaznych im kibiców... (fot. krzychu81)
Pięć... Cztery... Trzy... Dwa... Jeden... Wchodzimy! (fot. krzychu81)
Rzut oka na stadion. Po mojej lewej mańce Eski Açık Tribün... (fot. krzychu81)

...na przeciwko trybuna główna - Numarali Tribün... (fot. krzychu81)

...no a po prawej - last but no least, jak zwykli mawiać zawodnicy i kibice angielskich klubów zajmujących ostatnie miejsca w tabeli - Yeni Açık Tribün (fot. krzychu81)

Do meczu pozostał już tylko kwadrans. To najwyższy czas na malowanie linii! W żółtym płaszczyku superwajzor, w zielony pracownik szeregowy (fot. krzychu81)

Przed meczem jeszcze tradycyjny rytuał miejscowych kibiców. Gdy w głośnikach rozbrzmiewa "Florida State Warchant" fani CimBom kilkanaście razy podnoszą i opuszczają rozciągniłęte nad głowami szale (fot. krzychu81)
Są! Bohaterowie, gladiatorzy, ci mężczyźni prawdziwi tacy, orły, sokoły, herosy... (fot. krzychu81)
Galatasaray: Ufuk, Sabri, Neill, Gökhan Zan, Hakan, Cana, Ayhan, Barış, Aydın, Kewell, Pino. +++ Gençlerbirliği: Serdar, Orhan, Aykut, Kulusic, Murat, Serkan, Cem Can, Oktay, Soner, Billy Mehmet, Hurşut. +++ Zawód numer jeden, to brak Milana Baroša w pierwszej jedenastce. Zawód numer dwa, to brak Milana Baroša na ławce rezerwowych. (fot. krzychu81)
Bardzo nieliczni acz wierni i fanatyczni, czyli sektor gości. Na składzie cztery sztuki (fot. krzychu81)
Za moment pierwszy gwizdek sędziego. "Naprzód piłkarze, dzisiaj ambicja Wam każe; Grać na całego i walczyć do upadłego; Bramki zdobywać i wszystkie mecze wygrywać; Galata my z Wami, My za Was kciuki trzymamy!" Tylko nie pytajcie mnie jak to będzie po turecku (fot. krzychu81)

Praktycznie pierwszy już atak piłkarzy z Ankary zakończył się... zdobyciem przez nich bramki! Już sobie wyobrażam, z jaką pasją trener Gmoch pokreśliłby mazakiem po powyższych zdjęciach... (fot. krzychu81)
ultrAslan (zlepek słów "ultras" i "aslan", tj. lew) - czterej członkowie tej ekipy (FC z Izmiru) mieszkali w naszym hotelu, tuż za ścianą zresztą (fot. krzychu81)
Nie zapominajmy, że stolicą Turcji nie jest Stambuł a Ankara. To ona też rządziła na boisku (fot. krzychu81)

Szok! 0:2! Bramkarz miejscowych nie popisał się przy obu golach... (fot. krzychu81)

Tureccy kibice lubią bawić się zapałkami (fot. krzychu81)

Galata się starała, atakowała, miała kilka dogodnych sytuacji, ale wynik do przerwy nie uległ już zmianie (fot. krzychu81)
Mistrzowie ceremonii, czyli gdzie gniazdowych dwóch tam doping sążny. Na stadionie były w sumie... trzy młyny (po jednym na każdej poza główną trybunie), a w każdym bębny. Wszystkie (bębny i młyny) znakomicie ze sobą współgrały (fot. krzychu81)

W przerwie zafundowaliśmy sobie spacer zatłoczonym korytarzem pod trybuną (1), gdzie mieszczą się m.in. mini fanshop (2) oraz stoisko z miejscowymi przysmakami (3). (fot. krzychu81)
Oferta kateringowa. Piwa i kiełby niestety brak (fot. krzychu81)

"Nad ogromną betonową wsią, z wolna gaśnie słoneczna żarówka; Pod ogromną betonową wieś, kocim krokiem podchodzi szarówka; Już z ogonków wycofały się, frasobliwe kolejek madonny; Do kapliczek powracają, gdzie telewizor z prognozą pogody; Szklana pogoda..." Warunki atmosferyczne były fatalne. Deszcz, czasem śnieg, silny wiatr i niska temperatura (fot. krzychu81)
Nawet mając na głowie krwisto-złotą czapkę w barwach Jagielloni Białystok i Korony Kielce, nie zapomniałem ani na chwilę, która to z dam jest prawdziwą Królową Polski! ;p (fot. krzychu81)

Daleko od noszy, czyli doktor Lubicz, doktor Alban, doktor House i doktor Oetker w akcji (fot. krzychu81)
Ten transparent wywieszono na wypadek, gdyby ktoś ze zgromadzonych przypadkiem zapomniał gdzie się znajduje... (fot. krzychu81)

Wierzcie lub nie, ale ten stojący przed ławką gospodarzy pan to słynny Gheorghe Hagi, tj. obecny trener GS. Wierzcie lub nie, ale to zdjęcie wcale nie było wykonane kalkulatorem (fot. krzychu81)

Gdy psów (z prawej) nie ma, myszy (z lewej) harcują (fot. krzychu81)
Miejscowi kibice, w ramach czynu społecznego, postanowili pomóc w rozbiórce stadionu. Ma się ten gest! (fot. krzychu81)

Krzesełko tu, krzesełko tam. Ile z nich pojawi się wkrótce na Allegro? (fot. krzychu81)

Po meczu. Stadion Ali Sami Yen od zewnątrz. Prawda, że prezentuje się nadzwyczaj efektownie? ;p (fot. krzychu81)
.
Te powyrywane krzeszełka to nie (tylko) wyraz frustracji kibiców przegraną, słabą grą i ogólnie fatalną pozycją GS w lidze. Każdy chciał bowiem zatrzymać sobie na pamiatkę jakiś fragment stadionu, który służył Galacie tak długo, który był świadkiem tak znakomitych meczów, a na którym teraz rozegrane zostanie już tylko jedno jedyne – pucharowe spotkanie. „Aktów wandalizmu” było więc w czasie i po meczu kilkaset. Ani policja, ani ochrona jednak nie interweniowały…
A już za kilka dni kolejna część relacji z kraju kebabu, dywanów i kobiet o niezbyt długich nogach. Tym razem zaproszę Was na pod stadiony najstarszego (Besiktas) i najmłodszego (Fenerbahce) z klubów „wielkiej trójcy”. Nie wyłączajcie zatem Waszych komputrów! :)
.
Galatasaray SK – Gençlerbirliği SK 0:2 (0:2)
1. Hurşut, 26. Orhan
Galata: Ufuk, Sabri (55. Arda), Neill, Gökhan Zan, Hakan (46. Çağlar), Cana, Ayhan, Barış, Aydın, Kewell (46. Mehmet Batdal), Pino. Trener: Gheorghe Hagi.
Ankara: Serdar, Orhan, Aykut, Kuluşiç, Murat, Cem Can, Oktay, Serkan (80. Mehmet Akgün), Hurşut, Soner (69. Alparslan), Billy Mehmet (90. Balaj). Trener: Ralf Zumdick.
Żółte kartki: Pino, Gökhan Zan – Orhan
Drukował: Yunus Yıldırım
Widzów: ok. 15.000





7 komentarze
My Football Way | Krzychu on tour: Tam gdzie kończy się Europa a zaczyna Azja (cz. 2)
gru 29, 2010
[...] – jak mawia najbardziej boski spośród pracowników rzeźni). Drugi poświęciliśmy najbardziej znanemu w świecie tureckiemu klubowi. Dnia trzeciego wyruszyłem z kolei na podróż po mieście, by najpierw rzucić okiem na stadiony [...]
Brucki
gru 22, 2010
Sehr amüsant ist das Malen der Linien kurz vor Beginn des Spiels mit zwei Mann, einem Supervisor und einem Arbeiter!
Schöne Bilder.
lG
krzychu81
gru 22, 2010
@zoltoniebiescy
Bedzie, bedzie! Teraz nigdzie sie juz nie wybieram (prawdopodobnie az do konca stycznia), wiec bedzie czas by nadrobic zaleglosci i opisac wszystkie ciekawszwe wyjazdy w 2010 roku. Pozdrawiam.
@lukaszek81
Najnowoczesniejszy stadion mialo do dzis – nie liczac stadionu olimpijskiego – Fenerbahce. Teraz nowy obiekt bedzie miec Galata, wiec czas na Besiktas. Pozdrawiam.
PS To komentarz nr 500 na tym blogu!! :))
lukaszek81
gru 21, 2010
Ciężko się dziwić że mają już nowy stadion. Jednak ten w porównaniu z Fener czy Besiktasem wygląda trochę retro….
zoltoniebiescy
gru 21, 2010
Witam. Bedzie jakas relacja z Twojego pobytu na Wyspach?
krzychu81
gru 21, 2010
@domurst
Witam,
Dzieki za wylapanie bledu. Juz poprawilem.
A co do tureckich dziewczyn, to wierze ze potrafia miec dlugie nogi, ale zbyt wiele wysokich (a przy tym ladnych) kobiet jednak przez te trzy dni nie spotkalismy (ktos kto pol zycia spedzil we Wroclawiu i Pradze, wsrod dlugonogich Polek, Czeszek i Slowaczek, od raz zauwazy roznice ;p). Przy czym niska nie znaczy brzydka. Przyznam ze bylo na czym oko zawiesic (a stewardessy Turkish Airlines to juz w ogole MIODZIO!).
Pozdrawiam
domurst
gru 20, 2010
Lew to po turecku „aslan”, a nie „lan”, to primo. Secundo tureckie dziewczyny potrafią mieć długie nogi – byłeś w Stambule i żadnych nie widziałeś? Ja gdyby nie fakt, że byłem z drugą połówką to bym nie wiedział gdzie się patrzeć…