Moja groundhopperska bajka trwa! Po rozkoszowaniu się (pomału ginącą) atmosferą angielskiej piłki, tym razem dane mi było pocieszyć się obecnością na włoskich stadionach. Pewnego pięknego dnia zmontuję zapewne relację z pobytu w kraju makaronu, pizzy i skuterów, ale nim to nastąpi odsyłam na kultową niczym Grażynka z „Klanu” stronę kartofliska.pl, której prodziekan, przystojny niczym doktor Lubicz kolega Rzeźnik (mój tawarysz podróży) wykazał się niezwykłą determinacją i zapałem do pracy, zamieszczając – mimo dokuczającej prostaty – reportaże z podróży na bierząco (niemal live). I tak o naszej wizycie na meczu Lazio – Inter przeczytacie o utaj, tutaj, o inspekcji spotkania Livorno – Pescara o tutaj ło, a o wizytacji pojedynku Fiorentiny z Cagliari ło tu. A jeśli i Wy wybieracie się w najbliższym czasie do ojczyzny Roberto Baggio, to mam dla Was dwie dobre rady: uczcie się włoskich liczebników i nie bierzcie ze sobą ważącej 15 kg czerwonej walizki na fioletowych kółkach!




