Kongresy, to doroczne zjazdy Świadków Jehowy, trwające do 3 – 4 dni. Odbywają się najczęściej w halach lub na wynajętych stadionach. Podaje się na nich objaśnienia tematów biblijnych w formie wykładów, wywiadów, słuchowisk i scenek, ogłasza wydanie nowych publikacji oraz urządza chrzest dla nowych członków. Zgromadzeni śpiewają pieśni i uczestniczą w modlitwie…
Taki właśnie kongres… no, powiedzmy, że bardzo podobny, odbył się w miniony weekend (27 – 29 sierpnia) w Pradze. Jako że przybyli kongresmeni znali tylko pierwsze zwrotki poszczególnych modlitw (i to z błędami!), szybko zadecydowano, że lepiej będzie, jeśli zamiast monologów z Bogiem gawiedź zajmie się tylko i wyłącznie turystyką stadionową.
Pierwszą relację z tego wydarzenia opublikowano już kilka dni temu na należącym do kongresmena Rzeźnika opiniotwórczym serwisie internetowym kartofliska.pl.
Pierwsi goście pojawili się w 5***** (ale bez śniadań) hotelu „Pod lipami” już w czwartek, tj. na dzień przed oficjalnym rozpoczęciem obrad. Do późnych godzin wieczornych w pokojach kongresmenów świeciło się światło. Każdy bowiem starał się wykorzystać ostatnie godziny przed inauguracją debaty na pracę nad referatami, które miały zostać wygłoszone podczas weekendu (rekordziści spłodzili prawie 40 stron!).
Eden, Kaiserslautern i Tsunami
W piątek polsko-czeska delegacja tradycyjnie knedlikiem i piwem powitała na dworcu kolejowym kongresmenów nadciągających licznie z Niemiec, po czym w jednej z restauracji w bliskim sąsiedztwie magicznego stadionu Viktorii Žižkov, odbył się uroczysty obiad. Wygłoszono również pierwszy z referatów – „Znaczenie wyników losowania fazy grupowej Ligi Europy dla planów groundhopperów ze Starego Kontynentu, odwiedzających w październiku Budapeszt.”
Gwoździem programu premierowego dnia obrad była wizyta na stadionie w praskim Edenie. W meczu 7. kolejki czeskiej I. ligi Slavia Praha podejmowała tam Sigmę Olomouc. Piszący te słowa, w związku z bojkotem wspomnianego stadionu, jako jedyny z kongresmenów nie pojawił się na trybunach obiektu…

Rycina przedstawiająca I. dzień obrad. Rajtuzy dla uczestników kongresu ufundowała firma Rajty Polska. Serdecznie dziękujemy (rys. navajo.cz)
Po meczu (remis 1:1), w celu oglądnięcia transmisji ze spotkania 1. FC Kaiserslautern – Bayern Monachium, uczestnicy kongresu odwiedzili kultowy praski Sportbar „Zlatá Hvězda”. Ku uciesze większości z nich, dwie godziny później można było świętować porażkę znienawidzonego przez 2/3 kongresmenów klubu. Była to zatem okazja, do zaprezentowania kolejnego referatu. Tym razem był to wywód pt. „Wpływ wielkiej kasy, Olivera Kahna oraz zadufanych w sobie metroseksualnych piłkarzy i kibiców na niechęć do monachijskiego Bayernu.”
Dzień pierwszy zakończył się długim posiedzeniem w lokalu o jakże wymownej nazwie – „Tsunami”, gdzie przy dobrym piwku i równie dobrej muzyce debatowano jeszcze do późnych godzin porannych!
Drugi dzień zaczął się niemal równo z pianiem praskich kogutów (tzn. gdyby takowe istniały piały by pewnie akurat w momencie, gdy kongresmeni wstawali z łóżek w towarzystwie czarnoskórych prostytutek przytulanek). Wszystko za sprawą meczu czwartoligowych rezerw Bohemians 1905, w kultowym (czytaj nie splamionym McDonald’sem, popcornem, bezalkoholowym piwem, hot-dogami, drogimi biletami, reklamami z telebimu, boazerią na suficie, zakazem palenia papierosów i szeregiem innych dziwnych wymysłów nowoczesnego futbolu) Ďolíčku. Tam też zaplanowano uroczyste śniadanie a I. połowę rozpoczętego już o 10:15 meczu (zwierzęce derby: kangury kontra pszczoły) kongresmani mogli oglądać z loży VIP, usytuowanej na samej górze stromej trybuny głównej. Bohemka wygrała 5:0 a podekscytowani tym faktem uczestnicy kongresu, kończąc wizytę na stadionie zrobili sążne zakupy w miejscowym sklepie kibica…
Beroun, Merenda i praskie derby
Następnie przyszedł czas na przerwę obiadową (gulasz, panie, to podstawa!) a później podróż super-hiper-ultra-nowoczesnym, osiągającym zawrotną prędkość pociągiem do podpraskiej miejscowości Beroun. Tam bowiem miał tego dnia miejsce wielki piątoligowy hicior – miejscowy Český Lev-Union stanął w szranki z Sokolem Libiš (1:0). Kongresmeni zostali zaproszeni na wyjątkowo wypasioną i luksusową trybunę główną (angielskie słowo terrace nabiera w tym momencie nowego znaczenia!), z której mogli podziwiać nie tylko wydarzenia na boisku, nie tylko cycatą blondynkę siedzącą niżej, nie tylko piękne krajobrazy roztaczające się wokół stadionu, ale i pracę pana Zdeńka – jednego z najlepszych na świecie spikerów stadionowych! Pod koniec spotkania wygłoszony został kolejny z referatów: „Jak to możliwe, że cztery doliczone minuty trwają czasami tylko 60 sekund, czyli z sędzią nie wygrasz, bo on ma rację, tylko rację i zawsze rację”.

Drugi dzień kongresu. Obradujących w poruszenie wprawiły wyświetlane na ścianie slajdy ze zdjęciami nagiej Majki Jeżowskiej (fot. loc.gov)
Po powrocie do stolycy konsumujemy wyroby małych czeskich browarów w restauracji Merenda, po czym kolejny już wieczór spędzamy w barze „Tsunami”. Tym razem zagraniczni goście mogli na własnej skórze przekonać się o gościnności tubylców, a autor niniejszych słów był nawet bliski zawarcia związku małżeńskiego… Warto dodać, że mimo późnej pory i zmęczenia kongresmenów, jeszcze o godzinie 3:00 nad ranem centrum prasowe kongresu działało pełną parą!
Dzień trzeci to ponownie pobudka o świcie. Tym razem zaczęliśmy od śniadania na stadionie Viktorii Žižkov, która w praskich – już nie zwierzęcych – derbach grała tego dnia z Duklą (2:1 dla gospodarzy). Podczas tej potyczki zabłysnęła jedyna kobieta pośród uczestników kongresu (dla niepoznaki nadam jej pseudonim Kaszana), która dostała się na mecz innym wejściem niż wszyscy, dzięki czemu znalazła się w sektorze gości i mogła z pozostałymi kongresmenami rozmawiać tylko i wyłącznie zza płotu. Był to jednak pierwszy odwiedzony przez tę niewiastę mecz w życiu, co w pełni usprawiedliwia jej „niefrasobliwość” i „inwencję twórczą”…
Tuż po tej drugoligowej potyczce udajemy się na dworzec główny. Pociąg InterCity „Jan Jesenius” zabiera nas i kilkudziesięciu innych fanów na wyjazdowy mecz Bohemians 1905 do Teplic (bilet grupowy tam i z powrotem – 568 koron, alkohol kupiony do pociągu – 300 koron, opłata za skorzystanie z ubikacji na dworcu – 20 koron, widok chuliganów Bohemki w pociągu InterCity – bezcenny! ;p). Podróż malowniczą doliną Łaby upływa na konsumpcji napojów rozmownych i debatach na tematy wszelakie. Zgromadzeni wysłuchują również referatu zatytułowanego „Wyższość niszowego MTK Budapeszt nad najpopularniejszym na Węgrzech Ferencvarosem w ujęciu socjologicznym i antropologicznym”.
Teplice, plac Wacława i Deep Purple
„Miejmy nadzieje, ze wycieńczające debaty niemalże do samego rana odniosą skutek w postaci właściwego rozwoju turystyki stadionowej w państwach reprezentowanych podczas kongresu.”
/kongresmen Rzeźnik, Polska/
W Teplicach przyszedł czas na zwiedzanie last minute (spacer z dworca na stadion; w rolę psa-przewodnika wcielił się odpowiedzialny za niniejsze wypociny) i zapoznanie się z miejscową – nietypową, jak na piłkarskie stadiony – ofertą cateringową. Bohemka, mimo iż dzięki dopingowi kibiców, mogła się czuć, jak u siebie w domu, przegrała po słabym meczu 0:1 z FK Ústí nad Labem. Podłamani tym faktem kongresmeni wracają z Teplic do Ústí… taksówką (groundhoppera z kobietą łączy ten sam sposób poprawiania sobie humoru, tj. wydawanie dużych pieniędzy na byle pierdoły), by na tamtejszym dworcu pożegnać uczestników obrad reprezentujących Niemcy.
Finał kongresu ma jednak miejsce kilka godzin później w gościnnych wnętrzach Sportbaru „Zlatá Hvězda”. Uroczysta kolacja, raczenie podniebienia browarkami i projekcja dwóch spotkań hiszpańskiej Primera Division (znów ku uciesze 2/3 zgromadzonych, śledzimy zwycięstwo Barcelony i tylko remis Realu) – oto jak upływają ostatnie chwile praskiej biesiady. Około godziny 23, ze łzami w oczach, przy akompaniamencie orkiestry państwowej straży pożarnej, wybuchów fajerwerków i oklasków zgromadzonej publiczności, kończymy na placu Wacława, w samym centrum Pragi nasz (w pełni udany) kongres. Relację na żywo z tego wydarzenia („The End of International Groundhopping Congress Prague 2010″) przeprowadziły czołowe telewizyjne kanały informacyjne globu – CNN, Sky News, Al Jazeera i Russia Today.
Dziękuję wszystkim kongresmanom za przybycie i owocne obrady. Dziękuję również wszystkim tym, bez których kongres nie mógłby się odbyć, czyli w pierwszej kolejności niemal setce wolontariuszy, całemu personelowi wszystkich barów i restauracji, które odwiedziliśmy, czeskim kolejom, praskiej komunikacji miejskiej, zespołowi Deep Purple oraz piłkarzom i trenerom klubów, których mecze śledziliśmy z trybun.
Do następnego razu!

Migawki z praskiego kongresu: 1) pomieszczeń baru "Tsunami" nie wykorzystywaliśmy wbrew pozorom do wywoływania zdjęć, 2) knajpa "Na Cibulkách" jest chyba jedynym miejscem na świecie, w którym w pełnej symbiozie żyją kibice Arsenalu i Chelsea, 3) mimo zmęczenia długimi "obradami" centrum prasowe kongresu działało aż do późnych godzin nocnych, 4) "On the road again... Just can't wait to get on the road again..." (fot. Michael)

Dwa grupowe zdjęcia kongresmenów, wykonane ostatniego dnia obrad. To pierwsze - od lewej: Iain (Szkocja), Krzychu (Polska), Peter (Węgry), Rzeźnik (Polska), Michael (Niemcy), Ladislav (Czechy) - dowodzi, że groundhopping, to hobby łączące kibiców różnych nacji i klubów... To drugie potwierdza z kolei olbrzmymie zainteresowanie kongresem. Pamiątkowe turbany ufundował Ali - właściciel Döner kebab Praha (fot. Michael & bl.uk)





5 komentarze
My Football Way | „Jasne, że Częstochowa”
wrz 6, 2011
[...] zlot polskich groundhopperów (Warszawa) II zlot polskich groundhopperów (Górny Śląsk) III zlot polskich groundhopperów (Wrocław i [...]
Jasne, że Częstochowa | Krzychu on tour
wrz 5, 2011
[...] (Polska) Nasze imprezy I zlot polskich groundhopperów Praski kongres turystów stadionowych II zlot polskich groundhopperów III zlot polskich groundhopperów The Best of the [...]
My Football Way | Walka na siedemnaście rund
gru 25, 2010
[...] Oglądałem na stadionie wraz z innymi uczestnikami Praskiego Kongresu Groundhopperów. [...]
My Football Way | II. (mini?) zlot polskich groundhopperów
wrz 8, 2010
[...] O tym, że na tego typu spotkaniach się nie nudzimy, możecie się sami przekonać, czytając relacje z naszych wcześniejszych “meetingów” — “Schab po warszawsku, czyli relacja z I. (mini) zlotu polskich groundhopperów” oraz “Kongresmenem być”. [...]
1860er
wrz 5, 2010
Great summary of a very successful congress!
Deep Purple and Willie Nelson made a great contribution by providing the soundtrack but you forgot to mention the official anthem of the congress:
http://www.youtube.com/watch?v=qiiHg4IDhfU
There’s only one Türkiyemspor!