Towarzyski mecz z Anglikami zakończył selekcję przed wyjazdem reprezentacji Czechosłowacji na Mistrzostwa Świata we Włoszech. Karel Petrů z 72 zawodników wybrał najpierw 22-osobowy skład (dwóch bramkarzy i 20 graczy z pola), który tuż przed turniejem, musiał jeszcze pomniejszyć o kolejne cztery nazwiska. Ścisła mundialowa kadra miała bowiem liczyć 18 piłkarzy…
Petrů z ciężkim sercem zrezygnował ze słowackiego defensora Ferdinanda Daučíka (30/05/1910, Slavia Praha) oraz z trzech pomocników: Adolfa Šimperskiego (05/08/1909, Slavia Praha), Ericha Srbeka (04/06/1908, Sparta Praha) i Františka Šterca (27/0/1912, SK Židenice). Wszyscy ci gracze zostali na liście rezerwowych, ale… i tak zaliczono im udział w MŚ.
Squadra
Jak widać poniżej, aż 16 zawodników, którzy pojechali reprezentować Czechosłowację na Półwysep Apeniński, to gracze Sparty lub Slavii Praga, tj. dwóch najstarszych i najbardziej utytułowanych klubów w kraju (jak wówczas, tak i obecnie). Tylko rezerwowy golkiper Patzel z Teplic (w źródłach występuje zamiennie pod niemieckim imieniem Ehrenfried i jego czeskim odpowiednikiem Čestmír) oraz napastnik Silný z francuskiego Nimes (wiele osób błędnie podaje stołeczną Spartę jako klub, którego barwy bronił jadąc na Mundial) reprezentują inny zespół.
…………………….…………………….
Osiemnastka wybrańców Karla Petrů:
Bramkarze: František Plánička (ur. 02/06/1904, klub: Slavia Praha), Ehrenfried (Čestmír) Patzel (02/12/1914, Teplitzer FK),
Obrońcy: Jaroslav Burgr (07/03/1906, Sparta Praha), Josef Čtyřoký (30/09/1906, Sparta Praha), Ladislav Ženíšek (07/03/1904, Slavia Praha),
Pomocnicy: Jaroslav Bouček (13/11/1912, Sparta Praha), Antonín Vodička (01/03/1907, Slavia Praha), Josef Košťálek (31/08/1909, Sparta Praha), Rudolf Krčil (05/03/1906, Slavia Praha), Štefan Čambal (17/12/1908, Slavia Praha), Vlastimil Kopecký (14/10/1912, Slavia Praha),
Napastnicy: František Junek (17/01/1907, Slavia Praha), Géza Kalocsay (30/05/1913, Sparta Praha), Oldřich Nejedlý (26/12/1909, Sparta Praha), Antonín Puč (16/05/1907, Slavia Praha), Josef Silný (23/01/1902, AC Olympique Nimes, Francja), František Svoboda (05/07/1905, Slavia Praha), Jiří Sobotka (06/06/1911, Slavia Praha).
…………………….…………………….
Gracz napadu Géza Kalocsay miał węgierskie korzenie. Madziarskich przodków miał również Štefan Čambal, ale popularnego „Pištę” uznawano powszechnie za jedynego Słowaka pośród kadrowiczów (gdyby nie jego obecność, o kadrze tej można by pisać Czesi a nie Czechosłowacy). Kapitanem wybrany został charyzmatyczny bramkarz Slavii – František Plánička. Za każdy dzień na mistrzostwach każdy z kadrowiczów miał obiecane 100 czeskich koron…
Być może młodszych czytelników tego tekstu, dziwić będzie fakt, że na Mundial pojechało tylko trzech defensorów? To efekt ówczesnego ustawienia taktycznego. Podczas kiedy większość europejskich reprezentacji grała już nowym systemem WM, wymyślonym przez trenera Arsenalu Herberta Chapmana, Czechosłowacy stosowali jeszcze „starą” taktykę, z dwoma obrońcami, trzema pomocnikami i pięcioma napastnikami ustawionymi w jednej linii. Nie było to jednak to słynne, oklepane wręcz angielskie kick and rush. Gracze Petrů byli bowiem bardzo dobrze wyszkoleni technicznie, reprezentowali, podobnie jak Austria i Węgry, „Dunajską szkołę” krótkich podań, a w ich grze sporo było elementów zaskoczenia i niekonwencjonalnych zagrań.
Campionato

Kapitan w bramce - František Plánička. Jedna z legend czechosłowackiej piłki (fot. slavia.cz)
W Europie do eliminacyjnych bojów o włoski turniej przystąpiły 22 zespoły. Prócz Czechosłowacji i teamu gospodarzy, awans wywalczyły Szwecja, Hiszpania, Węgry, Austria, Szwajcaria, Rumunia (kosztem faworyzowanej Jugosławii), Holandia, Belgia oraz Niemcy i Francja. W Ameryce Południowej, choć początkowo do eliminacji zgłosiły się cztery reprezentacje, ostatecznie… nie rozegrano żadnego meczu. Przed startem zmagań wycofały się bowiem drużyny Peru i Chile i dzięki temu Brazylia z Argentyną awansowały bez walki. Azja i Afryka wystawiły po jednym przedstawicielu. Odpowiednio Palestyna i Egipt spotkały się w dwumeczu, którego zwycięzca – reprezentacja „Faraonów”, także pojechała do Włoch. Amerykę Północną i Karaiby reprezentować miał (po odpadnięciu Haiti i Kuby) zwycięzca potyczki Stany Zjednoczone – Meksyk. Tyle że zamiast spotkać się na boisku, obie reprezentacje od razu udały się do Europy, licząc że któryś z uczestników w ostatniej chwili odmówi jednak udziału w imprezie i zarówno Amerykanie, jak i „El Tri” zagrają w finałowym turnieju. Tak się jednak nie stało i obie jedenastki musiały stoczyć mecz eliminacyjny na miejscu – na trzy dni przed otwarciem Mundialu. W Rzymie „Jankesi” wygrali 4:2 i Meksyk musiał wracać do domu, stając się zarazem jedyną drużyną, która przyjechała na MŚ, ale nie rozegrała tam ani spotkania…
Aby uniknąć meczów faworytów już w 1/8 finału zdecydowano się na podzielenie uczestników na osiem rozstawionych i osiem nie rozstawionych reprezentacji. Długo i burzliwie dyskutowano nad tym, które ekipy powinny znaleźć się, w której grupie. Ostatecznie zadecydowano, że rozstawione zostaną Włochy, Austria, Brazylia, Węgry, Niemcy, Argentyna, Holandia i… Czechosłowacja.
Inaczej niż na poprzednich MŚ, we Włoszech nie było fazy grupowej a turniej rozegrano systemem pucharowym (przegrywający odpadał), dlatego też rozegrano najmniej spotkań w historii MŚ. Ponieważ nie było jeszcze telewizji (za to po raz pierwszy przekazywano transmisje radiowe aż do 12 krajów-uczestników Mundialu), która dziś pewnie by protestowała, wszystkie mecze pierwszej rundy odbyły się na ośmiu stadionach tego samego dnia i o jednakowej porze. Taką samą praktykę zastosowano zresztą również w podczas ćwierć- i półfinałów.
Osłabienie Argentyny i Brazylii, brak Urugwaju, Jugosławii i drużyn brytyjskich – w tej sytuacji największym faworytem rozgrywanego na przełomie maja i czerwca turnieju byli gospodarze, którym – w powszechnej opinii – zagrozić mogli jedynie Niemcy (o włosko-niemieckim finale marzył sam Duce), Austriacy, Węgrzy bądź Hiszpanie. Nie przypuszczano tylko, że faworyzowani gospodarze będą mieli tak trudną drogę do finału.
Romania, Svizzera, Germania e Italia
Czechosłowacy, którzy do Triestu, gdzie 27. maja rozegrać mięli swój pierwszy mecz z Rumunią pojechali z Pragi pociągiem przez Wiedeń, stanęli naprzeciw swym pierwszym rywalom bez niespodzianek w składzie. Jedenastkę Plánička – Ženíšek, Čtyroký – Košťálek, Čambal, Krčil – Junek, Silný, Sobotka, Nejedlý, Puč można było z łatwością przepowiedzieć obserwując mecze przed Mundialem (choćby ten udany występ przeciwko Anglii). Początek meczu słaby w wykonaniu Czechosłowaków. Grający z wiejącym od morza wiatrem Rumuni mieli przewagę, którą duokumentowali już w 11. minucie. Pláničkę pokonuje pochodzący z Wegier Ştefan (niegdyś István) Dobay. Przybysze znad Wełtawy grają niemrawo, bez ładu i składu. Tylko niesamowitemu szczęściu i kunsztowi swojego bramkarza zawdzięczają, że do przerwy przegrywają zaledwie jednym golem. Rumuni na dobre zadomowili się bowiem przed ich polem karnym.
Po zmianie stron wiatr znad Adriatyku jest już sprzymierzeńcem Czechosłowaków. Petrů nakazuje swym piłkarzom grę po ziemi. Na efekty trzeba czekać tylko pięć minut. Po dwójkowej akcji Sobotka – Nejedlý piłka trafia do Antonína Puča a ten się nie myli. 1:1! 17 minut później w zamieszaniu pod bramką strzeżoną przez Vilmosa Zomboriego najlepszą orientację i najwięcej zimnej krwi zachowuje Oldřich Nejedlý, wyprowadzając Czechosłowaków na prowadzenie! Przez pozostałe 20 minut nasi południowi sąsiedzi już tylko się bronią, odpierając jeden atak Rumunów za drugim. Ostatni gwizdek sędziego i awans do ćwierćfinału staje się faktem. Gra nie zachwyca, zwycięstwo jest szczęśliwe, ale wynik idzie w świat.
Na innych stadionach imponująco rywalizację rozpoczęli gospodarze, którzy w pierwszym meczu rozgromili aż 7:1 – cały czas odczuwających trudy pojedynku z Meksykiem – piłkarzy Stanów Zjednoczonych. Hat-trickiem popisał się Schiavio. Mecz ten pokazał także, w jakiej atmosferze toczyć się będą mistrzostwa. Włosi na boisko wbiegli z wielką flagą państwową, a w czasie hymnu obowiązkowo wznieśli ręce w charakterystycznym faszystowskim pozdrowieniu… W innych spotkaniach Niemcy wygrywają 5:2 z Belgią (tu hat-trick Conena), austriacki „Wunderteam”, w barwach którego wystąpił również były reprezentant Czechosłowacji – Josef „Pepi” Bican, po dogrywce eliminuje Francję (3:2), Hiszpania wygrywa z Brazylią 3:1 (bramkarz Hiszpanii, Ricardo Zamora obronił jedenastkę wykonywaną przez Brazylijczyka Valdemara de Brito. Był to pierwszy obroniony rzut karny w historii MŚ), a Węgry z Egiptem (4:2). Szwajcaria 3:2 pokonuje Holandię a Szwecja w takich samych rozmiarach rozprawia się z Argentyną.

Łowca goli Antonín "Toník" Puč (fot. slavia.cz)
Na ćwierćfinałową potyczkę ze Szwajcarią cztery dni później Czechosłowacy muszą przenieść się do Turynu. Z ok. 12 tysięcy widzów, którzy tamtego dnia zasiedli na stadionie im. Mussoliniego prawie połowa to kibice Helwetów. Na szczęście było też… kilka tysięcy holenderskich sympatyków, którzy po odpadnięciu „Oranjes” po porażce właśnie ze Szwajcarią, kibicowali teraz Czechosłowakom. W meczowej kadrze zachodzi tylko jedna zmiana. Ponieważ cały czas padał deszcz i teren do gry był ciężki, w środku ataku Josefa Silnégo – wbrew nazwisku słabszego fizycznie – zastępuje František Svoboda, przezywany przez kolegów „Bonellem”. Za wstawienie do składu napastnik Slavii odpłaca się zdobyciem gola w 24. minucie spotkania, wyrównując w ten sposób wynik meczu na 1:1, bowiem 6 minut wcześniej czechosłowacką obronę udało się przechytrzyć Leopoldowi „Poldiemu” Kielholzowi.
Remisem kończy się też pierwsza połowa. „Lwy” znad Wełtawy prezentują się w niej o niebo lepiej, niż w pierwszej części meczu z Rumunią i tym razem to przeciwnicy mają szczęście, że nie przegrywają jeszcze różnicą 2-3 bramek. Nikogo więc, może poza włoskimi dziennikarzami upatrującymi zdecydowanego faworyta w ekipie Helwetów, nie może dziwić, iż tuż po zmianie stron Czechosłowacy wychodzą na prowadzenie. Gola zdobywa Jiří Sobotka, jeden z piątki najsatrszych kadrowiczów. Choć Svoboda, Puč i spółka nadal mają przewagę, z kolejnego trafienia cieszą się jednak 12 minut przed końcem goście. A najbardziej jego autor – Willy Jäggi. Remis nie trwa jednak długo. 82. minuta i po raz kolejny zwycięską bramkę na tym Mundialu zdobywa Olda Nejedlý. Jego zespół wygrywa zasłużenie a wynik, tj. zwycięstwo tylko jedną bramką nie oddaje w pełni przebiegu spotkania. Czechosłowacja jest w półfinale, bardzo blisko medalowej strefy!
By jednak stanąć na którymś z dwóch najwyższych stopniów podium trzeba będzie pokonać Niemców, którzy w ćwierćfinale nie dali szans Szwedom (2:1), podobnie jak Austriacy Węgrom (2:1). Najbardziej zacięty pojedynek w 1/4 stoczyli jednak Włosi. Po 90 minutach i dogrywce w spotkaniu z Hiszpanią remis 1:1 nie zmienia się (kolejny bardzo dobry występ Zamory). By wyłonić czwartego półfinalistę potrzebna jest więc dodatkowa potyczka (zgodnie z przepisami odbywa się nazajutrz – nie było wtedy jeszcze serii rzutów karnych), w której gospodarze wygrywają skromnie 1:0, dzięki trafieniu Giuseppe Meazzy (niemiłosiernie sponiewierany przez Włochów Zamora nie był już w stanie zagrać. w tym meczu Zastąpił go Joan Josep Nogués Portalatín).
Półfinał przeciwko uznawanym (przynajmniej przez opinię publiczną w kraju) za znacznie silniejszych niż ekipa Czechosłowacji Niemcom ma zostać rozegrany w Rzymie. Czesi przenoszą się więc z północy na południe kraju, zatrzymując się w niewielkim miasteczku Frascati, niedaleko włoskiej stolicy. Właśnie tam 18-osobowa kadra przygotowuje się do spotkania, którego waga i stopień trudności mają znacznie przewyższać te dwa rozegrane poprzednio. Piłkarze po raz pierwszy odczuwają, że ich rodacy w kraju wierzą w nich i bardzo na nich liczą. Niemal każdy członek kadry dostaje dziesiątki listów i telegramów z gratulacjami, życzeniami i słowami wsparcia. Do hotelu, w którym mieszka ekipa Petrů przychodzi nawet paczka z… tradycyjnymi czeskimi wiśniowymi knedlikami ze śmietaną i białym serem, by zawodnicy – jak napisał nadawca – nie musieli jeść w kółko tylko włoskiego makaronu…
Niemcy pojawiają się na boisku w koszulkach ze swastyką, witając się z widownią faszystowskim pozdrowieniem. Petrů ponownie dokonał jednej tylko zmiany w składzie. Tym razem wymusiły ją nie warunki atmosferyczne a uraz. Kontuzjowanego Ladislava Ženíška zastąpił Jaroslav Burgr i… zagrał koncertowo. Podobnie zresztą, jak i reszta kolegów. Stereotypowo grający, przewidywalni Niemcy nie są w stanie przedrzeć się przez czechosłowacką defensywę, a jeśli już im się to uda, na posterunku jest niezawodny Plánička. Jego kompani w polu radzę sobie równie dobrze. Grają szybką piłkę, pełną krótkich podań, często na jeden dotyk. W 21. minucie przed Willibaldem Kressem w bramce pojawia się nagle osamotniony Nejedlý. Napastnik Sparty takich sytuacji nie marnuje. 1:o! Do przerwy rezultat się już nie zmienia. Wprawdzie niedługo po jej zakończeniu do remisu doprowadza Rudolf Noack, ale potem na boisku istnieje już tylko jedna drużyna. Jedna drużyna i… jeden łowca goli! Oldřich Nejedlý po godzinie gry zdobywa swoją drugą, a 20 minut później – kompletując hat-trick – także trzecią bramkę w tym meczu. Jego gole dały Czechosłowakom finał!

Po lewej: kapitan reprezentacji Niemiec Fritz Szczepan ściska dłoń czeskiego bramkarza Františka Plánički przed rozpoczęciem półfinału MŚ 1934. Po prawej: jedna z interwencji Plánički w tym meczu. Asekurują go (od lewej) Krčil, Burgr i Košťálek (sport.cz)
Choć tak naprawdę, ten hat-trick FIFA przyznała mu dopiero po… 72 latach. Przez tak długi czas w wielu źródłach jego trzeci gol w meczu z Niemcami przypisywano bowiem błędnie Rudolfowi Krčilowi. A wszystko za sprawą Niemców. Ci przegrali półfinał, więc chcieli przynajmniej, by w klasyfikacji najlepszych strzelców turnieju ich piłkarz był górą. A Edmund Conen, podobnie jak Włoch Angelo Schiavio, miał na tym Mundialu cztery bramki. Gdyby Nejedlemu uznać wszystkie trzy trafienia z półfinałowej potyczki oznaczałoby to, iż napastnik Sparty zdobył we Włoszech pięć goli i jest lepszy od dwójki „faszystów”. Do tego ani Niemcy, ani Włosi nie chcieli dopuścić. Mistyfikacja się udała. Dopiero w 2006 roku, czyli już 16 lat po śmierci kanoniera Nejedlego FIFA przyznała się do błędu i przyznała, że tamtego czerwcowego wieczora w Rzymie zdobył nie dwie a trzy bramki… „- Zdobyłem wtedy trzy gole, dzięki którym przeżyłem najpiękniejsze 90 minut mojego życia” – odpowiadał zawsze pytany o tamten mecz Nejedlý.
Ale wróćmy do turnieju. Czechosłowacy zagrają o złoto! Nie będzie zatem faszystowskiego, niemiecko – włoskiego finału. Jeżeli zwycięstwo z Rumunią było dla kibiców w Czechosłowacji – mimo rozstawienia – małą niespodzianką, wygrana ze Szwajcarią sporym zaskoczeniem, to triumf nad Niemcami uznano w kraju za sensację a fakt, że Czechosłowacy zagrają o złoto – za mega-sensację! Ich przeciwnikiem będą (oczywiście) Włosi. Squadra Azzurra w drugim półfinale wygrywa za sprawą gola Enrico Guaity 1:0 z Austrią słynnego trenera Hugo Meisla. Austrią, która potem przegrywa także swój ostatni mecz na tym Mundialu, ulegając w spotkaniu o 3. miejsce Niemcom 2:3…
>>> Ciąg dalszy nastąpi
.
/źródła: fifa.com, sport.onet.pl, sport.cz, sport.pl, dziennik.pl, mundial.wp.pl, interia.pl, fotbal.cz, fotbal-historie.7x.cz, wikipedia.org/





7 komentarze
My Football Way | Lekcja historii: Jak Czechosłowacja … : : francja
lip 21, 2010
[...] Przeczytaj artykuł: My Football Way | Lekcja historii: Jak Czechosłowacja … [...]
My Football Way | Lekcja historii: Jak Czechosłowacja …
lip 20, 2010
[...] więcej: My Football Way | Lekcja historii: Jak Czechosłowacja … adnego-meczu-, argentyn, bowiem-dru, brazylia, chile, cztery-reprezentacje, nie-rozegrano, [...]
krzychu81
cze 25, 2010
@Jakas1
O ranking ELO słyszałem, ale nigdy tak naprawdę nie zadałem sobie trudu, by sprawdzić o co tam dokładnie chodzi i wg jakich zasad ustala się miejsca poszczególnych zespołów. Teraz to nadrobię.
A z tą Opavą, to zapewne chodzi Ci o wydarzenia z sezonów 2004/2005 i 2005/2006. W tym pierwszym Opava grała w I. lidze, ale zajęła ostatnie miejsce (dodatkowo dostała -6 punktów za udział w aferze łapówkarskiej). W kolejnym sezonie Opava powinna więc grać w II. lidze, ale w związku z problemami finansowymi, klub nie dostał licencji i został zdegradowany o kolejne trzy klasy rozgrywkowe, czyli aż do V. ligi (w Czechach to „Krajský přebor”). W sezonie 2005/2006 Opava wygrała swoją grupę V. ligi, awansowała więc do IV. (Divize), ale odkupiła licencję na grę w II. lidze od klubu o nazwie Hanácká Slavia Kroměříž (zakończyli sezon 2005/2006 na 8. miejscu w II. lidze). Tym samym w kolejnym sezonie – 2006/2007 Opava grała nie w IV. lidze, ale już na zapleczu ekstraklasy, więc zrobiła skok o dwie (a licząc awans wywalczony na boisku, to nawet o trzy) klasy rozgrywkowe wyżej.
@kubal
„Jaka szkoda, że telewizja w tamtych latach dopiero raczkowała!”
Oj szkoda. W trzeciej (i ostatniej) części zamieszczę plik video z meczu finałowego, ale niestety niewiele na tym filmie widać… :(
jakas1
cze 25, 2010
Dzięki za reakcję!
Co do oceny tego, kto był mocny w 1934 to niestety jesteśmy skazani na pewną dozę subiektywizmu :D Są na szczęście narzędzia, które nam to ułatwiają. Dla mnie są to rankingi Elo. Jeżeli o nich nie słyszałeś http://en.wikipedia.org/wiki/World_Football_Elo_Ratings to nie zrażaj się na podstawie niechęci (słusznej) do rankingu FIFA.
Tam można sobie sprawdzić, kto był jak notowany w 1934 roku. A raczej dopiero będzie można sprawdzić, bo w trakcie mundialu strona działa bardzo rzadko ;)
Rzeczywiście, wygrana z Francją to nie był wtedy wielki wyczyn, także prawdą jest, że Jugosławia notowała wyniki absolutnie nieprzewidywalne w obie strony. Natomiast nie zgadzam się z deprecjonowaniem dodatniego wyniku Czechów z Austrią. Austria to była wtedy absolutna światowa czołówka!
Co do atmosfery w Czechach, to się zgadzam: niezależnie od wysokich notowań drużyny, oczekiwania były bardzo pesymistyczne. Coś jak często w Polsce, tylko odwrotnie ;)
PS: tak na marginesie, nie wiesz, jak wygląda sytuacja z faktem, że Opawa kupiła kiedyś praktycznie miejsce w lidze jeszcze bardziej ordynarnie, niż u nas Lech, grający na licencji Amiki. A tymczasem zgoda Opavy – Śląsk, wypomina ten fakt Poznaniakom, nie wspominając o tej samej sytuacji w Opawie ;)
krzychu81
cze 24, 2010
@Jakas1
Witam!
Cieszę się, że ktoś dokładnie czyta to, co piszę.
Jeśli chodzi o pierwszy punkt, to od razu i bez bicia przyznaje się do błędu. Zagalopowałem się dodając do skrótu dwie literki „S” zamiast jednej. Do 1938 roku nasi południowi sąsiedzi, to oczywiście Československo (czasy tzw. První republiky) a nie ČSSR, jak napisałem. Błąd zaraz poprawię.
A co do punktu nr dwa, to tu oboje zgadzamy się, że udział Czechosłowacji w finale był niespodzianką. To nie ulega wątpliwości.
Jeżeli natomiast chodzi o kwestię oceny szans w poszczególnych meczach Czechosłowaków w drodze do tego finału, to kwestia podziału na faworytów i outsiderów jest, myślę, dyskusyjna. Słusznie zauważasz, że patrząc obiektywnie na rozkład sił w ówczesnej piłce nożnej, Czechosłowacja należała teoretycznie do 8-10 najlepszych drużyn globu. Ja jednak – co powinienem sformułować zdecydowanie bardziej klarownie (za moment poprawię) – pisząc o „niespodziankach a nawet sensacjach” kolejno w meczach z Rumunią, Szwajcarią i Niemcami, brałem pod uwagę bardziej to, jak oceniała szansę na wygraną swych piłkarzy w tych pojedynkach opinia publiczna w kraju, tj. w Czechosłowacji (chodziło o odniesienie do zdania, jakie pojawiło się we fragmencie tekstu mówiącego o nie najlepszej atmosferze w kadrze Petrů przed wyjazdem do Włoch i pesymistycznie nastawionych kibicach), a nie to, jak na papierze oceniali jej szanse obiektywni obserwatorzy, choćby na podstawie przytoczonych przez Ciebie wyników odniesionych w spotkaniach przed Mundialem.
Poza tym nie zgadzam się, że Czechosłowacy zanotowali – jak piszesz – „korzystne wyniki z Anglią, Francją, Węgrami, Polską, Austrią w ostatnim roku”. Tzn. w ostatnim roku być może tak, ale biorąc pod uwagę ich rezultaty w 1932, 1933 i 1934 roku (okres w przeciągu którego teraz rozgrywane są eliminacje, dający pełniejszy obraz gry zespołu, a co za tym idzie, ułatwiający na ocenę szans) mamy m.in.:
- ujemny bilans z Węgrami (3 porażki i 1 remis, bramki 4:9),
- przegrany aż 1:5 mecz ze Szwajcarią, którą uznajesz za „nisko notowaną”,
- dodatni, acz nieprzekonywujący bilans z Austrią (zwycięstwo i 2 remisy, bramki 6:5),
Dodatkowo, najpierw uznajesz za korzystne zwycięstwa Czechosłowaków z Polską i Francją (należy dodać, iż oba były tylko minimalne!), by później napisać, iż „Rumuni potrafili przegrać 0-5 z Polską u siebie” oraz że Francja była „naprawdę wtedy jeszcze słabą”, czyli zaliczasz obie reprezentacje do tych nie najmocniejszych rywali.
Nie zgadzam się też z uznaniem za słabszą reprezentacji Jugosławii, która podczas MŚ 4 lata wcześniej zdołała wyjść z grupy, pokonując m.in. Brazylię (Czechosłowacka kadra uległa zresztą Jugosławii w sierpniu 1933 roku). Była to po prostu ekipa grająca bardzo nierówno, bo potrafiła pokonać 8-4 Brazylię czy zremisować 1:1 z Hiszpanią, ale i ulec Bułgarii czy Rumunii.
Pozdrawiam!
kubal
cze 24, 2010
Wspaniała opowieść… Jaka szkoda, że telewizja w tamtych latach dopiero raczkowała!
jakas1
cze 24, 2010
Fajnie, ale:
1. „Reprezentacja ČSSR (Československá Socialistická Republika) przyjechała na Mundial jako autsajder a mimo to o mały włos nie została mistrzem świata”
To nie jest prawda. W 1938 roku nie mogło być mowy o słowie „socjalistyczna” w nazwie tego państwa. Mało tego, komuniści dodali to słowo dopiero w 1960 roku! W 1934 roku podczas mundialu kraj nosił nazwę „Československá republika” (od września 1938 nazwa się lekko zmieniła: „Česko-Slovenská republika – ČSR”).
2. „Półfinał przeciwko uznawanym za znacznie silniejszych niż ekipa Czechosłowacji Niemcom ma zostać rozegrany w Rzymie”
„Jeżeli zwycięstwo z Rumunią było – mimo rozstawienia – małą niespodzianką, wygrana ze Szwajcarią sporym zaskoczeniem, to triumf nad Niemcami uznano za sensację a fakt, że Czechosłowacy zagrają o złoto – za mega-sensację! ”
To też nie są prawdziwe informacje (może poza tym, że sam występ w finale był raczej niespodziewany). Przed mistrzostwami we Włoszech, Czechosłowacy byli uważani za jedną z 8 najsilniejszych ekip na świecie (korzystne wyniki z Anglią, Francją, Węgrami, Polską, Austrią w ostatnim roku). To porażka ze znacznie niżej notowaną Rumunią byłaby niespodzianką. Rumuni potrafili przegrać 0-5 z Polską u siebie, czy z Jugosławią, albo Bułgarią). Szwajcaria notowana była natomiast znacznie niżej niż nawet Rumunia, nie mówiąc o Czechach. To wygrana Szwajcarii byłaby sporym zaskoczeniem. W ostatnim roku przed mundialem wygrali oni tylko 1 mecz na osiem. No i Niemcy – jadąc na mistrzostwa nie byli uważani nawet za jedną z dziesięciu najlepszych drużyn na świecie! Ich wygrana z Czechami nie byłaby sensacją, ale wyżej notowani byli Czesi! Niemcy notowali takie wyniki, jak remis z Norwegią, Szwecją, 3-8 z naprawdę wtedy jeszcze słabą Francją, porażka z Holandią (wtedy słabeusz) albo 0-5 i 0-6 z Austrią.