„Wie pan, najpierw to nie chciałam się zgodzić, bo to jednak Warszawa. Tyle się w telewizji słyszy, w radio o tych rozbojach w biały dzień na ulicy. Na murach jakieś świństwa wypisują. Strach wyjść z domu. A potem, wie pan, sobie pomyślałam, że to jednak stolica…
No… kultura. Do kina można codziennie pójść, do teatru można codziennie pójść. Różni jacyś politycy sławni przyjeżdżają, przyjęcia się wtedy w takich pięknych pałacach urządza…”
Mieczysława „Miećka” Aniołowa ostatecznie śladem swojego małżonka Stanisława „Gospodarza” Anioła z Pułtuska do stolicy przyjechała i zamieszkała w bloku przy ul. Alternatywy 4. Ja także się więc nie wahałem i pojawiłem się w „Syrenim Grodzie” na I. (mini) zlocie polskich groundhopperów.
Rycerzy trzech
Ale inaczej być nie mogło, skoro byłem jednym z trzech (dumnych) organizatorów całego zamieszania. Pomysł odwiedzenia kliku spotkań w niższych ligach woj. mazowieckiego siedział w mej głowie już od dłuższego czasu, ale dopiero za sprawą artysty znanego kiedyś pod pseudonimem boskie rZeZniki (kartofliska.pl), słowo ciałem się stało myśli zamieniły się w czyny. On to bowiem podczas pobytu w Pradze zaproponował, by moja wizyta w stolYcy stała się okazją do zorganizowania pierwszego w historii stadionowej turystyki w polsce (mini) zlotu polskich groundhopperów. Ot, taki spontan…
Podjęliśmy więc wyzwanie i – choć czasu było mało – rozpoczęliśmy organizację zjazdu. By było nam raźniej, „komitet organizacyjny” powiększyliśmy o kolejną osobę – kolegę Endiego. Stało się to bez jego zgody i wiedzy, bowiem towarzysz ten przebywał akurat poza granicami kraju (zbierał materiały do pisanej na AWFie pracy doktorskiej o tematyce „Stadiony Litwy i Łotwy, jako główny cel rodzinnej wycieczki krajoznawczej”). Kolega Endi, za zasługi na rzecz rozwoju polskiego groundhoppingu, a także dlatego, że jako jedyny z nas posiada samochód, został mianowany oficjalnym kierowcą zlotu (w tym miejscu serdeczne podziękowania dla Endi Peugeot Rally Team). Chyba nie trzeba nikomu tłumaczyć, jak wielce zaszczytna i odpowiedzialna to funkcja.
„Literka Pe, literka Ka, literka eS, jak PeKaeS!”
/kibice PKS Radość/
Mimo pomocy naszych patronów medialnych (wielkie THX dla Portalu Kibica i serwisu Stadiony.net) oraz zakrojonej na szeroką skalę kampanii reklamowej w mediach (reklamy w radio i TV, billboardy, ulotki itd.), czas pomiędzy podjęciem i ogłoszeniem decyzji o organizacji imprezy a samą imprezą, był zbyt krótki, by dołączyć do nas mogli inni rozsiani nie tylko po Polsce, ale nawet po całej Europie groundhopperzy. Zainteresowanie zlotem było więc wprost proporcjonalne do liczby osób uprawiających to dziwne hobby w naszym kraju… :))
Choć plany (przynajmniej jeśli chodzi o ilość spotkań) były początkowo nieco skromniejsze, to udało się nam odwiedzić aż sześć meczów podczas zlotu i dwa kolejne już po jego zakończeniu (wizyty w Teresinie i Nowym Dworze Mazowieckim uznajmy za „poprawiny”).
Sobota
Historyczny zjazd rozpoczął się uroczyście – przecięciem wstęgi, przemówieniami organizatorów, odśpiewaniem oficjalnego hymnu imprezy, degustacją szampana, kawioru i paluszków oraz pamiątkowymi zdjęciami (fragment jednego z nich, przedstawiające trójkę organizatorów w okolicznościowych, niezwykle szykownych krawatach mogliście podziwiać na stronie głównej) – na jednej z trybun stadionu przy ul. Górczewskiej na Woli, gdzie upalnym sobotnim rankiem, miejscowa Olimpia Warszawa podejmowała KS II Piaseczno. Pojedynek, będący dla uczestników zlotu okazją do zażywania kąpieli słonecznych, zakończył się remisem 1:1 i pobudził apetyty stadionowych (na)turystów na kolejne eskapady (pozdrowienia dla miejscowych adeptów komentarza sportowego, wybitnych uczniów prof. Bralczyka).
Z warszawskiej Woli czerwonym wehikułem czasu kolegi Endiego przemieściliśmy się (z przerwą na karmienie kotów) do podstołecznych Marek. Tamtejsza Marcovia 2000 (nie mylić z Polleną 2000) pokonała grający w I. połowie dziesiątkę Dąb Wieliszew 8:1. Dla zlotowiczów była to okazja do zjedzenia śniadania na łonie natury (z tej okazji zachęcam do zabawy) a dla piszącego te słowa – do poznania obcego mu dotąd smaku piwa Korona Książęca. >>> zdjęcia z meczu
Po spotkaniu i powrocie do Warszawy, gościliśmy w ekskluzywnych (i klimatyzowanych) pomieszczeniach kawiarnio-restauracji Lotos, racząc nasze podniebienia specjałami kuchni polskiej.
Ostatni mecz odwiedzony w sobotę, to pojedynek Gwardii Warszawa z Naprzodem Brwinów (0:1). Meczowi towarzyszyła akcja „Na Gwardię marsz!”, która miała na celu ściągnięcie na trybuny stadionu przy ul. Racławickiej warszawskich kibiców, przedstawicieli mediów i gwiazd show biznesu. - Na jeden dzień chcemy przywrócić świetność tego klubu, zorganizowaliśmy im sprzęt sportowy, poparcie znanych piłkarzy i dziennikarzy – mówił Adam Drygalski, który wraz z Łukaszem Wiśniowskim kręci film pt. „Ten jeden dzień”, tj. dokument o tym zasłużonym warszawskim klubie. - Chcemy przypomnieć w ten sposób losy znanych, dziś zapomnianych klubów – mówi Wiśniowski. A trzeba wiedzieć, że Gwardia była kiedyś pierwszym polskim zespołem, który występował w Pucharze Europy i w 1957 r. została wicemistrzem Polski, podczas gdy dziś mokotowski zespół popadł w ruinę sportową (spadek do A klasy) i finansową. Przed spotkaniem i w jego przerwie odbyły się pokazowe wyścigi na żużlu, wystąpiła też orkiestra. My natomiast na trybunach spotkaliśmy się z trzema warszawskimi kolegami, mającymi podobnie dziwne hobby jak i my… Tym samym, liczba uczestników zlotu zwiększyła się z czterech do siedmiu! :)

To nie jest Liga Mistrzów, to nie jest też mecz Lecha Poznań. Warka była sponsorem parafialnych derby w Zerzeniu. Siedzący za bramką kibice o słabszym refleksie niemal nie przypłacili tego spotkania życiem... (fot. kartofliska.pl)
Ogólnie jednak, cała otoczka, którą wytworzyło kilku „showmanów” z panem Wojciechem Hadajem na czele, bardziej przypominała cyrk niż widowisko piłkarskie. Do poziomu tej tragi-komedii dostroili się również słabi, jak Francja podczas Mundialu, sędziowie spotkania oraz piłkarze gospodarzy, którym niecodzienna atmosfera udzieliła się tak bardzo, że… kończyli mecz w ósemkę (trzy czerwone kartki za brutalne faule i dyskusje z arbitrem).
Pochwalę się jeszcze, że podczas tej potyczki całkiem fajna babeczka ze stacji telewizyjnej Orange Sport przeprowadziła ze mną i z kolegą Rzeźnikiem wywiady na temat groundhoppingu. Nasze wypowiedzi, pewnie na maksa okrojone i totalnie wyjęte z kontekstu (produkowaliśmy się 2 razy po 15 minut, a pani redaktor potrzebowała ponoć jedynie kilkadziesiat sekund wypowiedzi) ukazać się mają w jakimś programie o „pozytywnie zakręconych kibicach”. No, zobaczymy. Choć trema niesamowicie mnie zżerała, to jednak chciałbym, by materiał ten ujrzał światło dzienne. Po pierwsze dlatego, że byłaby to – pomimo mojego fatalnego wyglądu tamtego dnia, tj. przepitego i czerwonego od słońca ryja – mimo wszystko reklama turystyki stadionowej, a po drugie dlatego, iż specjalnie na tę okazję przywdziałem koszulkę z napisem „There’s Only One Bohemka” (nie ma to jak prywata!), by także i kibice w Polsce dowiedzieli się, że w Czechach jest tylko jeden klub o nazwie Bohemians. >>> zdjęcia z meczu
Sobotni wieczór zakończyło afterparty, czyli pogawędki przy piwie.
Niedziela
Niedzielę rozpoczęły (nie licząc kaca) derby. I to jakie! Parafialny Klub Sportowy Victoria Zerzeń kontra Parafialny Klub Sportowy Radość (1:2). Ku mojemu zdziwieniu, goście zaprezentowali doping na poziomie, który baaardzo rzadko widuje się na meczach A-klasy. Kilkudziesięcioosobowy młyn, non-stop śpiewy i okrzyki, flag ina kiju, serpentyny i – niestety – trąbki (krótsze odmiany wuwuzel, dające jednak podobny efekt dźwiękowy). Po meczu goście świętowali nie tylko zwycięstwo, ale i awans do ligi okręgowej. >>> zdjęcia z meczu
Tak świetnego dopingu nie było niestety na kolejnym z odwiedzonych spotkań. OKS Start Otwock grał u siebie z Przebojem Wolbrom (3:0). Organizatorzy spotkania nadrabiali jednak kateringiem. Szeroka oferta posiłków serwowanych tuż obok głównej trybuny (m.in. kiełbaski, mięsko, bigos, chleb ze smalcem) zaspokoiłaby nawet tych najbardziej grymaśnych uczestników zlotu. Oferta pamiątek też całkiem niezła, jak na klub z II. ligi. Przed wejściem na obiekt leżało kilkadziesiąt kolorowych plastykowych krzesełek ze starych trybun stadionu Legii Warszawa. Nie jeden ze zlotowiczów uronił na ich widok łezkę… A żar lał się z nieba… >>> zdjęcia z meczu
I wreszcie ostatni mecz tego weekendu. Mazur Karczew grał z GLKS-em Nadarzyn (0:1) na niewielkim, aczkolwiek malowniczo położonym (w bliskim sąsiedztwie jeziora) stadioniku. Co ciekawe, w zespole gospodarzy na boisku występował „Maldini” a w drużynie gości za piłką biegał „Figo”. A przynajmniej tak zwracali się do dwóch piłkarzy ich trenerzy… :) >>> zdjęcia z meczu
Niedzielny wieczór, podobnie jak i ten poprzedni, zakończyło afterparty.
I. (mini) zlot polskich groundhopperów przeszedł do historii!
Poprawiny
Weekend sie skończył. Jednak my po zakończeniu zlotu nadal byliśmy na stadionowo-meczowym głodzie. Zdecydowaliśmy się wiec odwiedzić jeszcze obiekt GOSiRu w Teresinie-Niepokalanowie, na którym KS II Teresin podejmował LKS Osuchów (3:3), a dzień później wizytowaliśmy Stadion Miejski w Nowym Dworze Mazowieckim. Na naszych oczach miejscowy Świt wygrał tam z OKS-em 1945 Olsztyn (2:0).

Na stadionie Mazura Karczew jedno z krzesełek w loży VIP przygotowano specjalnie na wizytę prezesa PZPN Grzegorza Lato (fot. kartofliska.pl)
Na koniec gorące podziękowania dla odpowiedzialnych za katering warszawskich barów/restauracji „Meta” (dobre miejsce zarówno do bicia rekordów Guinessa w jedzeniu potraw w galarecie, jak i do nauczania osób aspołecznych dobrych manier) i „Zapiecek”. Słowa wdzięczności należą się także stołecznym hotelom: Hilton (w którym mieszkali organizatorzy zlotu), Sheraton Plaza (w którym nocowali uczestnicy zjazdu) i Marriott (który użyczył nam swoich wnętrz w celu zorganizowania centrum prasowego imprezy). Wielkie dzięki kieruję również do każdego z prawie 200 wolontariuszy, bez których przygotowanie i przebieg tak ogromnego przedsięwzięcia logistycznego nie byłby możliwe!
Osobne słowa uznania i podziwu dla koleżanki Karoliny aka „Kreski” – jedynej (niezwykle subtelnej zresztą) kobiety, która uczestniczyła w zlocie. Straty moralne i uszczerbek na zdrowiu spowodowane rozstrojeniem nerwowym zobowiązuję się pokryć podczas kolejnej wizyty w stolYcy.
Kończąc, muszę też uspokoić wszystkich tych, którzy nie wiedzieli lub wiedzieli, ale nie dotarli na nasz zlot, bo cynk przyszedł za późno. Oczywiście myślimy już o kolejnym tego typu spotkaniu. Chcielibyśmy, aby co roku odbywały się dwa takie spędy. Jeden późną wiosną (maj/czerwiec), drugi wczesną jesienią (wzresień/październik). O II. (mini) zlocie polskich groundhopperów będziemy trąbić znacznie wcześniej i znacznie głośniej, niż w przypadku premierowego zjazdu, tak by wszyscy zainteresowani mogli odpowiednio pukładać sobie plany i dotrzeć na spotkanie z nami. A tych, którzy nie chcą czekać aż do jesieni, zapraszam już w ostatni weekend sierpnia do Pragi. Szczegóły jak zwykle po wysłaniu maila na znany Wam adres.
I to by było na tyle. O pierwszym zlocie przeczytacie także TUTAJ.
Z turystycznym pozdrowieniem,
miłośnik „Konserwy turystycznej” – Krzychu





7 komentarze
Wszystkie drogi prowadzą do Częstochowy | Krzychu on tour
wrz 28, 2011
[...] (Polska) Nasze imprezy I zlot polskich groundhopperów Praski kongres turystów stadionowych II zlot polskich groundhopperów III zlot polskich [...]
My Football Way | „Jasne, że Częstochowa”
wrz 6, 2011
[...] I zlot polskich groundhopperów (Warszawa) II zlot polskich groundhopperów (Górny Śląsk) III zlot polskich groundhopperów (Wrocław i Legnica) [...]
Jasne, że Częstochowa | Krzychu on tour
wrz 5, 2011
[...] (Polska) Nasze imprezy I zlot polskich groundhopperów Praski kongres turystów stadionowych II zlot polskich groundhopperów III zlot polskich [...]
My Football Way | Wratislavia Cantans
sty 15, 2011
[...] chcielibyśmy dobić do 20. A o tym jak było na naszym pierwszym i drugim spotkaniu przeczytacie tutaj (zjazd w Warszawie) oraz tutaj (zjazd na Górnym [...]
My Football Way | Kluski śląskie, czyli relacja z II. zlotu polskich groundhopperów
lis 7, 2010
[...] z Karolem “Dowcip na początek” Strasburgerem). Patrząc na liczebność podczas premierowego spotkania w Warszawie, kiedy było nas o połowę mniej (połowa z jedenastu??? Hmm…), trzeba przyznać, że to [...]
My Football Way | II. (mini?) zlot polskich groundhopperów
wrz 8, 2010
[...] się sami przekonać, czytając relacje z naszych wcześniejszych “meetingów” — “Schab po warszawsku, czyli relacja z I. (mini) zlotu polskich groundhopperów” oraz “Kongresmenem [...]
rZeZniki
cze 25, 2010
nasze wnuki … tfu tfu… wnuki naszych znajomych raczej, o tym zlocie beda uczyli sie na lekcjach historii ;>