Jakiś czas temu znalazłem w polskiej sieci artykuł dotyczący czeskiej sceny kibicowskiej. Tekst pojawił się na stronie kibole.wiaralecha.pl miesiąc temu, kiedy mistrz Polski rywalizował ze Spartą Praha w dwumeczu eliminacji Ligi Mistrzów. Polecam i linkuję do niego, bo to ciekawa lektura, choć mam co do niektórych jego fragmentów kilka zastrzeżeń…
Już za samo podjęcie tematu należy się jego autorowi (niejaki Bodziu) pochwała, bowiem z własnego doświadczenia wiem, że zarówno zbieranie informacji, jak i późniejsze przygotowanie tego typu opracowania, zawsze pochłania sporo czasu. Ja na przykład, choć długo się do stworzenia podobnej „rozprawy” przymierzałem, do dziś – aż wstyd się przyznać – nie spłodziłem choćby akapitu…
Tym bardziej więc chylę czoła przed autorem i tym chętniej polecam lekturę jego artykułu: „Czeska scena kibicowska”.
Zgadzam się z twórcą tekstu, że czeska scena przypomina naszą – polską, oczywiście tylko przy zachowaniu odpowiednich proporcji i w dużo, oj duuużo mniejszej skali. Zgadzam się też, że polscy kibice są dla naszych południowych sąsiadów niekwestionowanym wzorem do naśladowania. Bez wątpienia kolega Bodziu ma też rację, pisząc, że „sporo wody w Wełtawie i Warcie musi jeszcze upłynąć, aby Czesi wspięli się chociaż na porównywalny do naszego poziom”, choć – szczerze mówiąc – nie sądzę, by kiedyś to nastąpiło (główna przeszkoda, to według mnie kompletnie inna od naszej mentalność).
Jak już wspomniałem, mam jednak do tekstu kilka zastrzeżeń. Piszę o nich tutaj, bowiem pod artykułem z 5 sierpnia nie ma miejsca na komentarze, a konta na tamtejszym forum zakładać nie zamierzam. Nie traktujcie poniższych uwag, jako ataku czy krytyki tekstu/autora, a jedynie jako zwrócenie uwagi na pewne szczegóły bądź – jeśli wolicie – jako zachętę do dyskusji. :)
Uwagi mniejszej wagi
Rzecz pierwsza, uwaga powiedzmy tylko kosmetyczna, to fakt, że nigdzie nie podano, skąd pochodzą użyte w artykule zdjęcia. Domyślam się, że autor sięgnął po fotki zamieszczone na forum hooligans.cz, do którego na początku wpisu linkuje, ale przyzwoitość nakazuje podać przy każdym zdjęciu jego źródło, tym bardziej, że najprawdopodobniej znam autorów trzech użytych fotek.
Rzecz druga, to dość skrupulatnie przez twórcę tekstu podawana liczebność młynów poszczególnych ekip u siebie i na wyjeździe oraz wymienianie największych grup kibicowskich. Zarówno te pierwsze, jak i te drugie dane są bardzo dyskusyjne. Rozumiem jednak, że wszystko zależy od tego, z jakiego źródła/źródeł informacji autor korzystał, a przede wszystkim – z jakiego okresu informacje te pochodzą, bo akurat tego typu sprawy mogą co sezon wyglądać nieco inaczej…
Rzecz trzecia. Podczas wymieniania „mniejszych ekip” słusznie czytelnik dowiaduje się z tekstu o Sigmie, Brnie i Jabloncu (warto by wspomnieć o kontaktach z kibicami Karkonoszy Jelenia Góra), ale nie wiedzieć czemu pojawiają się tam i Teplice, które w tej chwili na scenie kibicowskiej praktycznie nie istnieją (no dobrze – istnieją, ale ledwo dyszą). W tekście jest o nich wzmianka najprawdopodobniej tylko w związku z polskim wątkiem, tj. próbą nawiązania kiedyś przez „żółto-niebieskich” bliższego kontaktu z fanami Chrobrego Głogów. Są więc Teplice a ani słowa nie poświęcono kibicom 1. FC Slovácko czy Viktorii Plzeň, którzy według mnie, kiedy mowa o „mniejszych ekipach” w tym zestawieniu pojawić się obowiązkowo powinni, bo w ostatnim czasie poczynili spore postępy (stało się to głównie pod wpływem „sukcesów”, jakie oba kluby odnoszą: awans 1. FCS do I. ligi i finału Pucharu Czech, a w przypadku Viktorki zwycięstwo w tych rozgrywkach i awans po długiej przerwie do europejskich pucharów, plus znakomita postawa w lidze w obecnym sezonie).
Powyższe uwagi, to jednak w sumie tylko drobnostki, nie wpływające negatywnie na fachowość tekstu. Jako kibica Bohemki zainteresował mnie jednak najbardziej akapit poświęcony właśnie fanom tego praskiego klubu. Jest krótki, więc pozwólcie, że zacytuję go w całości (wytłuszczenia tekstu są moje): „Przy omawianiu praskich ekip nie sposób pominąć dziwaków z Bohemiansa. W środkowej części Europy, tak przecież doświadczonej przez piętno komunizmu, stanowią oni jeden z wyjątków – prezentując zdecydowanie lewicowe polityczne poglądy. Trzeba im jednak przyznać, że na meczach derbowych potrafią wystawić w młynie ok. 2500 kiboli, a na bliższy wyjazd potrafią pojechać w tysiąc osób.”
Uwagi większej wagi
Osobiście nie czuję się dziwakiem, a przynajmniej nie większym niż połowa otaczających mnie ludzi. :) Nie wiem również o jakie „dziwactwo” autorowi chodziło (podejrzewam tylko, że miał na myśli prawdopodobnie bardzo „zróżnicowany” i odmienny od innych ekip skład młyna). Nie wnikam więc, tym bardziej, że mą uwagę przykuło to drugie zdanie. Szanowny Bodziu zaznacza, że kibice Bohemians 1905 (w rzeczywistości nie wszyscy a jedynie część) mają lewicowe poglądy, co wydaje mu się dziwne w związku z faktem, iż „środkowa część Europy” była „doświadczona przez piętno komunizmu”. Prawda to. Szczególnie w Czechach komuniści wyrządzili wiele krzywd i ja też się dziwie, że np. w ostatnich, majowych wyborach do senatu czeska partia lewicowa – Komunistická strana Čech a Moravy (KSČM) dostała aż 11,27 % głosów! Znacznie bardziej dziwi mnie jednak fakt, że w tej samej części Starego Kontynentu, doświadczonej równie bardzo, a może nawet i bardziej przez piętno faszyzmu, jest tyle kibicowskich grup mających zdecydowanie prawicowe polityczne poglądy! Można odnieść wrażenie (jeśli jest mylne, to z góry przepraszam), że oni autorowi tekstu albo nie przeszkadzają i już nie dziwią, albo też się do nich „przyzwyczaił” i traktuje takich osobników, jako coś naturalnego…
Osobiście, jeśli już musiałbym wybierać, wolałbym z dwojga złego spędzić 90 minut w towarzystwie palącego trawę kibica w koszulce z mordercą Che Guevarą na piersiach (łatwo – stety lub niestety – spotkać takowych na Bohemce czy St. Pauli), niż w towarzystwie hajlującego, buczącego na czarnoskórych piłkarzy kibica z tatuażem „88″ na karku (choć daleki jestem od oceniania ludzi tylko po wyglądzie), takich spotkałem choćby na budapesztańskim Honvedzie. Ponieważ jest to poważny i bardzo złożony temat, na znacznie dłuższą rozprawę niż niniejsza, nie będę się o tym rozpisywał. Zresztą – w miarę możliwości – staram się nie ciągać szeroko rozumianej polityki na stadion i zostawiać ją przed jego bramami (a nóż się gdzieś zgubi), pomimo tego, iż wiem, że od zawsze – a w dzisiejszych czasach może nawet bardziej niż kiedykolwiek – obie te sfery życia się niestety przenikają (o czym w pełni świadczy mój kolejny wpis). Na razie stawiam jednak kropkę i nie ciągnę wątku.
Najbardziej jednak – i tu możecie być zaskoczeni – razi mnie błąd, który pojawia się w dziewięciu na dziesięć polskich tekstów, w których mowa o praskich Bohemians. Także i w tym omawianym. Błąd językowy. Otóż nie ma czegoś takiego jak „kibice Bohemiansa”, „trener Bohemiansu”, stadion „Bohemiansa” czy „piłkarze Bohemiansu”. Bohemians (pochodząca od łacińskiego słowa „Bohemia” angielska nazwa Czechów) to liczba mnoga, czyli ci Bohemians a nie ten Bohemians. Tak więc jeśli już, jeśli na siłę ktoś chciałby tę nazwę w języku polskim odmieniać, powinno się pisać „kibice Bohemiansów”, „trener Bohemiansów”, „stadion Bohemiansów” i „piłkarze Bohemiansów”. Brzmi dziwnie? Brzmi głupio? Brzmi nienaturalnie? Dlatego apeluję – wzorem języka czeskiego, angielskiego czy niemieckiego – nie odmieniajcie tej nazwy! Niech będą „kibice Bohemians”, „trener Bohemians”, „stadion Bohemians” i „piłkarze Bohemians”, tak jak i są kibice, trener, stadion i piłkarze Galatasaray a nie Galatasarayu czy Galatasaraya. Po co na siłę utrudniać sobie życie?! Jak napisałem, błąd ten spotykałem w Internecie często, ale dopiero teraz nadarzyła się okazja, by o tym napisać… „To wie i ciocia Gienia, że nazwy Bohemians się nie odmienia!”
Z góry dziękuję. Miłej (pełnej piłkarskich wrażeń) niedzieli! :)




