Parafrazując pewną reklamę – „Nowy stadion: 90 milionów euro. Wydatki na infrastrukturę: 40 milionów. Nowi piłkarze: 30 milionów. Tradycja, herb, barwy: bezcenne! Są w życiu rzeczy, których nie można kupić za żadne pieniądze…” Ale zawsze znajdzie się jakiś cwaniak, który zapłaci za te wszystkie pozostałe i myśli, że w związku z tym wszystko mu wolno!
Takich piłkarskich „dobrodziejów” jest kilkunastu, że wymienię tylko tych najsłynniejszych – Pete’a Winkelmana, który „skradł” Londynowi FC Wimbledon, przenosząc klub do Milton Keynes i zmieniając zarazem jego nazwę i barwy, Dietmara Hoppa właściciela jedynego bundesligowego klubu ze wsi – TSG 1899 „gdzie to k… jest” Hoffenheim, a na naszym podwórku Mariusza Waltera i jego ITI (patataj!) w Legii Warszawa.
Zdecydowanie największe zniszczenia sieje jednak Red Bull. Austriacka firma produkująca napoje energetyczne traktuje kluby jako produkty, mając ich tożsamość, tradycję, historię, nazwę, herb, barwy czy wreszcie kibiców w d… głębokim poważaniu. Dla RB piłka nożna to tylko tło, dodatek. Najważniejsza jest strategia marketingowa, najważniejsza jest reklama, najważniejsza jest kasa! „Red Bull zamierza zaoferować miłośnikom swojego napoju na całym świecie produkty klubo-podobne z widownią kibico-podobną, których nadrzędnym zadaniem jest reklamować napój, a dopiero potem osiągać sukcesy sportowe. A my naiwnie myśleliśmy, że pierwszeństwo ma sport, nie pieniądze” (portalkibica.pl).
Red Bull najpierw przejął zniszczył SV Austrię Salzburg, potem nowojorski MetroStars a później zapragnął zaistnieć w niemieckiej piłce. Jego ofiarą stał się niewielki SSV Markranstädt, teraz już Red Bulls Leipzig, klub o identycznym logotypie i barwach, jak Red Bull Salzburg, Red Bulls New York czy powstały w międzyczasie Red Bull Brazil. Niemieckie prawo zabrania wprawdzie obcokrajowcom posiadania większości udziałów w klubach piłkarskich i umieszczania nazw firm w nazwach klubów, ale działacze nowego tworu i na to znaleźli sposób. Klub z Lipska to oficjalnie RasenBallsport Leipzig (rasen = murawa, Ball = piłka), więc skrót (RB) pozostał ten sam.
Nowy wynalazek gra obecnie w Oberlidze, ale celem jest oczywiście awans do 1. Bundesligi a w dalszej perspektywie zdobycie mistrzostwa Niemiec i regularne występy w Lidze Mistrzów. Szkoda tylko, że tylko, że klub chce to osiągnąć w taki sposób. Możni właściciele innych zespołów w Niemczech, Anglii czy we Włoszech pokazali, że by osiągać sukcesy wcale nie trzeba przeprowadzać tak drastycznych rewolucji i przewracać wszystkiego do góry nogami…
Wszystkim, którzy chcieliby dowiedzieć się czegoś więcej o RB w Niemczech, polecam teksty z PortaluKibica: „Red Bull w Lipsku – nadzieje i obawy kibiców” (Bastian Pauly), „Kto będzie kibicował Red Bullowi w Niemczech?” i „Całe Niemcy: anty-RedBull” (Patrick Schmidt).
MyFootballWay.com przyłączył się symbolicznie do walki z producentem słodkiego gówna. Na blogu od samego początku są banner popierający inicjatywę Violett-Weiss oraz logo „Dead Bull”, a dodatkowo autor już od ponad dwóch lat bojkotuje dodający ponoć skrzydeł napój.
Spytacie dlaczego piszę o tym akurat dzisiaj? Otóż w ostatnią niedzielę miałem ogromną przyjemność śledzenia w ramach mych piłkarskich podróży spotkania I. rundy Pucharu Niemiec (DFB-Pokal) pomiędzy czwartoligowym (Regionalliga) Hallescher FC a drugoligowym 1. FC Union Berlin. W związku z przebudową stadionu w Halle, mecz rozgrywany był na wybudowanym na MŚ w 2006 roku Zentralstadionie w Lipsku (obecnie oficjalna nazwa to… pfu! pfu!… Red Bull Arena).
Na trybunie za jedną z bramek zasiedli kibice HFC. Po drugiej stronie boiska były sektory przeznaczone dla fanów Unionu. Sympatycy obu klubów z byłego NRD się nienawidzą, stąd też w Lipsku przed, po i w czasie meczu miały miejsce policyjne manewry, jakich nigdy ani w Polsce, ani w Czechach nie widziałem! Obie grupy ultras umówiły się jednak, że zanim zaczną się nawzajem „pozdrawiać”, pojawią się na stadionie ubrani na czarno i przez pierwsze 15 minut potyczki zamiast dopingować będą siedzieć w kompletnej ciszy. Cisza (nad trumną) i ciemne koszulki, bluzy i kurtki miały symbolizować żałobę. W Lipsku bowiem ich zdaniem umiera piłka nożna, w Lipsku umiera też kultura kibicowska…

Z lewej: "W Lipsku umiera piłka nożna" w sektorze FC Halle. Z prawej: "W Lipsku umiera kultura kibicowska" w sektorze Unionu Berlin (fot. Krzychu)
Przeciwko RB Leipzig protestowano zresztą podczas minionego weekendu nie tylko w Lipsku. Fotka, którą możecie wraz ze wstępem do niniejszego wpisu oglądać na stronie głównej, przedstawia transparent wywieszony przez ultras Chemnitzer FC w czasie ich pucharowego meczu z 1. FC Sankt Pauli (zakończony niespodziewanym zwycięstwem gospodarzy pojedynek, który także dane mi było obserwować z trybun). Hasło na nim głosi „Love Football, Hate Capitalism. Stoppt den Rinderwahn” czyli „Kocham piłkę, nienawidzę kapitalizmu. Zatrzymaj chorobę wściekłych krów” a obrazek obok przedstawia dwa byki (symbol RB) liczące trzymaną w ręku kasę…
Kibicujmy klubom, nie produktom!
Anty Red Bull!
Against Modern Football!
.
/źródła: portalkibica.pl, die-kirsche.com i własne/





3 komentarze
krzychu81
sie 19, 2010
Oczywiście, że nie ma obowiązku kibicowania takim klubom. Gorzej jednak, jak ktoś np. przez 20 lat kibicował i regularnie chodził na mecze Austrii Salzburg (bo robił tak jego pradziadek, dziadek i ojciec) a tu któregoś dnia przyszedł ktoś, kto zamienił jego klub w dziwny komercyjny twór o całkiem innej nazwie, herbie i barwach, klub z którym ten człowiek w żaden sposób nie potrafi (i nie może) się identyfikować…
Tak, jak napisałem w tekście – nie byłoby problemu, gdyby sponsor „tylko” wpompował w klub wielką kasę. Problem pojawia się wtedy, kiedy taki „dobroczyńca” przewraca wszystko do góry nogami, tworząc praktycznie nowy klub. Fani MU, Salzburga czy Wimbledonu jakoś sobie poradzili. Wielu innych już niestety nie…
A tamtem komentarz się nie pojawił, bo użyłeś w tekście jednego z wulgaryzmów, które WordPress automatycznie blokuje. Na tym blogu przeklinać mogę, kurwa, tylko ja! :)
rZeZniki
sie 19, 2010
cos sie jebia te komentarze, najpierw nie ma pozniej nagle sa dwa hehe
rZeZniki
sie 19, 2010
nie ma przeciez obowiazku kibicowania takim zespolom, a jak znajda sie tacy co beda i beda z tego powodu szczesliwi to chyba nienajgorzej co?