10 czerwca 1934 roku tuż przed godziną 17:00, na stadion Narodowej Partii Faszystowskiej (del Partito Nazionale Fascista) w Rzymie, w obecności Benito Mussoliniego w loży honorowej, wyszły reprezentacje Włoch i Czechosłowacji. Na trybunach nie zabrakło czechosłowackich kibiców. Do „wiecznego miasta” przybyło ich z tej okazji prawie dwa tysiące…
Po powitaniu kapitanów, a byli nimi w przypadku obu finalistów (jedyny jak dotąd taki przypadek w historii MŚ) bramkarze obu ekip – Giampiero Combi i František Plánička, kontrowersyjny szwedzki sędzia Ivan Henning Hjalmar Eklind (przed meczem złożył wizytę Mussoliniemu i obaj panowie ucięli sobie „przyjacielską pogawędkę”) nakazał rozpocząć spotkanie. Prawie 50 tysięcy kibiców obecnych na stadionie, plus miliony przy radioodbiornikach w obu krajach zamarło w oczekiwaniu…
Il grande finale
„- Nie mieliśmy w Rzymie trenera z prawdziwego zdarzenia, nie mieliśmy taktyki w dzisiejszym tego słowa znaczeniu, nie mieliśmy też zbyt wiele informacji o przeciwniku i jego grze. A mimo to potrafiliśmy im godnie stawić czoła, oprzeć się, rywalizować jak równy z równym. Włochom szybko więc zaczęły puszczać nerwy…” – wspominał po latach pierwsze minuty meczu Oldřich Nejedlý.
Tamtego dnia przyszło jednak Czechosłowakom walczyć nie tylko z rywalem, ale i z arbitrem. Stronniczy Szwed, który wydatnie pomógł Włochom już w półfinale przeciwko Austriakom, kiedy to błędnie (ale z premedytacją!) uznał nieprawidłowo zdobyty gol Giuseppe Meazzy. „- Nie chcieliśmy, by sędzią meczu finałowego był Belg Louis Baert, którego Włosi zaproponowali jako pierwszego. Chcieliśmy, by spotkanie sędziowal angielski arbiter. Gospodarze się jednak nie zgodzili i ostatecznie ustalilismy, że rozjemcą będzie Eklind” – opowiadał Nejedlý.
Eklind początkowo sędziował z duchem Fair Play. W miarę upływu pojedynku zaczął jednak podlegać panującej na stadionie, „wrogiej” dla Czechosłowaków atmosferze. Kibice na trybunach, a wśród nich Mussolini, oczekiwali przecież tylko jednego – włoskiego zwycięstwa! Porażka ich pupili tamtego dnia nie wchodziła w rachubę!
„Poslední tři minuty přinesly výhradně útoky Československa. Buď Sobotka nebo Svoboda pěkně střelili na branku Conttiho, zatímco Plánička nedostal ani jeden míč.”
/Josef Laufer, radiowy sprawozdawca finałowego meczu/
Do składu Czechosłowacji powrócił po kontuzji Ladislav Ženíšek (zajął w defensywie miejsce Jaroslava Burgra) i to była jedyna zmiana w porównaniu do ostatniego meczu z Niemcami. Finał miał bardzo zacięty przebieg. Arbiter pozwalał Włochom na nadzwyczaj ostrą grę, o czym jako jeden z pierwszych przekonał się na własnej skórze solidnie poturbowany Rudolf Krčil. Przez ponad godzinę żadna z drużyn nie potrafiła strzelić bramki. Podopieczni Petrů wprawdzie zaczęli pojedynek lepiej niż przeciwnicy, ale walczący w defensywie z całych sił Włosi nie dopuszczali do wielu podbramkowych sytuacji. Jak zwykle niebezpieczny był Oldřich Nejedlý, a niezliczoną ilość pojedynków stoczyli pomocnik ekipy Czechosłowacji Štefan Čambal i stoper Włochów – twardziel Luis Monti. Najdogodniejszą okazję do zdobycia bramki dla Czechosłowaków zlikwidował obrońca Luigi Allemandi, który po strzale Antonína Puča wybił piłkę z linii bramkowej, wyręczając w ten sposób bramkarza Combiego. Tymczasem jego vis-a-vis Plánička w dobrym stylu sparował strzały Enrique Guaity i Giovanni Ferrariego.
Seconda delle partite
Przerwa. Zmiana stron. Nadal wyśmienicie bronią obaj golkiperzy, więc pierwsza bramka mimo wielu szans na obu stronach pada dopiero w 70. minucie. Na zasłużone prowadzenie wyszli piłkarze Petrů. Czechosłowacki lewoskrzydłowy Puč, ten sam, który kilkanaście minut wcześniej po brutalnym wejściu Attilio Ferrarisa spędził z urazem głowy kilka minut poza boiskiem i wydawało się, że nie wróci już do gry (Petrů ocucił go amoniakiem!), wykonywał rzut rożny. Gdy chwilę po dośrodkowaniu piłka wróciła do niego za sprawą podania Jiřígo Sobotki, Puč gubi Ferrarisa, biegnie z futbolówką do linii końcowej i decyduje się na potężne uderzenie z ostrego kąta. Udaje mu się pokonać zaskoczonego Combiego, który bardziej niż strzału spodziewał się dośrodkowania, i wyprowadzić swój zespół na prowadzenie! Stadion zamilkł.

1:0. Bramkarz Giamperro Combi pokonany! Strzelał Antonín Puč (fot. fifa.com)
Potem piłkarze z lwem na piersi mieli jeszcze kolejne szanse na podwyższenie rezultatu, jednak strzał Nejedlego nie znalazł drogi do siatki a uderzenie Františka Svobody zatrzymało się na słupku włoskiej bramki. Niesamowicie zdeterminowanym Włochom udało się wyrównać na 9 minut przed końcem spotkania, po akcji dwóch argentyńskich „Oriundich”: Raimudno Orsi otrzymał podanie od Guaity, wbiegł pomiędzy czechosłowackich defensorów (spóźnił się Josef Košťálek) i uderzył lewą nogą. Piłka wpadła do bramki przy prawym słupku, ponad rękami interweniującego Plánički. Obraz gry się zmienił. Teraz to Włosi mięli inicjatywę, to oni pragnęli zdobyć zwycięskiego gola. Do końca meczu trwało więc oblężenie czechosłowackiej bramki. W regulaminowym czasie gry wynik nie uległ już jednak zmianie.
.
.
Tempo supplementare
Po 90 minutach był więc remis i sędzia Eklind zarządził dogrywkę. Wydawało się, że więcej sił na nią, mimo szturmu w ostatnich minutach podstawowego czasu gry, zachowali Włosi, ale z drugiej strony mieli w swoich szeregach kontuzjowanego Meazzę. Paradoksalnie jednak zdrowotne kłopoty dzisiejszego patrona mediolańskiego stadionu San Siro okazały się dla Squadra Azzurra… szczęśliwe. Czechosłowacy bowiem nie zawracali sobie zbytnio głowy kryciem kulejącego i powolnego gracza Ambrosiany-Interu, więc gdy ten nie obstawiony dostał w 95. minucie piłkę na skrzydło, miał mnóstwo miejsca i czasu, by móc z nią zrobić co tylko zapragnie! A zapragnął podać do Guaity, który z kolei minął Krčila i odegrał do niepilnowanego Angelo Schiavio, który strzałem z czterech metrów tuż pod poprzeczkę po raz drugi pokonał Pláničkę. Do końca dogrywki rezultat już się niestety nie zmienił. Włosi znakomicie się bronili, Czechosłowacy – choć mieli okazje (Sobotka, Svoboda, Nejedlý) byli zbyt zmęczeni, by doprowadzić do wyrównania…
Mistrzami Świata zostali zatem Vittorio „Il Vecchio Maestro”* Pozzo i jego Squadra Azzurra. Nieustępliwość i niewątpliwe umiejętności piłkarskie Włochów zostały nagrodzone pucharem, ale zarówno w obozie przeciwnika, jak i pomiędzy neutralnymi obserwatorami, panowało przekonanie o stronniczości szwedzkiego sędziego Eklinda. „Gdyby arbitrem był człowiek obiektywny, finał zakończyłby się inaczej” – napisał po zakończeniu MŚ polski dziennik Raz Dwa Trzy. Choć zdaniem wielu, gospodarze zdobyli „Złotą Nike” tylko dzięki protekcji Mussoliniego, który m.in. trzymał pieczę nad obsadą sędziowską spotkań reprezentacji Italii, według mnie jest to jednak opinia poniekąd krzywdząca. Włosi – obiektywnie patrząc – już od początku turnieju prezentowali najlepszy futbol. Wielki trener Pozzo miał po prostu do dyspozycji wielkich zawodników, z których zbudował wielką drużynę…
Mimo tego 60 lat później pojawiła się propozycja, aby wynik finału i innych meczów z udziałem Włochów anulować. Taki postulat, po przeanalizowaniu wszystkich sędziowskich pomyłek i nadużyć oraz okoliczności, w jakich rozgrywany był Mundial we Włoszech, złożyła na ręce FIFA Międzynarodowa Federacja Historyków i Statystyków Futbolu. Jedyny żyjący jeszcze wówczas uczestnik rzymskiego finału, František Plánička stwierdził jednak, że to zły pomysł. „- Czemu miałaby służyć zmiana biegu historii po tylu latach?” – pytał. „- Nasz ból i poczucie krzywdy po tamtym finale już dawno minęły. Włosi to byli wielcy piłkarze a odebranie im złotych medali dziś, gdy już żaden z nich nie żyje byłoby nie etyczne” – dodał legendarny bramkarz zmarły w 1996 roku.
* – stary mistrz
Fine e riepilogo
Mimo porażki w finale czechosłowackie media za legendarnym komentatorem radiowym Josefem Lauferem, okrzyknęły swych piłkarzy mianem „złotych chłopców” (zlatí hoši). Podczas powrotu do Pragi, już od granicy na pociąg ze srebrnymi medalistami czekały na stacjach i wzdłuż torów dziesiątki tysięcy ludzi. Po przyjeździe do stolicy, na i w okolicach dworca kolejowego im. Woodrowa Wilsona, a także na ulicach metropolii witało kadrę pół miliona kibiców. Dla nich i dla wielu neutralnych obserwatorów zespół Karla Petrů był moralnym zwycięzcą Mundialu. „- Tego nie da się zapomnieć. Przegraliśmy, byliśmy załamani, zawiedzeni i źli, że nie udało się nam sięgnąć po tytuł, który był tak blisko. Ale kiedy wróciliśmy do domu, czulismy się jak zwycięzcy, jakbyśmy ten tytuł wygrali. Na takie przywitanie nikt z nas nie liczył. Ten widok wynagrodził nam wszystko” – wspominał powrót do Pragi Oldřich Nejedlý.

Praga wita swoich bohaterów. Przejazd srebrnych medalistów z dworca kolejowego na Plac Wacława śledzi setki tysięcy rodaków (fot. sport.cz)
W 17 rozegranych w Italii mundialowych spotkaniach padło łącznie 70 goli (średnia 4.12 bramki na mecz, a więc liczba, o której my – współcześni, oglądający finały w RPA możemy tylko pomarzyć). Na trybunach zasiadło w sumie ok. 400.000 widzów (średnio 23.529 na mecz).
Największymi gwiazdami czechosłowackiego zespołu byli bez wątpienia wspaniały bramkarz i kapitan drużyny František Plánička, nazywany odtąd „królem robinsonad” oraz napastnicy, tj. najlepszy strzelec Mundialu Oldřich Nejedlý i będący do dziś rekordzistą pod względem bramek zdobytych dla reprezentacji Czechosłowacji (34 gole w 59 występach) Antonín Puč. Bardzo dobry turniej rozegrali również obrońca Ladislav Ženíšek i pomocnicy Štefan Čambal z Josefem Košťálkiem. Oni i ich trzynastu kolegów już na zawsze zapisali się złotymi zgłoskami w historii czechosłowackiego futbolu. Odnieśli bowiem niesamowity sukces, który reprezentacji z lwem na piersiach udało się potem juz tylko raz powtórzyć. Po 28 latach w dalekim Chile.
Ale to jest już całkiem inna historia…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Wszystkie mecze Czechosłowacji w finałach II. Mistrzostw Świata Italia ’34
1/8 finału – 27.05.1934 (godz. 16:30); Triest, Stadio Littorio
Czechosłowacja – Rumunia 2:1 (0:1)
50. Puč, 67. Nejedlý – 11. Dobai
Czechosłowacja: Plánička (kpt.) – Ženíšek, Čtyroký – Košťálek, Čambal, Krčil – Junek, Silný, Sobotka, Nejedlý, Puč.
Rumunia: Zombory – Vogl (kpt.), Albu – Deheleanu, Cotormani, Moraveţ – Bindea, Covaci, Sepi, Bodola, Dobai.
Drukował: Langenus (Belgia)
Widzów: ok. 8.000
…………………….…………………….
Ćwierćfinał - 31.05.1934 (godz. 16:30); Turyn, Stadio Mussolini
Czechosłowacja – Szwajcaria 3:2 (1:1)
24. Svoboda, 49. Sobotka, 82. Nejedlý – 18. Kielholz, 78. Jäggi
Czechosłowacja: Plánička (c) – Ženíšek, Čtyroký – Košťálek, Čambal, Krčil – Junek, Svoboda, Sobotka, Nejedlý, Puč
Szwajcaria : Séchehaye – Minelli (c), Weiler – Guinchard, Jaccard, Hufschmid – von Känel, Jäggi, Kielholz, Abegglen III, Jaeck.
Drukował: Beranek (Austria)
Widzów: ok. 12.000
…………………….…………………….
Półfinał – 03.06.1934 (godz. 16:30); Rzym, Stadio del PNF
Czechosłowacja – Niemcy 3:1 (1:0)
21., 60. i 81. Nejedlý – 50. Noack
Czechosłowacja: Plánička (kpt.) – Burgr, Čtyroký – Košťálek, Čambal, Krčil – Junek, Svoboda, Sobotka, Nejedlý, Puč.
Niemcy: Kress – Busch, Haringer – Zielinski, Szczepan (kpt.), Bender – Lehner, Siffling, Conen, Noack, Kobierski.
Drukował: Barlassina (Włochy)
Widzów: ok. 10.000
…………………….…………………….
FINAŁ – 10.06.1934 (godz. 17:00); Rzym, Stadio del PNF
Czechosłowacja – Włochy 1:2 (0:0, 1:1, 1:2)
71. Puč – 81. Orsi, 95. Schiavio
Czechosłowacja: Plánička (kpt.) – Ženíšek, Čtyroký – Košťálek, Čambal, Krčil – Junek, Svoboda, Sobotka, Nejedlý, Puč.
Trener: Karel Petrů.
Włochy: Combi (kpt.) – Monzeglio, Allemandi – Ferraris, Monti, Bertolini – Guaita, Meazza, Schiavio, Ferrari, Orsi.
Trener: Vittorio Pozzo.
Drukował: Eklind (Szwecja)
Widzów: ok. 50.000
.
/źródła: fifa.com, sport.onet.pl, sport.cz, sport.pl, dziennik.pl, mundial.wp.pl, interia.pl, fotbal.cz, fotbal-historie.7x.cz, wikipedia.org/





1 komentarz
fantasy
lip 7, 2010
Krzychu,
danke Dür für interessante Artikels! Unglaublich wo gewinnst Du alle informationen..
Unten link aus Freundspie gegen Tsechen und Polen :)
http://www.slavia.cz/SK-Slavia-Praha-Lech-Poznan-7-7-2010
Pina