Wczoraj wiele witryn internetowych grzmiało, że angielska Premier League nie jest już ponoć „najlepszą ligą świata” a zdetronizowała ją hiszpańska Primera Division. Wszystko za sprawą najnowszego, jak zwykle bardzo kontrowersyjnego i mocno subiektywnego rankingu opublikowanego przez IFFHS, czyli Międzynarodową Federację Historyków i Statystyków Futbolu. Choć lubię sobie zawsze spojrzeć na taki ranking, nigdy nie przywiązywałem do tego typu klasyfikacji większej wagi i nie traktowałem ich poważnie. Polska Ekstraklasa zajmuje w najnowszym notowaniu dopiero 67. miejsce, ale – choć wszyscy wiemy, że jest słaba – nie wydaje mi się (Wam pewnie też), by była gorsza od rozgrywek w Jordanii, Sudanie czy Irlandii Północnej (i to nie tylko pod względem sportowym, lecz i organizacyjnym), a tak się składa, iż wszystkie te kraje nas w rankingu wyprzedzają… Śmiesznym jest też fakt, że pierwszą dziesiątkę zamykają – z całym szacunkiem dla lig w tych państwach – Peru, Chile i Paragwaj, a nie ma w niej np. holenderskiej Eredivisie. Kolejne „kwiatki” to Algieria wyprzedzająca Turcję, czy dopiero 42. pozycja ligi rosyjskiej! A czeska ekstraklasa? Ta znalazła się w trzeciej dziesiątce, na 28. miejscu. IFFHS zaznacza, że The classification of the best leagues of the world is made objectively without any outside influence of any sort. „Without any outside influence” może tak, ale „objectively” z pewnością nie…




