O piłkarzach, zwłaszcza tych w naszej szerokości geograficznej, często mówi się, że to nieroby, lenie, że choć zarabiają krocie, to w piłkę grać nie potrafią. Zawodnicy Slovanu Liberec sezonu nie rozpoczęli najlepiej, ale – czego jak czego – braku chęci do pracy i lenistwa zarzucić im nie można! Wczoraj pomagali usuwać skutki powodzi…
Pięć ofiar śmiertelnych, trzy osoby zaginione, tysiące ewakuowanych osób i ogromne zniszczenia – to bilans sobotnich powodzi po intensywnych ulewach jakie nawiedziły północne Czechy. Najbardziej ucierpiały kraj liberecki, w którym ogłoszono stan klęski żywiołowej oraz sąsiadujący z nim kraj ustecki. Pod wodą znalazły się setki budynków, zniszczone są mosty, drogi i linie kolejowe, zerwane linie wysokiego napięcia, przez co kilka tysięcy ludzi pozostaje bez prądu. Nie kursuje komunikacja. Zamknięte są przejścia graniczne z Polską. Straty oceniane są wstępnie na ponad miliard koron. Do regionu na pomoc w walce z powodzią władze skierowały już wojsko, policję i śmigłowce. Walczyć z żywiołem przybyli też polscy i niemieccy strażacy.
Z założonymi rękami nie chcieli również siedzieć działacze, zawodnicy i kibice pierwszoligowego Slovanu Liberec – największego i najsłynniejszego klubu piłkarskiego w tej okolicy. Na rzecz powodzian najpierw uzbierali a potem przekazali łącznie 175 tysięcy koron, czyli ponad 28 tysięcy złotych. Na kwotę tą złożyły się środki z biletów z niedzielnego ligowego derby z Jabloncem (przed spotkaniem minutom ciszy uczczono pamięć ofiar powodzi), czyli prawie 100 tysięcy koron, pieniądze zebrane prze kibiców Slovana przed, po i w trakcie tego meczu (54.923 koron) oraz te pochodzące ze składki zorganizowanej przez piłkarzy. Zebraną kwotę postanowiono rozdzielić pomiędzy cztery miasteczka, które najbardziej ucierpiały przez wielką wodę. Pieniądze trafiły zatem do miejscowości Hrádek nad Nisou, Chrastava, Frýdlant i Nová Ves.
Ale wsparcie finansowe to nie wszystko. Na wczoraj piłkarze Liberca mieli zaplanowany wolny dzień. Zrezygnowali jednak z odpoczynku i stawili się we wspomnianej wyżej niespełna tysięcznej Nové Vsi, by osobiście pomóc w usuwaniu skutków powodzi. W czarnych kaloszach, charakterystycznych niebieskich koszulkach, rękawicach i z łopatami w ręku od rana przez sześć godzin Jan Nezmar, Andrej Kerić oraz kilkunastu innych graczy Slovanu porządkowało miejsca, w których po opadnięciu wody pozostało tylko błoto i tony śmieci.

W akcji od lewej: czeski napastnik Jan Nezmar oraz trójka Chorwatów - Lovre Vulin, Renato Kelić i Andrej Kerić (fot. MF Dnes & Hynek Preisler, Sport)
Za przykładem działaczy, piłkarzy i kibiców Slovanu Liberec poszli już inni. Hokeiści ekstraligowego zespołu Bílí Tygři Liberec (Białe tygrysy Liberec) porządkują dziś miejscowość Mníšek, natomiast Czesko-Morawski Związek Piłki Nożnej przekazaże dziś wieczorem przed meczem reprezentacji Czech z Łotwą (rozgrywanym właśnie w Libercu) kwotę w wysokości prawie pół miliona koron, która także wykorzystana zostanei do walki ze skutkami żywiołu.
Wszyscy zdają sobie sprawę, że zarówno zebrane pieniądze, jak i pomoc na miejscu katastrofy, to tylko kropla w morzu potrzeb. Ale liczy się gest. Gest dzięki któremu Slovan Liberec zyskał wczoraj z pewnością kilkudziesięciu (kilkuset?) nowych kibiców…




