wodzislaw_insideZa oknami upał, a ponieważ ja za wysokimi temperaturami nie przepadam, proponuję powrócić  na parę chwil do chłodnych zimowych dni. Nadrabiając zaległości z opisywaniem mych piłkarskich wojaży, cofam się dziś do końca lutego, kiedy to wraz z dwoma towarzyszami wizytowałem stadiony Górnego Śląska i Zagłębia Dąbrowskiego…

Podczas ostatniego weekendu lutego rundę wiosenną sezonu 2009/2010 zainaugurowali piłkarze polskiej ekstra(?)klasy. Dwa z ośmiu spotkań rozgrywane były na Górnym Śląsku, nadarzyła się więc okazja, by mimo nie najlepszej pogody, zwiedzić piłkarskie świątynie tego – z kilku powodów bardzo mi bliskiego – zakątka naszego kraju.

Ekipa uderzeniowa była mała, acz zaprawiona w bojach. Boskie rZeZniki (prodziekan kultowej strony kartofliska.pl) i nasz mistrz kierownicy – driver Endi, reprezentowali stolicę Polski, moja skromna osoba reprezentowała z kolei stolicę Czech (obie metropolie łączy taka nie pisana turystyczna zgoda). Oni jechali więc z północy, ja nadciągnąłem z południa, a miejscem spotkania był przepiękny dworzec PKP Katowice Główne.

Piątkowe popołudnie poświęciliśmy stadionom Rybnika i jego najbliższych okolic. Byliśmy chyba na każdym obiekcie, jaki widoczny był na świeżo zakupionym planie „miasta z ikrą”, a nawet na tych, których na mapie znaleźć nie można! :) A wraz z nami… miliony fanów na całym świecie – wszyscy ci, którzy dzięki BLIPowi śledzili relację live z tego wiekopomnego wydarzenia. Koledzy Warszawioki mogą się więc teraz uważać, za specjalistów w dziedzinie piłkarskich (i żużlowych) stadionów tego miasta i śmiało mogliby oprowadzać po nich japońskich turystów…

26.02.2010, Stadion MOSiR (Wodzisław), Odra Wodzisław – Lechia Gdańsk 0:0

Przed godziną 18 przemieściliśmy się do Wodzisławia Śląskiego na dwa spotkania: ligowe, miejscowego MKSu z Lechią Gdańsk oraz towarzyskie, tj. nasze z największą znaną mi fanką Odry – Karoliną vel Pasjonatką sportu. Gospodyni wiecz0ra pragnę z tego miejsca raz jeszcze podziękować za zorganizowanie biletów, ciekawe opowieści o klubie, stadionie, kibicach i samym mieście, a także, za wskazanie już po zakończeniu potyczki całkiem przyjemnej knajpy, w której mogliśmy napić się pysznej Warki, spróbować najbardziej diabelskiej pizzy Diabolo, jaką kiedykolwiek w życiu jadłem, a przede wszystkim oglądnąć wieczorny mecz Legii Warszawa z Cracovią (radości ze strzelonych przez „Dumę stolicy” bramek oraz z jej końcowego zwycięstwa okazywać – wobec kilkudziesięciu obecnych w barze szalikowców Odry – za bardzo nie było można).

Jeśli chodzi o sam mecz Odry z Lechią, to do przyjazdu do Wodzisławia zachęciły nas zimowe zakupy tego pierwszego klubu. Teraz już wiemy, że nowe nabytki ekstraklasy dla Wodzisławia nie uratowały, ale oglądanie w akcji np. takiego Arkadiusza Onyszki (jeden z moich ulubionych bramkarzy; zresztą – nie tylko mym zdaniem – najlepszy piłkarz tamtego pojedynku) wynagrodziło mi długą podróż i sterczenie na trybunach w deszczu i zimnie. Poziom spotkania nie był bowiem najwyższy.

Jego oglądanie rozpoczęliśmy przez przypadek w młynie gospodarzy, z którego jednak szybko się ewakuowaliśmy (kto nie śpiewał dostawał tam wpierdol, a my Odry wspierać nie zamierzaliśmy, a nawet gdybyśmy chcieli, słowa zapodawanych pieśni nie były nam znane). Przez stoisko z całkiem smaczną kiełbą przenieśliśmy się więc na drugą stronę stadionu a w przerwie urządziliśmy sobie krótki spacer po obiekcie.

Drugą połowę śledziliśmy już z sektora buforowego, oddzielającego przeciwległą trybunę od sektora gości. Naszą obecnością w tej części stadionu zaniepokoiła się policja, która poleciła jednemu z porządkowych wylegitymowanie każdego z nas. Mógł ponoć zostać tylko ten, kto mieszkał w Wodzisławiu lub najbliższej okolicy. Po okazaniu dowodów, okazało się, że jak Warszawa, tak i Kłodzko, do tych terenów również jakimś cudem się zaliczają i że nie musimy zmieniać naszych pozycji obserwacyjnych. ;)

Noc spędziliśmy w leżącym na terenie MOSiRu hotelu (dosłownie kilkanaście metrów od głównej trybuny), z tarasu którego również można byłoby obserwować mecze Odry. Korzystając z okazji weszliśmy na stadion także nazajutrz rano, by wykonać kilka zdjęć pustego obiektu i pozostawić w sektorze gości kilka nalepek popierających walkę kibiców pewnego klubu z pewnym medialnym koncernem…

wodzislaw_long

Z lewej "Fanatycy znad granicy", czyli rzut oka na młyn gospodarzy. W środku fotka podsumowująca wieczór na stadionie MOSiRu: kiepska pogoda i bez bramek. Z prawej odkryta nazajutrz za sektorem gości radosna twórczość jakiegoś "połety" (fot. Endi, Rzeźnik & Krzychu)

>> Więcej fotek z meczu <<

.

27.02.2010, Stadion Ludowy (Sosnowiec), Zagłębie Sosnowiec – BKS Stal Bielsko-Biała 3:0 (0:0)

W sobotę czekały na nas dwa spotkania. Sparing w Sosnowcu i mecz o punkty w Bytomiu.

Na spotkanie towarzyskie na Stadionie Ludowym przyjeżdżamy z opóźnieniem (przed jego rozpoczęciem musieliśmy rzecz jasna zwiedzić kilka innych, mniejszych obiektów). Zagłębie podejmuje ziomali z Bielska-Białej i po pierwszej, bardzo słabej połowie, w drugiej daje pokaz gry ofensywnej, zdobywając trzy bramki i mając dogodne okazje do strzelenia kilku kolejnych.

Cały czas liczyliśmy, że podczas meczu uda nam się spotkać z dziennikarzem Pawłem Czado, wielkim orędownikiem sportu, a zwłaszcza „fussbalu” na Śląsku oraz równie wielkim fanem reprezentacji Argentyny. W czasie meczu dowiadujemy się jednak, że pan Paweł nie może niestety pojawić się na stadionie.

Otwarta jest tylko trybuna główna, na którą od razu uderzamy. Miejscowi uważnie się nam – obcym dla nich mordom  – przypatrują i słuchają, czy mówimy, czy tez może godomy. :) Gdy wyciągamy z reklamówki buteleczki przywiezionych z Wawy piwek Legion Pils, widzą, że raczej „swojskie z nas chłopaki” i że dalsza obserwacja jest już zbyteczna! :)

Do Sosnowca chciałbym kiedyś powrócić, tym razem już na mecz o ligowe punkty, podczas którego stadion byłby znacznie bardziej zapełniony. Wielki plus dla tamtejszych działaczy, że stale modernizują swoje włości. Budynek klubowy dosłownie pachniał nowością a i przyległe do stadionu obiekty treningowe były rekonstruowane (podczas naszego pobytu jeden duży plac budowy).

sosnowiec_long

Z lewej trybuna główna Stadionu Ludowego w Sosnowcu. W środku migawka z II. połowy sparingu (gospodarze na zielono). Z prawej Legiony. Trener Zagłębia grał czwórką w obronie, my mieliśmy czwórkę w ataku... (fot. Rzeźnik)

>> Więcej fotek z meczu <<

.

27.02.2010, Stadion im. Edwarda Szymkowiaka (Bytom), Polonia Bytom – Śląsk Wrocław 0:0

Sparing Zagłębia ze Stalą był tylko  przekąską przed sobotnim daniem głównym. By go spożyć przenieśliśmy się do Bytomia (po drodze oczywiście wizyta na paru obiektach klubów z niższych lig i jedna połowa sparingu CKSu Czeladź na boisku ze sztuczną trawą w Będzinie), gdzie miejscowa Polonia podejmowała Śląsk Wrocław.

Kupujemy bilety do sektora nr 1, skąd mamy znakomity widok na młyn gospodarzy, całkiem znośny na sektor przyjezdnych (stoi przed nim maszt oświetleniowy, przez co – podejrzewam – widoczność nie jest najlepsza) i… gdzie w jednym miejscu spotkałem tylu „słonecznikożerców”, co nigdy dotąd na wszystkich odwiedzonych stadionach razem wziętych! :)

Nie można się więc dziwić, że bywalcy tego sektora muszą bardziej niż inni kibice dbać o czystość jamy ustnej. W związku z tym w bogatej ofercie stoiska z pamiątkami jest m.in. szczoteczka do zębów w barwach i z logiem Polonii, którą kolega Rzeźnik zresztą nabył.

Na przeciwległej trybunie nikt czasu na dłubanie ziarna nie ma. Tam się kibicuje, i to na wysokim poziomie. Miejscowi ultras rozpoczynają mecz od efektownej oprawy „Polonia Bytom – brama do nieba” z wykorzystaniem konstrukcji dachu (końcowy efekt psuje nieco pomysłowym kibicom nierównomierne wciąganie poszczególnych elementów choreografii), flag na kijach i pirotechniki (patrz fotka na stronie głównej). Polonia wspierana jest przez całe 90 minut siłą kilku tysięcy gardeł. Repertuar pieśni i okrzyków bogaty. Brawo!

Gospodarzom starają się dorównać kroku goście. Przyjechało ich ze stolicy Dolnego Śląska ok. tysiąca. Kilkudziesięciu z nich pozostało przed bramami stadionu. Wywiesili kilka większych flag, mieli też flagi na kijach. Kilka razy mocniej ryknęli, ale mimo starań i szczerych chęci nie byli oczywiście w stanie przekrzyczeć miejscowych.

Atmosfera w Bytomiu (nie tylko ta na trybunach, ale też i cała ta otoczka wokół meczu) jakaś taka szczególna… Strasznie mi się podobało, nawet pomimo tego, że dane nam było oglądać kolejny bezbramkowy i średnio ciekawy pojedynek.

bytom_long

Z lewej Changing Rooms of famous Polonia Bytom Football Club. W środku "Ślązacy", czyli sektor gości z Wrocławia. Z prawej spojrzenie na trybuny i murawę, na kilka chwil przed ostatnim gwizdkiem (fot. Endi & Rzeźnik)

>> Więcej fotek z meczu <<

.

W sobotę wieczorem wracamy do Katowic, gdzie nasze drogi się rozchodzą. Warsaw Boys w niedzielę jadą na mecz Zagłębie Lubin – Piast Gliwice, ja natomiast wracam pociągiem nocnym do Pragi, by zdążyć na występ mej kochanki Bohemki w Jabloncu (porażka 0:3 sprawia, że do pozytywów tamtego wyjazdu na północ Czech zaliczę chyba tylko oblepienie sektora gości wlepkami „www.konieciti.pl”).

Eskapada poprzedzająca mecz czeskiej ekstraklasy była już jednak jak najbardziej udana. Dobra zabawa plus trzy mecze, plus sążna liczba odwiedzonych przez chłopaków ze stolycy stadionów w drodze do i z Katowic, co zresztą udokumentowane zostało na fotach. A które to z obiektów zaszczycili swoją obecnością? Wymienić trzeba kolejno LKS Gomunice, RKS Radomsko, Victorię Częstochowa, Przemszę Siewierz, Zaporę Przeczyce, Iskrę Psary… uff… Błękitnych Sarnów, Pogoń Łagiszę, 1. FC Katowice, Energetyka ROW Rybnik, KS Wielopole… uff, uff… Sarmację Będzin (zające na trybunach!!!), MCKS Czeladź (dla mnie powrót do lat dzieciństwa), Milenium Wojkowice, Cyklon Rogoźnik, MKS Gogolin i jeszcze Oderkę Opole i LZS Wrzoski.

Ja z kolei, te najważniejsze stadiony – na Cichej, przy Bukowej i Roosvelta, zostawiłem sobie na deser i chciałbym odwiedzić je podczas spotkań jeszcze w tym sezonie…

others_long

Z lewej stadion Energetyka ROW Rybnik. Na zdjęciu wydaje się być mniejszy niż jest w rzeczywistości. W środku brama główna stadionu Milenium Wojkowice. Teraz już wiemy, skąd wziął nazwę nieco słynniejszy i większy obiekt w Cardiff... Z prawej jeden z dowodów na to, że "znaczyłem teren" w sektorze gości w Jabloncu (fot. Endi, Rzeźnik & Krzychu)