W poniedziałek 16 czerwca 1975 roku piłkarze Bohemians Praha niechlubną ligową porażką 0:5 z TŽ Třinec zapisali się niespotykanym sposobem w annałach czechosłowackiego futbolu. Wydarzenia, które miały miejsce tamtego dnia szczególnie nieprzyjemnie wspominać będą jednak nie kibice Bohemki a sympatycy Sparty Praha. „Kangury” przyczyniły się wówczas do historycznego spadku wielkiego praskiego rywala do drugiej ligi.
Z pomocą Petra Nečady, redaktora magazynu „Klokan” (program meczowy Bohemki) oraz byłego dyrektora Bohemians – Jiříego Steinbrocha, w kilkunastu akapitach postaram się opisać jeden z najdziwniejszych i najbardziej skandalicznych finiszów w historii czechosłowackiej ligi.
Większość sezonu 1974/1975 była w wykonaniu praskich Bohemians znakomita. Po bardzo słabym starcie (po 6. kolejce Bohemka spadła na ostatnie miejsce w tabeli) piłkarze ze stadionu leżącego nad rzeczką Botič zaczęli się jednak piąć w górę tabeli („przełamanie” nastąpiło po sensacyjnej wygranej 3:0 w Brnie). Zwycięstwa u siebie i remisy na wyjazdach sprawiły, że wkrótce praski klub z autsajdera stał się niespodziewanie nie tylko postrachem ligi, ale nawet jednym z aspirantów do tytułu!
Zwłaszcza runda wiosenna była szczególnie udana. Imponująca seria zwycięstw z silnymi rywalami (2:0 z Teplicami, 2:0 z Trnavą, 2:0 z Brnem, 2:0 z Ostravą, 1:0 ze Slovanem, 4:1 ze Spartą) sprawiła, iż na trzy kolejki przed końcem sezonu zielono-biało-zieloni zajmowali drugie miejsce w tabeli, z identyczną liczbą punktów, co prowadzący obrońca tytułu Slovan Bratislava. Niestety fatalna postawa w spotkaniach 28. i 29. kolejki, na którą wpływ miały też kontuzje czołowych graczy, całkowicie popsuła dobre wrażenie jakie „Kangury” pozostawiły po sobie we wcześniejszych meczach, a co gorsza zespół z dzielnicy Vršovice stracili szansę na tytuł. Ten miał się stać udziałem któregoś z bratysławskich klubów: Slovana lub Interu.
Bohemka ostatecznie skończyła tamten sezon na trzecim miejscu, co oznaczało, że we wrześniu 1975 roku „Kangurów” czekać miał premierowy występ w europejskich pucharach! Paradoksalnie dziś, gdy czasy te wspominają kibice Bohemians mówi się nie o znakomitej grze drużyny, nie o promocji do piłkarskiej Europy, ale głównie o tym, co piłkarze trenera „Muňoza” zrobili „Żelaznej Sparcie”…
To była paka!
„Muňoz” to pseudonim nadany przez fanów Bohumilowi Musilowi. Jego asystentem był wówczas znakomity niegdyś piłkarz, wicemistrz świata z 1962 roku, jeden z najlepszych stoperów w historii Czechosłowacji, kojarzony głównie z występami w Dukli Praha – Svatopluk Pluskal.

Bohemka grała koncertowo! Po kolejnym golu cieszą się (od lewej do prawej): Mastník, Prokeš, Jarkovský (zasłonięty), Barát i Panenka (fot. rvibohemkapage.wz.cz)
Znanych nazwisk nie brakowało jednak również w kadrze „Klokanów”. I tak miejsce między słupkami było zarezerwowane dla Františka „Fero” Kozinki. W obronie (w tamtym sezonie najlepszej w lidze!) grała zazwyczaj czwórka Petr Králíček (po prawej stronie), Josef Vejvoda (z lewej) oraz na środku Miroslav Valent (w roli stopera) i Petr Packert (najczęściej jako forstoper, ale był graczem niesamowicie uniwersalnym). Ten ostatni musiał w II. części sezonu ustąpić miejsca utalentowanemu Zdeňkovi Prokešovi. Młodzian ten będzie później jedynym graczem z kadry Bohemians na sezon 1974/1975, który zdobędzie dla tego klubu (pierwsze i ostatnie w 105-letniej historii) mistrzostwo Czechosłowacji A.D. 1983.
W pomocy pierwsze skrzypce grał reprezentant Czechosłowacji, idol trybun w Ďolíčku, wielki Antonín Panenka. Partnerowali mu najczęściej weteran František „Kendy” Knebort z Františkiem Jílkiem. W składzie pojawiał się też często „walczak” Karel Mastník a w rundzie wiosennej dodatkowo pracowity František Barát. W ataku praskiego klubu pewniakami byli natomiast skrzydłowi Štefan Ivančík i reprezentant Jan Jarkovský. W rolę środkowego napastnika (pozycja ta była wówczas piętą achillesową Bohemki) wcielali się z kolei będący u schyłku kariery Josef Jelínek (ostatni grający jeszcze srebrny medalista z MŚ w Chile!), Pavel Klouček, Petr Vokáč lub ewentualnie Emil Řehák.
Kibice, którzy widzieli tych chłopców w akcji wspominają ich grę i opowiadają o tamtych czasach z zachwytem, z nostalgią, z łezką w oku. Ďolíček był często wyprzedany, 10 tysięcy widzów było wtedy normą. Wspaniała atmosfera na trybunach a przede wszystkim świetny, elegancki, ofensywny futbol na murawie, nie rzadko ozdobiony przepięknymi golami…
Najlepszą reklamą futbolu było chyba spotkanie w ramach 18. kolejki. Bohemians gościli wówczas VSS Košice, które przyjechały do Pragi w najsilniejszym składzie, z Pollákiem, Daňkiem i Štafurą. Goście prowadzili już 2:0, ale bramki Panenki, Řeháka i trzy trafnienia Jarkovskiego (w tym dwa w końcowych minutach) dały gospodarzom zwycięstwo 5:2. Owacjom nie było końca!
Wszechobecna korupcja
Podczas gdy we Vršovicach przeżywano wspaniałe chwile, po drugiej stronie Wełtawy, na Letnéj przyszedł czas na jeden z najgorszych sezonów w historii. Sparta Praha jako jedyny klub w republice była uczestnikiem pierwszoligowych rozgrywek od samego początku ich istnienia, nigdy nie spadając na ich zaplecze. Teraz jednak grała wyjątkowo słabo. Porażka goniła porażkę i zasłużony klub cały czas utrzymywał się w ogonie tabeli. Pomimo tego nikt nie wierzył, że Sparta może rzeczywiście spaść. Żaden z jej kibiców nie dopuszczał do siebie takiej możliwości. Liczono, że w ostatnich meczach uśmiechnie się do letenskich piłkarzy szczęście, które – z pomocą ustaleń za kulisami, przy przysłowiowym „zielonym stoliku” – uratuje ACS od degradacji. Sparta bowiem, jak to tradycyjny klub ze stolicy, największy i najsłynniejszy w kraju, od zawsze była (i nadal jest!!!) faworyzowana przez rządzących polityków i związek piłkarski.

Dzielni skrzydłowi Bohemians: Štefan Ivančík (z lewej) i Jan Jarkovský (fot. rvibohemkapage.wz.cz)
Na finiszu sezonu 1974/1975 nawet jednak macki towarzyszów partyjnych okazały się być zbyt krótkie. Górą były pieniądze! Koniec rozgrywek był bowiem zmanipulowany. Kto mógł (czytaj kogo było stać) i potrzebował, ten podpłacał. Rywali, sędziów, działaczy… Korupcja kwitła niczym wiśnie w Japonii.
Przed ostatnią serią spotkań znany był już pierwszy spadkowicz. Była nim zajmująca ostatnie miejsce Nitra. O tym, kto będzie jej towarzyszył w drodze do II. ligi (spadały dwa zespoły) miała zadecydować ostatnia kolejka. Kandydatów było dwóch: Sparta i beniaminek TŽ Třinec.
Do meczów 30. kolejki oba kluby przystępowały z identycznym dorobkiem punktowym (po 25 oczek). Przy jednakowych rezultatach o utrzymaniu/spadku decydować miał zatem stosunek bramek, przy czym – i teraz uwaga, bo o tym być może jeszcze niesłyszeliście – liczbę goli zdobytych dzielono przez liczbę goli straconych. Im większy wynik wychodził, tym lepiej. Zasada ta nosiła w Czechosłowacji nazwę pravidlo o lepším podílu skóre.
Sparta gościła TJ Sklo Union Teplice, Třinec grał z Bohemką. Dla przyjezdnych klubów były to mecze o pietruszkę. Teplice były bezpieczne w środku tabeli, Bohemka mogła być druga lub trzecia, ale i tak każda z tych pozycji dawała jej awans do Pucharu UEFA.
Na stadionie Letná w Pradze zasiadło ponad 15 tysięcy widzów. Już w pierwszych minutach meczu stadionowy spiker rzekł smutnym głosem do wszech przybyłym: „První zpráva z Třince, domácí vedou v desáté minutě 2:0!”, czyli „Pierwsza wiadomość z Třinca: gospodarze prowadzą w 10 minucie 2:0!”. Trybuny zamilkły. Ku rozpaczy miejscowych kibiców, w przerwie meczu spiker ogłosił, iż po zmianie stron nie będzie już podawał wyniku ze śląskiego miasta, ponieważ nie życzyli sobie tego piłkarze Sparty. Miało ich to ponoć denerwować i niepotrzebnie stresować.
Ich rywale, piłkarze Teplic robili wszystko co mogli, by ułatwić Sparcie drogę do zwycięstwa. Większość widzów zdawało sobie sprawę, że pojedynek jest ustawiony, ale dopingowało swoich pupili, by zdobywali kolejne bramki. Nie wiedziano bowiem, jak okazałe musi być zwycięstwo ich teamu, by w końcowym rozrachunku wyprzedzić rywala z Třinca. Niektórzy trafnie przeczuwali, że pewnie i biało-czerwoni załatwili sobie „łaskawość” rywala, że i ich mecz jest ustawiony…
Sparta wygrała 4:0, ale jej zawodnicy mogli tamtego popołudnia zdobyć znacznie więcej bramek. Marnowali jednak jedną dogodną okazję za drugą (choć podobno teplicki bramkarz Sedláček powiedział przed meczem, że… nie pozwoli sobie strzelić więcej niż czterech goli). Po ostatnim gwizdku czekano na wieści z Třinca. „Mecz jeszcze trwa” – oznajmił spiker. „Na 10 minut przed końcem jest 3:0.” – dodał. Na trybunach wiedziano, że to wystarczyłoby do utrzymania.
Śląski Biały Balet
Tymczasem Bohemians prezentowali się w ostatniej potyczce sezonu 1974/1975 bardzo słabo (lub bardzo dobrze – zależy oczywiście od punktu widzenia). Główną rolę w grotesce pt. „Podkładamy się gospodarzom” odegrał bramkarz Kozinka, przez wielu uznawany za mistrza w tego typu interesach. To podobno właśnie on (ponoć z pomocą brata, który zasiadł na trybunach) dogadał z gospodarzami wszystkie szczegóły.

Z lewej trener Bohumil Musil, z prawej jego asystent Svatopluk Pluskal. Obaj należą do największych legend Bohemki (fot. rvibohemkapage.wz.cz)
Działacze praskiego klubu – sekretarz Jaroslav Houška i kierownik drużyny Zdeněk Svoboda, po latach wspominali, iż chcieli uprzedzić Kozinkę i przystać na propozycję obrotnych działaczy TŽ Třinec, w zamian za prawo do pierwokupu (za niezbyt wysoką cenę) utalentowanego obrońcy Miroslava Pauříka. Szefowie „Śląskiego Białego Baletu”, jak wówczas zespół z Třinca był nazywany (Slezský Bílý Balet), nie chcieli stracić swojego defensywnego diamentu, więc zamiast rozmów z Houškiem i Svobodą, zdecydowali się na pertraktacje bezpośrednio z aktorami spektaklu – Kozinką i spółką.
Ale przejdźmy do wydarzeń ma murawie. Jak wspominałem, była to groteska. Działy się dziwne rzeczy! Mimo, że wszystkie spotkania rozpoczęły się o tej samej godzinie (17:00), to pojedynek gospodarzy z Bohemians Praha skończył się najpóźniej. Miejscowi kombinowali jak mogli, by to oni tego dnia kończyli swój mecz jako ostatni, znając już wyniki z innych boisk. Minuta ciszy przed meczem, która wg świadków tylko minutą na pewno nie była, nieustanna gra na czas, przedłużona przerwa (sędzia główny, również odpowiednio „wynagrodzony” brał ponoć prysznic), ociąganie się przy zmianach… Pierwsze trzy gole padły w 6., 10. i 54. minucie spotkania. Potem nie działo się nic, bo czekano na końcowy wynik meczu w stolicy. Kiedy okazało się, że do powodzenia misternego planu potrzebne są jeszcze dwa gole, trafienia te oczywiście padły! W 83. minucie z rzutu karnego pierwszy, 180 sekund później drugi. Sparta załatwiona na cacy!
Niestety mimo usilnych starań nie udało mi się znaleźć ani składów obu drużyn z tamtego meczu, ani nawet strzelców bramek. Szeroką kadrę Bohemki przedstawiłem kilka akapitów wyżej. Z dziennikarskiego obowiązku podam też skład kadry gospodarzy. Ta składała się w tamtym sezonie z dwóch bramkarzy (V.Hadrava i K.Mrozek) oraz 19 graczy z pola: J. Biely, F. Gögh, M. Huťka, J. Jiskra, Š. Kuchár, M. Lišaník, M. Lysek, P. Melúch, J. Nevrlý, V. Onufrák, M. Pauřík, J. Pospíšil, K. Roubíček, P. Svoboda, Š. Šarišský, B .Škereň, L. Vašek, D. Zbončák, P. Zbončák. Trenerem był Vlastimil Chobot.
Válcovna plechu zamiast Slavii
Wróćmy na stadion w stolicy. Zaraz po tym, jak przyszła szokująca wiadomość: „Třinec – Bohemians 5:0!”, zaczęto na szybko liczyć, co wynik ten oznacza dla Sparty. Na trybunach zagościła niepewność. Niektórzy przypuszczali, że Sparta jest już w II. lidze inni wierzyli, że jednak jakimś cudem pięć goli TŽT nie wystarczy… Szybko podany jest jednak oficjalny komunikat. Sparta spada! Stosunek bramek Třinca to 0,83. Sparta ma 0,81. Zadecydowały dwie setne, więc mniej więcej jeden gol… Na stadionie zapada cisza. Gracze gospodarzy załamani padają na murawę. Wielu kibiców wraca do domów ze łzami w oczach, jakby szli nie z piłkarskiego meczu a z pogrzebu. Biada kibicowi w barwach Bohemki, na którego natrafiłby wtedy ten „kondukt żałobny”!
Mówiło się wówczas, że kary będą nieuniknione. Według jednych miały one spotkać tylko Bohemians i Třinec, inni z kolei twierdzili, że ukarane zostaną wszystkie cztery kluby, a więc również Sparta i Teplice. Nic takiego się jednak nie stało. Najprawdopodobniej dlatego, że niedługo po zakończeniu sezonu zmieniła się nieco sytuacja polityczna w Czechosłowacji (nowym prezydentem został Gustáv Husák) a dodatkowo socjalistyczny naród oczekiwał Spartakiady. Nikt nie chciał sobie psuć tych chwil babraniem się w korupcyjnej aferze…

Skan końcowej tabeli sezonu 1974/1975. Mistrzem Slovan, spadają Sparta i Nitra. Za zwycięstwo przyznawano 2 punkty (fot. bohemians.webnode.cz)
Sparta spędziła w II. lidze tylko jeden jedyny sezon, wracając do elity zaledwie po roku nieobecności. Třinec natomiast rok później zajął ostatnie, 16. miejsce w lidze i tak czy inaczej powędrował o jeden poziom rozgrywkowy niżej. Od tamtego czasu do ekstraklasy już zresztą nigdy nie powrócił… Tymczasem w derbach Bratysławy Slovan pokonał Inter i to „Belasí” zdobyli tytuł! A biznesmen sezonu – golkiper Kozinka rok później „w nagrodę” zaliczył swój jedyny występ w reprezentacji! :)
Na oficjalnej stronie internetowej Sparty Praha rok 1975 nazywany jest „czarnym”. Autor tekstu o historii ACS pisząc o pierwszym i jedynym w dziejach klubu spadku twierdzi tylko, że był on wynikiem „zbiegu różnych okoliczności”, nie wdając się w szczegóły… :p Faktem jest jednak, że tamto wydarzenie można uznać za początek trwającej zresztą po dzień dzisiejszy nienawiści pomiędzy kibicami obu praskich klubów. Jiří Steinbroch wspomina: „- W sezonie 1974/1975 pokonaliśmy Spartę 4:1 u siebie a u nich zremisowaliśmy 1:1. Kiedy gralismy ten ostatni, niechlubny mecz muszę przyznać, że rywalizacja między nami i Spartą nabrała takich rozmiarów, że cieszyliśmy się, że ten rządowy, od zawsze uprzywilejowany klub spadł z ligi”. Cieszyło się zresztą pół kraju! A Spartę zamiast wielkich pojedynków ze Slavią Praha, Slovanem, Interem, Zbrojovką Brno czy Baníkiem Ostrava czekały teraz pojedynki z Kysuckim Novym Miastem czy Válcovną plechu Frýdek-Místek… :))
Nie chciałbym, by ktokolwiek uznał ten tekst za pochwałę korupcji, ale „Jak Kuba Bogu, tak Bóg Kubie” a „Kto mieczem wojuje, ten od miecza ginie”. Dobrze gdy czasem maluczcy ucierają nosa wielkim. A cel często uświęca środki…
oo
/źródła: Petr Nečada (Magazyn „Klokan”), bohemians1905.cz, bohemians.webnode.cz oraz rvibohemkapage.wz.cz/





3 komentarze
kubal
kwi 9, 2010
Właśnie przeczytałem i mam trochę mieszane uczucia, że ten Bohemians nie taki znowuż „święty”. Ale nie będę udawał dziewicy, bo wiem że takie rzeczy w futbolu po prostu się zdarzały. Żeby wiec nie przynudzać odpowiem tylko jednym zdaniem: metody nie pochwalam, ale wybór dobry…
krzychu81
kwi 8, 2010
@JarekPL
No, numer faktycznie przedni. Na Bohemce jest kilka osób, które jeździły wtedy z klubem na wyjazdy na Słowację. Za każdym razem jak wspominają te wyprawy wszyscy siedzą w ciszy i skupieniu, bo opowieści te są niesamowicie ciekawe a ówczesne realia nie do porównania z dzisiejszymi…
Jeśli chodzi o derby, to liczyłem, że uciułamy choćby ten punkcik (szkoda, że ta wymiana trenera nie nastapiła po meczu z Bohemką) i dość długo była na to szansa. Ale wygraliście zasłużenie. My jak równy z równym walczyliśmy tylko na trybunach (żeby nie było wątpliwości, chodzi o walkę na gardła). Pierwszy raz byłem w Edenie w sektorze gości…
Pozdrawiam!
P.S. Jeszcze raz wielkie dzięki za szalik! Zrobiliście mi zajebistą niespodziankę :))
JarekPL
kwi 8, 2010
Piekny numer, czytałem kiedyś o tym meczu, chyba nawet na waszych stronkach. Niby kant to kant, ale w tej sytuacji sprawa była słuszna i jak znam życie, nikt poza Spartanami, Bohemce tego nigdy specjalnie nie wypominał :) W kazdym razie na pewno nie na Edenie. Swoją drogą ciekawe to czasy były (myślę o przełomie 60 tych i 70 tych) dominacji słowackich klubów w lidze Inter, Slovan, Trencin, Spartak Trnava, Koszyce, i w konsekwencji finał w Belgradzie. Najlepsze lata Słowackiej piłki.
PS. Nie pytam o nastroje po derbach VRSOVIC, bo wiem że są dokładnie odwrotne od moich. Mimo wszytsko powodzenia w sobotę, trzymam kciuki! Poślijcie ten Strizkov do II ligii.
CERVENO-BILA SILA!!!