wyjazd_do_wroclawia„Trzecim przeciwnikiem Legionistów w ligowym sezonie 2010/2011 będzie Śląsk Wrocław. Spotkanie odbędzie się w piątek 20. sierpnia na stadionie przy ul.  Oporowskiej, początek o godzinie 20:00. W pierwszych dwóch meczach sezonu Śląsk zremisował 0:0 na własnym boisku z Jagiellonią Białystok i pokonał 3:2 na wyjeździe Cracovię Kraków.”

Piątek, 20. sierpnia, Śląsk – Legia.

Termin długo znany, jak zaklęcie powtarzany.

Napaliłem się, bo dawno, oj dawno, nie widziałem już Legiuni na żywo.

Na Oporowskiej też już długo nie byłem (raz ostatni jak WKS z Ruchem grał chyba, parę lat temu, jeszcze w erze „przedgroundhoppingowej”).

Więc myślę - Fajną wycieczkę sobie zrobię, na mecz ciekawy, z atmosferą pewnie zajebistą pojadę. Kupię bilet na krytą, albo lepiej na północną, bo tam świetny widok na oba młyny będę miał i foty będę pstrykał. W pociągu piwka sobie wypiję, a – kto wie – może i z jakimiś znajomymi się we Wrocku ustawię i dopiero dzień później do Kotliny z wyprawy powrócę?

Potem jednak z kasą krucho być zaczęło, więc sprawa na moment umarła…

…by zmartwychwstać po dniach kilku, bo oto szansa na bilet do sektora gości się pojawiła.

Cieszyłem się jeszcze bardziej!  Teraz już miedź na pewno bym znalazł!

Choć do spotkania tydzień pozostał, to ja już mógłbym jechać, by w piątek jako pierwszy na stadion wejść.

Marzeniami żyłem, a inni kibice tymczasem na realu bileciki kupowali, miejsca, szeregi, sektory, trybuny zapełniając…

Ja też mogłem, bo sposobność ku temu miałem – w poniedziałek w stolicy Dolnego Śląska nawet byłem, po drodze z Pyrlandii do Kłodzka, lecz zamiast do kas się wybrać, siedziałem bezczynnie dwie godziny na głównym.

Jak opcja sektora gości nagle odpadła, a z Oporowskiej mało optymistyczne wieści o kolejkach przed kasami przychodziły, to mi w oczy strach znów zaglądnął, ale na krótko zaś, bo ja jeszcze na ziomala liczyłem, który na miejscu w Breslau jest i w czwartek do kas osobiście podejść miał.

Dlatego też na propozycje znajomych kibiców WKS-u, że mi bilety zdobyć pomogą, nie reagowałem, dziękując serdecznie, kłaniając się grzecznie.

A ziomal wspomniany, tak jak po wejściówki szybko pomknął, tak szybko klamkę tylko pocałował i równie szybko wrócił,  bo od kilkunastu godzin już bilety wyprzedane były, jak pani w kasie powiedziała a na necie zaraz potwierdzili…

- Znowu obudziłem się z ręką w nocniku – myślę. Znowu na mecz iść bardzo chciałem, niewiele  bardzo w tym kierunku robiąc. Dobrze mi tak – myślę – dobrze!

Jadę, nie jadę, jadę, nie jadę… – jak na kolejce górskiej.

A to nie koniec jeszcze.

SMS wczoraj rano od kumpla z Wawy dostałem, co to właśnie na mecz specjałem pędzi, że bilety mogą jeszcze na miejscu być i żebym podjeżdżał.

Nadzieja znowu odżyła! A on zadzwonił nawet, by do wyjazdu zachęcić.

- Blisko mam – myślę – zaryzykuję!

Biały „legijny” t-shirt znalazłem, szaliczek z szafy wydobyłem, a na wszelki wypadek też z repertuarem z ostatniego meczu z Cracovią zapoznałem się, co by sprawdzić, co jest teraz na warszaffskiej playliście, co bym w sektorze od innych pieśniarzy nie odstawał i wstydu koledze z Bemowa nie narobił…

Połączenie do Wrocka i z powrotem znalazłem, pieniążki  (z trudem) zgromadziłem, do stanu „używalności” (coś między żulem a latino loverem) się doprowadziłem i…

i…

i…

…i gdy do wyjazdu dwie godziny pozostały… sprawa się jebła!

Komplikacje nastały niespodziewane i z Kłodzka na północ jechać nie mogłem.

#@!^%!+*^<!®§ - zaklnąłem we wszystkich znanych mi narzeczach!

I tak oto okazało się, że ten, który miał pierwszy na stadionie być, spotkania w ogóle nie zobaczy…

Z kolegą się nie spotkałem, Legiuni nie widziałem, Oporowskiej nie odwiedziłem, piwek w pociągu nie wypiłem.

Szkoda, wielka szkoda.

Żałuję, bardzo żałuję.

(L)ife is czasem bruta(L)… panie i panowie… and full of zasadzkas.

Hej, Legia gooool!!!