Nie tylko wszystkie polskie kluby, ale i komplet czeskich odpadł wczoraj z udziału w rozgrywkach Ligi Europy. O klęsce naszych zespołów rozpisują się od rana polskie media. Ja natomiast skleciłem parę akapitów o tym, jak do gromadnego „pożeganania z Europą” podchodzi się nad Wełtawą. „Bída, blamáž, trapnost” – piszą tutejsi dziennikarze…
Choć przeciwników polskich i czeskich klubów w III. rundzie eliminacyjnej Ligi Europy porównywać ciężko, to jednak patrząc na rywalizujące pary, można byłoby pokusić się o znalezienie pewnych podobieństw.
W obu przypadkach najmniej łaskawy był według mnie los dla zdobywców krajowych pucharów. Jagiellonia Białystok musiała zmierzyć się z Arisem Saloniki (mym zdaniem to jednak większy kaliber niż wiedeńska Austria) a Viktoria Plzeň z innym klubem z tamtej części Europy – Besiktasem Stambuł. Paradoksalnie i Jaga, i Viktorka, choć odpadły, zaprezentowały się w zgodnej opinii obserwatorów najlepiej – wstydu nie przynosząc.
Ruch Chorzów i FK Jablonec wprawdzie również wylosowały rywali lepszych od siebie, aczkolwiek – przy dostatecznym przygotowaniu i zaangażowaniu – były to zespoły jak najbardziej do ogrania. Oba kluby dostały jednak lekcję futbolu. „Niebiescy” od Austrii Wiedeń, Jablonec od APOELu Nicosia.
I wreszcie krakowska Wisła i ostrawski Baník. Oba kluby w zeszłym sezonie do ostatniej kolejki walczyły w swych krajach o mistrzowski tytuł. Oba wymieniane są wśród faworytów w tej walce także i teraz. Oba dostały teoretycznie najłatwiejszych rywali. Oba zawiodły i skompromitowały się na całej linii, bo jak inaczej nazwać porażki odpowiednio z azerskim Karabachem i białoruskim Mogilewem?!
Polakom został Lech, Czechom Sparta
Honor czeskich klubów w Europie uratowała praska Sparta. I choć uczyniła to kosztem mistrza Polski, to paradoksalnie właśnie Lech będzie miał jeszcze szansę bronić na europejskich piłkarskich salonach dobrego imienia naszej ligi (jeśli jeszcze w ogóle jest czego bronić). Podsumowując czesko-polski dwumecz, media mówią o dwóch zasłużonych zwycięstwach Sparty, przyznając jednak, że o ile w pierwszym meczu w Pradze Řepka i spółka grali niemrawo, przewyższając przybyszów z Wielkopolski głównie wytrzymałością, o tyle już w rewanżu przy Bułgarskiej piłkarze Jozefa Chovanca miło zaskoczyli wszystkich. Przed meczem zapowiadali, że to nie „mający spore ambicje” Lech a oni będą na boisku dyktować warunki. I tak właśnie było.
Wszyscy zdają sobie sprawę, że obu spotkań nie da się zaliczyć do tych najciekawszych, ale najważniejsze jest to, że cel został osiągnięty. Od dwóch dni bardziej niż grę mistrza Czech krytykuje się więc pomocników Marka Matějovskiego i Libora Sionko, którzy w głupi sposób zarobili czerwone kartki i osłabili swój zespół przed kolejną rundą (za dwa żółte kartoniki pauzować będzie także napastnik Bony Wilfried). A dwa zwycięstwa po 1:0, w świetnie rozegranych przez Czechów taktycznie partiach (efektywność ponad efektownością), to zdaniem wielu (i moim) dokładne odzwierciedlenie aktualnej różnicy między czeskim a polskim futbolem. Przynajmniej tym w klubowym wydaniu…
Teraz ostatnią przeszkodą na drodze do elitarnej Ligi Mistrzów będzie dla prażan słowacka MŠK Žilina, czyli najsłabszy chyba „na papierze” – nie licząc mołdawskiego Sheriffa Tiraspol – przeciwnik, z jakim mogli się na tym etapie rozgrywek zmierzyć (pozostałe to wyżej notowane od ACS: Rosenborg Trondheim, FC Salzburg i Partizan Belegrad). Dojdzie więc do kolejnej sąsiedzkiej bitwy a szanse Sparty na pierwszy od pięciu lat awans do fazy grupowej „piłkarskiego raju” oceniane są nad Wełtawą wysoko, co chyba nie może dziwić. Nawet jednak, gdyby ostatecznie to prowadzeni przez czeskiego trenera Pavla Hapala (bronił barw Sparty w Lidze Mistrzów, teraz ma szansę pozbawić swój były klub awansu do tych rozgrywek) mistrzowie Słowacji byli górą w tym starciu, piłkarze z Pragi będą mieć pewne miejsce w jednej z grup Ligi Europy. Tak czy inaczej więc, aż do końca roku Sparta będzie obecna w pucharowej Europie.
Viktoria jak Jagiellonia
Wracająca do niej po długich 39 latach Viktoria Plzeň przypomniała się światu tylko w dwóch spotkaniach. Trzeba jednak przyznać, że Besiktas Stambuł, to zdecydowanie najcięższy z rywali, z jakimi przyszło się dotąd w sezonie 2010/2011 potykać czeskim klubom. Mimo tego Viktorka nie przestraszyła się ani piłkarzy, ani – zwłaszcza w rewanżu – kibiców tureckiego giganta. W pierwszym meczu (gościnnie na stadionie Sparty w Pradze) zremisowała z Turkami 1:1, ale gdyby jej piłkarze mieli lepiej nastawione celowniki, mogła spokojnie wygrać, i to nawet różnicą dwóch lub trzech bramek! Viktoria pokazała się z dobrej strony a dyrektor sportowy klubu – František Mysliveček, przyznał, iż wie, że nazwiska obu skrzydłowych jego zespołu, tj. Milana Petrželi i Jana Rezka, trafiły już do notesów kilku skautów ze wschodniej i zachodniej Europy.
W rewanżu już nie brak skuteczności, ale czerwone kartki (w 33. i 53. minucie) nie pozwoliły piłkarzom trenera Pavla Vrby rozwinąć skrzydeł. Grając przez ostatnie 40 minut w dziewiątkę, samą walecznością i poświęceniem nie da się jędnak nadrobić różnicy dwóch klas, a właśnie taka dzieliła oba kluby. Stąd porażka 0:3. Fotbal.idnes.cz pisze mimo wszystko o „sympatycznej” postawie klubu z zachodnich Czech, podkreślając, że w I. połowie Viktorka grała mądrze – przeczekała początkowy napór gospodarzy i z czasem przejęła inicjatywę, a drugą, już w osłabieniu, rozpoczęła nadzwyczaj aktywnie i prezentowała się dobrze, aż do momentu, w którym belgijski arbiter wyrzucił z boiska drugiego z jej zawodników. Co odważniejsi twierdzą, że tak naprawdę to nie BJK ten dwumecz wygrał, ale Viktoria go przegrała, tracąc wszystkie bramki po swoich, często nawet nie wymuszonych, głupich błędach…
Besiktas Istanbul – Viktoria Plzeň 3:0 (1:0)
39. Quaresma, 57. Delgado, 71. Hološko
Besiktas: Hakan – Erhan, Zápotočný, T. Ibrahim (46. Ferrari), Ü. Ibrahim – Necip, Ernst – Hološko, Delgado (60. T. Rodrigo), Quaresma – Bobo (68. Nihat). Trener: Schuster.
Plzeň: Krbeček – Rajtoral, Navrátil, Bystroň, Limberský – Petržela (75. Hruška), Rada, Horváth (83. Rýdel), Kolář (75. Hájovský), Jiráček – Rezek. Trener: Vrba.
Żółte kartki: Delgado – Limberský, Rezek
Czerwone kartki: 32. Navrátil, 52. Limberský
Drukował: Nzolo (Belgia)
Widzów: 31.000
Tąpnięcie w Ostrawie
Błędy a być może również zwykłe zlekceważenie przeciwnika, sprawiły, że pociąg z piłkarzami Baníku Ostrava nie dotrze także i w tym roku do stacji z napisem „Liga Europy”, bo zatrzymał się w połowie drogi, na peronie w białoruskim Mogilewie. A „Chacharzy” zaczęli sezon w Europie w znakomitym stylu, wygrywając w Tbilisi z WIT Georgią aż 6:0. Potem był jednak tylko bezbramkowy remis w rewanżu, dający kolejną rundę, a w niej kolejnego przeciwnika z byłej republiki radzieckiej i… kolejny spacerek, jak uważano, bo FCB był zdecydowanym faworytem. Dlatego też porażkę w pierwszy meczu uznano jedynie za wypadek przy pracy. Trener i piłkarze przyznali, że występ na Białorusi im nie wyszedł, ale przegrana jedną bramką, to wynik, który w perspektywie rewanżu na własnym boisku nie spędza im snu z powiek.
Mało kto przypuszczał jednak, że atut własnego stadionu nie odegra w tej konfrontacji najmniejszej roli. „Górnik” przegrał po raz drugi. Gospodarze obijali konstrukcję bramki (Frejlach dwa razy trafił w słupek i raz w poprzeczkę), a goście… a goście zdobywali gole! „- Mieliśmy wielkiego pecha. To co się przytrafiło Frejlachowi, nie zdarza się często. Graliśmy bardzo ofensywnie, aktywnie, zmuszaliśmy przeciwnika do błędów, ale nie wykorzystaliśmy szeregu okazji” – mówił po meczu wyraźnie przygnębiony trener FCB, Miroslav Koubek, skarżąc się zarazem na formę cypryjskiego arbitra. Porażka 1:2 to jednak nie wina rozjemcy a tego, że Baník nie potrafił niczym zaskoczyć rywala. Wie o tym dobrze właściciel klubu – Tomáš Petera, który pod wpływem emocji ogłosił: „- Mieliśmy najłatwiejszy los ze wszystkich. (…) Nie wykorzystaliśmy znakomitych okazji. Zwalanie winy na sędziego? Mogilew powinniśmy pokonać nawet przy słabo dysponowanym arbitrze. Chce mi się wymiotować. Sprzedam kogokolwiek, na kogo znajdzie się kupiec!”. To ostatnie zdanie jest nawiązaniem do transferowej polityki klubu. Dzięki letnim zakupom Baník ma otóż na starcie sezonu szeroką i silną kadrę, ale wygląda na to, że to co dobre na czeską ekstraklasę (po trzech kolejkach Ostrawa jest niepokonana), nie musi być wystarczające na europejskie puchary…
Baník Ostrava – Dniepr Mogilew 1:2 (1:1)
26. Řezník – 24. Jurchenko (rzut karny), 70. Zenković
Ostrava: Daněk – Řezník, Neuwirth, Bolf (83. Greguš), Neves – Hušbauer (67. Pilík), Marek, Frejlach – Lukeš, Varadi, Šmejkal (56. Šenkeřík). Trener: Koubek.
Mogilew: Kopancov – Kapov, Gonchar, Żevnierov, Obrazov – Bychenok (82. Turlin), Karpović, Schunejko (89. Raspopov), Tereschenko (85. Tchernych) – Jurchenko, Zenković. Trener: Skorobogatko.
Żółte kartki: Varadi, Hušbauer, Bolf, Neves – Kapov, Jurchenko, Tchernych
Drukował: Trattu (Cypr)
Widzów: 4.812
Cypryjska lekcja
Bardzo podobny przebieg miała rywalizacja Jablonca z APOELem. Wicemistrz Czech również grał pierwszy mecz na wyjeździe i również przegrał 0:1. Minimalna porażka z uczestnikiem zeszłej edycji Ligi Mistrzów ujmy jednak nie przyniosła. Był przecież rewanż, w którym zgrana (na pewno bardziej niż FCB) ekipa trenera Františka Komňackiego miała, może nie lekko, łatwo i przyjemnie, ale po (ciężkiej) walce najpierw odrobić straty, a potem zdobyć decydującą bramkę i rozstrzygnąć losy pojedynku bez potrzeby dogrywki czy karnych. I tak właśnie było. Tyle że ze zwycięstwa 3:1 ponownie cieszyli się Cypryjczycy…
A mogli wygrać wyżej, bo marnowali jedną okazję za drugą, nie wykorzystując nawet rzutu karnego. Jablonec nie pokazał niczego, co mogłoby świadczyć o tym, że to czołowa czeska drużyna. Jablonec grał bez serca. Jablonec się ośmieszył – w tym tonie komentowano dziś „popisy” klubu z północy Czech. Goście byli lepsi w każdym elemencie piłkarskiego rzemiosła. „- Wstydzę się za to, co pokazaliśmy. Nie łatwo patrzyło mi się na naszą grę. Pokazaliśmy się z bardzo złej strony” – powiedział sternik klubu Miroslav Pelta. Zielono-białym nie wyszedł start ligi (tylko 4 punkty w 3 meczach), nie wyszły też występy w eliminacjach Ligi Europy.
FK Jablonec – APOEL Nicosia 1:3 (1:3)
33. Pavlík – 24. Jorge, 27. Charalambides, 37. Solari
Jablonec: Špit – Krajčík, Pavlík, Drsek, Zábojník – Jarolím, Eliáš (46. Vošahlík), Loučka (46. Piták), Kovařík – Lafata (80. Haurdič), Pekhart. Trener: Komňacký.
APOEL: Chiotis – Solomou, Jorge, Grnčarov, Boaventura – Broerse – Charalambides, Marcinho (66. Almeida), Pinto, Manduca (83. Michail) – Solari (88. Kontis). Trener: Jovanovič.
Żółte kartki: Chiotis, Broerse
Drukował: Asumaa (Finlandia)
Widzów: 3.622
Co dalej?
Tomáš Strnad, dziennikarz efotbal.cz pisze, że wczoraj Baník, Viktoria i Jablonec dobrowolnie wstąpiły w szeregi „europejskich krasnali”. Rolę, jaką te kluby odegrały w tym sezonie w Europie nazywa „małym epizodem”, twierdząc jednocześnie, że cała trójka była dla rywali z Białorusi, Turcji i Cypru jedynie „niezbyt przydatnymi sparingpartnerami”.
Teraz spekuluje się, jakie zmiany zajdą w tych trzech klubach. Czy prace stracą ich trenerzy? A może, w związku z brakiem awansu, a co za tym idzie brakiem zastrzyku finansowego od UEFA, kluby te będą zmuszone pozbyć się niektórych piłkarzy, by uszczuplić skład?
Zespoły czeskiej ekstraklasy miały w tym sezonie jak najdłużej gościć na europejskich salonach, wygrywać, remisować, zdobywać punkty do rankingu UEFA, by już niedługo czeski mistrz znów miał pewne miejsce w fazie grupowej Ligi Mistrzów, bez potrzeby występów w kwalifikacjach. Tymczasem rzeczywistość jest okrutna. Czechy są na 19. miejscu we wspomnianym rankingu, ale należy się spodziewać, że wkrótce będą musieli opuścić pierwszą dwudziestkę. Uciekną im 18. na liście Austriacy (mają jeszcze w boju cztery kluby), dogonią będący na 20. pozycji Cypryjczycy (trzech reprezentantów nadal w grze). Czesi boją się więc, że może być jeszcze gorzej. Cóż, przekonamy się za rok o tej samej porze…





3 komentarze
787
sie 9, 2010
Dzięki piękne za wytłumaczenie! :) pozdRawiam
krzychu81
sie 8, 2010
Towarzystwa sportowe „Sokol”, których głównym celem było propagowanie ruchu, sportu, tężyzny fizycznej, a także kultury i narodowego ducha wśród obywateli, powstawały końcem XIX w. nie tylko w Czechosłowacji (tam założono pierwszy), ale i w innych krajach słowiańskich. Jak pewnie wiesz, i w Polsce mieliśmy (i nadal mamy) „Sokoły”, ale mimo wszystko ten ruch nie był u nas nigdy aż tak popularny, jak w Czechosłowacji.
Tam zaczęło się od gimnastyki, piłka nożna pojawiła się dopiero po jakimś czasie. Ciężko wytłumaczyć tak dużą popularność tego typu towarzystw w Czechosłowacji/Czechach… To rzeczywiście fenomen! Trzeba pamiętać, że mówimy tu o ogromnych rzeszach ludzi. Kiedyś setki tysięcy osób i siedziby („Sokolovny”) w każdej większej miejscowości (a w Pradze praktycznie w każdej dzielnicy). Na zloty na praski stadion Strahov (niegdyś największy na świecie; wybudowany m.in. z myślą o tego typu spotkaniach) przyjeżdżało po 100 tysięcy młodych ludzi – członków „Sokola”. Drugie tyle (a nawet więcej) oglądało ich popisy z trybun. Myślę, że to po prostu ważna część życia w tym kraju. Godna podziwu, silnie zakorzeniona, stale kultywowana tradycja.
Obecnie mamy do czynienia zazwyczaj z nazwami TJ Sokol[nazwa miasta/części miasta], gdzie TJ to „Tělovýchovná Jednota”, czyli – w wolnym tłumaczeniu – stowarzyszenie wychowania fizycznego. Barwy tych klubów podobne nie są, ale odznaki/herby już tak. Najczęściej albo nawiązują do symbolu „Sokola”:
http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/f/fa/Sokol_Symbol.jpg
http://www.jinocany.cz/VismoOnline_ActionScripts/Image.aspx?id_org=6074&id_obrazky=2161
Albo pojawia się w nich sokół:
http://files.sokolmrsklesy.webnode.cz/200003700-3321a341bc/logo_hf.jpg
http://sokolhornijiretin.wbs.cz/logo_sokol_kopie.jpg
O tekście dotyczącym stalinizacji czeskiego sportu (czy samej piłki) już kiedyś myślałem. To temat rzeka, ale postaram się go jakoś ogarnąć i w któryś długi jesienny wieczór stworzę taki artykuł. :)
Pozdrawiam!
P.S. Szacun wielki za ten doping w czwartek we Wiedniu. Znakomita reklama polskich kibiców!
787
sie 8, 2010
Dlaczego w CR tak popularna jest nazwa klubowa „Sokol”?
Można liczyć na jakiś artykuł o stalinizacji czeskiego sportu? Czy tez było jak u nas, kilkanaście klubów pod resort, te same nazwy i barwy?