Jó estét. Miała być światowa stolica mody, będzie światowa stolica… gulaszu! :)) Ostatecznie nie zaryzykowałem wylotu do Mediolanu (w planach były Milan vs Fiorentina i Sampdoria vs Livorno w Serie A oraz Piacenza vs Vicenza w Serie B), bo w dobie islandzkich pyłów wulkanicznych człowiek nigdy nie wie, kiedy wróci do domu… ;p Powracam za to do Budy i Pesztu. Poziom rozgrywek będzie niższy, ale za to „klimatyczność”, jak ja to mówię (nie mylić z „klimakterium”) większa (stary dobry futbol, w starej dobrej otoczce – to właśnie dlatego angielscy i niemieccy groundhopperzy, tak często i gęsto odwiedzają Węgry). A do tego dwa razy derby time! Jutro, tj. w piątek spełni się jedno z moich marzeń. Ferencváros podejmuje Újpest a ja zasiądę stanę w biało-zielonym młynie gospodarzy, w sektorze „pod zegarem”, w mej biało-zielonej koszulce FTC i z biało-zielonym szalikiem Bohemki! Hajrá Fradi! W sobotę z kolei zobaczymy pojedynki MTK Budapest z walczącymi wciąż o mistrzostwo Debreceni VSC (uczestnik Ligi Mistrzów w tym sezonie) i kolejne derby – Vasas Budapest kontra Kispest-Honvéd. Plany na niedzielę nie zostały jeszcze sprecyzowane, ale ekipa w składzie boskie rZeZniki (representing Poland), Petr (representing Hungary; nasz  mentor, tłumacz i przewodnik), Peter (representing Czech & Slovakia) oraz piszący te słowa Krzychu (representing Poland as well), nudzić się raczej nie będzie… Także dla tego, że przez cały czas, aż do odwołania, obowiązują znane już hasła „Nie ma futbolu bez alkoholu” i „Co to za wczasy bez grillowanej kiełbasy?!”. Jó hétvégét!