federalni_liga_insideOd jakiegoś czasu coraz głośniej mówi się w Czechach i na Słowacji o powrocie do tzw. „ligi federalnej”, tj. o wspólnych rozgrywkach ligowych dla klubów z obu tych państw. Początkowo plany te traktowano jedynie, jako szalony pomysł niepoprawnych wizjonerów, ale teraz idea czecho-słowackiej ekstraklasy nabiera coraz bardziej konkretnych kształtów...

Najpierw projekt nowej-starej ligi tlił się jedynie w głowie prezesa Słowackiego Związku Piłki Nożnej (Slovenský futbalový zväz – SFZ)Františka Laurinca, popieranego (wtedy jeszcze bardzo nieśmiało) przez niektórych właścicieli i prezesów słowackich klubów, część dziennikarzy i garstkę kibiców. Jednak w miarę upływu czasu powrót do wspólnych rozgrywek zaczął interesować kolejnych działaczy, tym razem już po obu stronach granicy, a także coraz to większą grupę przedstawicieli mediów, sympatyków futbolu i… biznesmenów, którzy zainteresowani byliby sponsorowaniem nowych rozgrywek.

Projekt nabiera rumieńców, jest na ustach coraz większej rzeszy ludzi. Nic dziwnego więc, że zaczęto o nim mówić także poza Czechami i Słowacją. Również w polskich mediach pojawiły się w zeszłym tygodniu wiadomości o piłkarskich planach za  naszą południową granicą. W zwiazku z tym i ja zostałem poproszony o krótki komentarz w tej sprawie, dla potrzeb jednego z nowopowstałych sportowych serwisów informacyjnych. Ponieważ zamieszczono tam jedynie część mojej wypowiedzi, resztę plus dodatkowe informacje dotyczące planowanej reformy rozgrywek, znajdziecie poniżej.

Platini już wie

Podobno Czesko-Morawski Związek Piłki Nożnej (Českomoravský fotbalový svaz – ČMFS) o pomyśle informował już nawet szefa Europejskiej Unii Piłkarskiej – Michela Platiniego. Sternik czeskiego futbolu – Ivan Hašek, na jednej z konferencji prasowych stwierdził, że UEFA wie o idei wskrzeszenia ligi federalnej i „nie jest jej przeciwna” choć wcześniej miała przecież sporo zastrzeżeń do podobnych projektów wysuwanych przez kraje Beneluksu czy Skandynawii. Tym razem jednak futbol ma ponoć „połączyć to, co rozdzieliła polityka”…

Szef Unii klubów ligowych na Słowacji, Karol Belaník, zdając sobie sprawę z faktu, że obie federacje czeka jeszcze sporo pracy, jednocześnie zaznaczył, że gdyby wszystko poszło szybko i sprawnie, a słowa rychło zamienionoby w czyny, wspólna liga mogłaby zainaugurować rozgrywki ponoć już z początkiem sezonu 2012/2013. Przy czym jedni „wizjonerzy” mówią o ośmiu klubach czeskich i ośmiu słowackich, inni – i ta wersja jest według mnie bardziej prawdopodobna – o 12 czeskich plus tylko sześciu słowackich. Moim zdaniem, to właśnie reorganizacja całego systemu rozgrywek w obu krajach byłaby jednym z najtrudniejszych elementów tej układanki.

Zwiększyłaby się także odległość, jaką muszą pokonywać przed meczami piłkarze i kibice. Np. takie Teplice przed spotkaniem w Koszycach miałyby do pokonania 700 kilometrów. Ludzie tutaj od takich wypraw już odwykli… Innym minusem byłaby strata zarówno przez Czechy, jak i Słowację miejsc w europejskich Pucharach oraz – już na poziomie krajowym/lokalnym – utrata, przynajmniej na płaszczyźnie piłkarskiej, swego rodzaju niepodległości, o którą przecież przed 17 laty tak bardzo walczono i z której tak bardzo się potem (zwłaszcza na Słowacji) cieszono. Trudności może przynieść również wyjaśnienie kwestii głównego sponsora rozgrywek. Na płaszczyźnie tej doszłoby bowiem do konfliktu dwóch piwowarów, będących obecnie partnerami tytularnymi czeskiej Gamrbinus Ligi i słowackiej Corgoň Ligi.

Plusów jest więcej

Plusów nowego projektu wydaje się być jednak trochę więcej niż minusów. Do tych największych zaliczylbym uatrakcyjnienie zmagań, gdyż należy zakładać (to w końcu główny cel „fuzji”), iż zwiększyłby się poziom rozgrywek i frekwencja na trybunach, bowiem pojedynki typu Sparta Praha – Slovan Bratislava czy Baník Ostrava – Spartak Trnava z pewnością przyciągnęłby na stadiony i przed telewizory tysiące widzów.

Zyski liczyliby również marketingowcy (prawa reklamowe, umowy sponsorskie, sprzedaż praw telewizyjnych itd.) oraz – już nie (tylko) te finansowe, ale czysto sportowe – trenerzy klubów z niższych lig, w których na wypożyczeniu graliby młodzi a utalentowani piłkarze obu krajów, nie mieszczący się w składach zespołów z esktraklasy (siłą rzeczy należy oczekiwać lepszego poziomu także w II. lidze). A jeśli już o piłkarzach mowa, to jest szansa, że zwiększenie poziomu rozgrywek pomogłoby w utrzymaniu największych gwiazd, które teraz zazwyczaj jak najprędzej starają się wyjechać zagranicę.

A oto, jak wyglądałby skład czecho-słowackiej ekstraklasy, gdyby jej rozgrywki miały się rozpocząć już dzisiaj:

AC Sparta Praha
FC Baník Ostrava
FK Jablonec
FK Teplice
FC Viktoria Plzeň
SK Sigma Olomouc
FK Mladá Boleslav
SK Slavia Praha
FC Slovan Liberec
1. FK Příbram
1. FC Brno
FC Bohemians 1905

MŠK Žilina
ŠK Slovan Bratislava
FK Dukla Banská Bystrica
FC Nitra
FC Spartak Trnava
MFK Ružomberok

na czerwono – 12 najlepszych obecnie klubów czeskiej ekstraklasy
na niebiesko – 6 najlepszych obecnie klubów słowackiej ekstraklasy


Notowania czeskiego i słowackiego futbolu – przynajmniej na poziomie klubowym – z roku na rok są coraz niższe. Nowe rozgrywki mogłyby zatrzymać tę tendencję. Pytanie tylko – jak słusznie zastanwaiają się pesymiści (realiści?) – czy aby na pewno z dwóch słabych lig da się zrobić jedną silną?!