Dokładnie tydzień temu z ust kolegi padł najlepszy komplement dotyczący mych (skromnych wciąż) umiejętności bramkarskich, jaki kiedykolwiek usłyszałem! Krótkie zdanie „Ty seš ale kurva!” (kolega jest Czechem), które skierował w moją stronę po zakończeniu spotkania, w którym nie był w stanie mnie pokonać (żeby było jasne – mecz odbył się na boisku do piłki ręcznej; na bronienie większych bramek niż te do szczypiorniaka już się nie porywam ;p), w każdych innych okolicznościach byłoby odebrane jako obraza, wyzwisko. Tym razem jednak zrozumiałem, że popsułem biedakowi radość ze spędzonego wraz z kumplami z pracy wieczoru na boisku… I – jak na „kurwę” przystało – całkiem dobrze się z tym czułem! :)




