trnava_ole_insideW drugiej odsłonie zabawy „Poślij Krzycha w nieznane!” mieliście do wyboru mecz w Bundeslidze, spotkanie na zapleczu czeskiej ekstraklasy i walkę o ligowe punkty na Słowacji. Postawiliście na opcję numer trzy, co… okazało się być strzałem w dziesiątkę! Dzięki Wam zobaczyłem bowiem w akcji najlepszych słowackich ultras i 7 goli, jakie puścił polski bramkarz…

Trnavę dzieli od Pragi ok. 400 km, które według planu miałem pokonać pociagiem (z przesiadką w Bratysławie). Na EuroCity „Jaroslav Hašek” spóźniłem się jednak dosłownie o minutkę. W momencie, kiedy wbiegałem na peron dworca głównego w Pradze ostatni z wagonów właśnie opuszczał stację… Ponieważ kolejny pociąg jechał do Bratysławy zbyt późno, by zdążyć się w słowackiej stolicy przesiąść na inny środek lokomocji i na czas zameldować się na meczu w Trnavie, pojechałem na dworzec autobusowy. Miałem nadzieję, że załapię się na któryś z kursów Student Agency czy Eurolines i spędzę podróż w wygodnym, klimatyzowanym autokarze, z kibelkiem i rozdającą napoje (w tym browary!) atrakcyjną stewardessą…

Los raz jeszcze jednak tamtego sobotniego poranka sobie ze mnie zakpił. Kursy wspomnianych przewoźników zaplanowane były na popołudnie. Jedyny autobus, który jechał do Bratysławy rano, to… autokar jakiegoś kompletnie mi nieznanego bułgarskiego przewodnika. Bułgarski przewoźnik?! No ćóż, nie miałem wyboru…

Bulgarian Connection

Za godzinę siedziałem już w starym Ikarusie zmierzającym do Sofii. Byłem jedynym nie-bułgarskim pasażerem, do tego pasażerem najmłodszym (większość tych Zlatko Jankowów, Iwanko Iwajłowów i  Petarów Mladenowów – oni naprawdę nazywają się wszyscy tak samo! – była już po pięćdzisiątce), jedynym blondynem, jedynym któremu przy wejściu nie zabrano paszportu i wreszcie jedynym, który nie zrozumiał ani jednego dłuższego dialogu w filmie 2012, który w bułgarskiej wersji językowej puszczano podczas podróży w autokarze. O wygodzie, klimatyzacji, kibelku i rozdającej napoje atrakcyjnej stewardessie mogłem zapomnieć… :))

Nie to było jednak najgorsze (bo podczas podróży luksusów mi nie potrzeba), ale to, że kierowca kompletnie nie spartak_vs_dac_bigprzestrzegał planu podróży. Bułgarzy widać, są z czasem na bakier podobnie jak Włosi czy Grecy. Wyjechaliśmy z Pragi ze spóźnieniem, zakończyliśmy przerwę na stacji benzynowej pod Brnem ze spóźnieniem, przyjechaliśmy do Bratysławy ze spóźnieniem… A ja byłem jedynym, który tam wysiadł! :)

W Trnavie zameldowałem się na godzinę przed meczem. Mimo iż zaczął padać deszcz, z dworca autobusowego na ponad 18-tysięczny stadion im. Antona Malatinskiego (pochodzący z Trnavy, zmarły w 1992 roku czeskosłowacki piłkarz i trener, uczestnik MŚ 1954 w Szwajcarii) poszedłem piechotą. Daleko bowiem nie było, a dodatkowo miałem okazję na własne oczy sprawdzić, w jakiej sile przybyli na mecz kibice gości, którzy przy asyście ACAB parkowali swoje autobusy na parkingu kilkaset metrów od stadionu. Były więc 4 pojazdy, czyli jakieś 160 może 180 głów.

Bili Andeli

Ponieważ do rozpoczęcia spotkania było jeszcze sporo czasu, przedłużyłem sobie spacer, by okrążyć stadion Spartaka. Obiekt, choć stary, zrobił na mnie spore wrażenie. Architektonicznie przypominał mi nieco włoskie stadiony, te budowane w latach 70-tych. Fajny klimat! Dodatkowy efekt dają zabytkowe mury obronne, które z jednej strony otaczają świątynie „Białych Aniołów”, jak nazywani są na Słowacji kibice miejscowych.

Za 5 euro kupiłem bilet na leżącą na przeciwko głownej krytą trybunę Západ, tj. trybunę zachodnią (środkowy sektor D, rząd XI, miejsce 26), na której miał się tego dnia wyjatkowo znajdować młyn gospodarzy. Kontrola przy wejściu bardzo słaba. Sprawdzili mi tylko plecak i to w dodatku tak „na odwal się”. Nowokupiony dezodorant nie znalazł się więc w koszu. :)

Trybuna na której zasiadłem stałem niemal pękała w szwach. Gospodarze (sporo ludzi z szalami zaprzyjaźnionego Baníku Ostrava) zorganizowali swój kocioł w sektorze F. Ten od trybuny południowej za jedną z bramek (to tam był sektor gości) oddzielał jedynie – nie licząc płotów – sektor buforowy. Obie ekipy były więc stosunkowo blisko siebie, znakomicie się widząc i słysząc (zazwyczaj młyn „Białych Aniołów” jest na trybunie północnej, po drugiej stronie boiska), co zresztą i jedni i drudzy wykorzystali do wzajemnych „pozdrowień”: „- A bi, a bi, a bi Maďara do hlavy! A bi, a bi, a bi Maďara do hlavy!” brzmiało z jednej, a „- Ria, Ria, Ria Hungaria! Ria, Ria, Ria Hungaria!” z drugiej strony. DAC to bowiem klub z miasta leżącego na południu kraju, zamieszkiwanego głównie przez mniejszość węgierską (choć o mniejszości w tym wypadku mowy być nie może!). Jego kibice, przede wszystkim Węgrzy, nie są lubiani (delikatnie mówiąc) na Słowacji.

Trnava solidny doping non-stop (kilka razy przyłączał się cały stadion). Swoje struny głosowe miejscowi wspierali parę razy flagami na kiju i racami (podobało mi się, że zarówno ochrona, jak i strażacy nie wpierdzielali się do sektoru, by je ugasić, ale cierpliwie i inteligentnie czekali aż same zgasną). Miejscowi ultras zatem mnie nie zawiedli! Sympatycy DAC owszem. Choć na początku także dawali nieźle czadu, to jednak z dopingiem jechali ostro tylko do… 20. minuty. Po tym jak ich zespół stracił drugą bramkę (a musicie wiedzieć, że grał straszny piach) a ochrona kazała ściągnąć z płotu wszystkie flagi z węgierskimi motywami, 3/4 z nich opuściło sektor mniej więcej w 22 – 23 minucie pojedynku. A szkoda, bo mogło być ciekawie…

90 minut z Grzegorzem Szamotulskim

Kilka słów o meczu. Gospodarze przeważali od pierwszego do ostatniego gwizdka. Byli zawsze i we wszystkim o sekundę szybsi. Goście zagrozili im tylko kilka razy, ale żadną z ich akcji nie można traktować jako dobrej okazji do zdobycia bramki. Śmiem twierdzić, że tak słabej linii obrony nasz Grzegorz Szamotulski jeszcze nigdy w swojej karierze nie miał! Inna sprawa, że „Szamo” tego dnia niczego specjalnie nie wybronił, niczym się nie wyróżnił. Spartak wygrał więc zasłużenie, choć nikt przed meczem, a podejrzewam, że i nawet w jego przerwie, nie spodziewał się tak okazałego bramkowo triumfu.

dac_szamotulski_grzegorz

Grzegorz Szamotulski nie tak wyobrażał sobie swoje występy na Słowacji... (fot. fcdac1904.com)

A jeśli już o przerwie mowa, to pomimo tego, iż nasilił się deszcz a dodatkowo pojawił się porywisty wiatr, mało kto został na zadaszonej trybunie. Przyszedł bowiem czas na napełnienie żołądków. I tu cztery moje kulinarne spostrzeżenia: 1) piwo na szczęście alkoholowe, ale co ciekawe nie tylko Corgoñ (główny sponsor ligi), ale też Zubr; 2) ba, w ofercie jednego ze stoisk była nawet… wódka!!! Klasyczna słowacka Borovička! Ci co mają słabsze nerwy, mogą sobie więc na odwagę walnąć kielicha w przerwie (paradoksalnie mało kto tak czynił, co tłumaczyłbym tym, że kusi tylko zakazany owoc, a tam to widocznie normalka); 3) kiełbasa z rożna, choć wyglądała smakowicie, nie cieszyła się jednak tak wielkim powodzeniem jak miejscowa grillowana specjalność – cikánská pečeně, czyli pieczeń cygańska w bułce, z musztardą lub ketchupem, ze sporą ilością cebuli (sprawdzałem – pychota!); 4) kult słonecznika, niemal jak w Polsce! :)

Po zmianie stron deszcz i wiatr utrudniały widzom na trybunach za bramkami oglądanie meczu. Zaproszono ich więc do nas, przez co na zachodniej trybunie (nie licząc bufora) był chłop koło chłopa, dupa przy dupie. Ja na kwadrans przed końcem udałem się w przeciwnym kierunku, by na wysokiej severné tribúne zrobić jeszcze kilka fotek (znów tylko komórą, więc odpuście mi grzesznemu!). To z tamtąd udało mi się wypatrzyć ciekawe graffiti na bocznym boisku, które znajdziecie na jednym ze zdjęć poniżej.

Primera Division na dobranoc

A wieczorem, po meczu krótka przechadzka po starym mieście, bardziej w celach zwiadowczych (poszukiwanie knajpy ze słowackim a nie czeskim piwem, co ku memu niezadowoleniu się nie udało) niż turystycznych. Dwa browarki w jednym z pubów pełnych świętującyh sukces kibiców, wizyta w pizzerii i powrót do hotelowego pokoju, gdzie resztę wieczora spędziłem na oglądaniu meczów hiszpańskiej Primera Division.

Na drugi dzień miałem jechać na kolejny mecz. Tym razem na północ Słowacji, do Žiliny. A tam spotkać innego Grzegorza, ale o tym już w 2. odcinku relacji z groundhoppingu na Słowacji (zrymowało mi się).

00

P.S. Kończąc niniejszy tekst, zdałem sobie sprawę, że zaburzyłem chronologię moich relacji i zamiast najpierw opisać wyprawę na Górny Śląsk i Zagłębie zacząłem od wyjazdu na Słowację. Przepraszam więc tych wszyskich, którzy czekali na teksty o mym pobycie na spotkaniach w Wodzisławiu, Sosnowcu i Bytomiu. Nie bójta – doczekacie się! :)

P.S. 2 Polecam wizytę na stronach www.ultrasspartak.sk oraz www.southsidetrnava.sk.

P.S. 3 Napiszę jeszcze tylko, jak zakończyły się spotkania, które „przegrały” w głosowaniu z meczem w Trnavie. I tak FC Zlín pokonał FC Hlučín 2:0 (0:0) w obecności 2.162 widzów, natomiast Hannover 96 wygrał z Eintrachtem Frankfurt 2:1 (1:1) a pojedynek ten obserwowało 38.847 kibiców na trybunach, ktorzy widzieli też dwie czerwone kartki dla gości.

00

Štadión Antona Malatinského, Trnava; sobota 13.03.2010, godzina 15:30:
FC Spartak Trnava – DAC 1904 Dunajská Streda 7:0 (3:0)
9. i 21. Bernáth, 32. Procházka, 49. Kone, 62. Doležaj, 72. Michellini (samobójczy), 84. Kožuch

Trnava: Slovenčiak – Jakubička, Doležaj, Tiago Bernardini, Ľ. Hanzel – Koro Kone, Procházka, Kopúnek, Juhász (63. Ďuriš) – Ľ. Bernáth (57. Špilar), Nascimento (75. Kožuch). Trener: Milan Malatinský.
DAC:
Szamotulski – K. Németh (27. Marcin), Adiaba, Michellini, Balla – Helísek, Lénarth, Sariyar, Nyorn Wau (46. Kendo) – Vidakovič (77. Z. Németh), Bajevski. Trener: Kurt Garger.

Żółte kartki: Juhász – Bajevski, Sariyar, Adiaba, Lénarth
Drukował:
Smolák
Widzów:
4.246

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Mecz w Trnavie na fotkach

hl.vstup

Brama główna stadionu dzień po meczu. Pusto, spokój, cisza... (fot. krzychu81)

zed

Górujące nad miastem stadionowe jupitery i zabytkowe mury obronne, o których wspominałem (fot. krzychu81)

hl.tribuna

Trybuna główna na mniej więcej 20 minut przed meczem (fot. krzychu81)

protilehla

Trybuna północna. To tu spotyka się zazwyczaj miejscowy "kwiat młodzieży" (fot. krzychu81)

hoste

Trybuna południowa. Po prawej stronie zapełniający się pomału sektor gości (fot. krzychu81)

nastup

Oba zespoły już na murawie. Szaliki w górze a z głośników leci jedna z pieśni bojowych (fot. krzychu81)

pohled

Końcówka meczu. Gości już prawie nie ma, podczas gdy gospodarze wciąż bawią się zapałkami (fot. krzychu81)

kotel

W tle trybuna zachodnia. Na bramce z kolei wkur****y Szamotulski modli się, by nie dostać ósmej (fot. krzychu81)

IMG_2673 (ultrasspartak.sk)

Młyn gospodarzy. Szacunek wielki! (fot. ultrasspartak.sk)

graffiti

A na deser przepiękne graffiti na murze otaczającym boczne boisko. "Contro Il Calcio Moderno" z lewej, "Liberta' Per Gli Ultras" z prawej (fot. krzychu81)