jena_vs_aue_insideJest niedziela, a ty wstajesz o piątej rano. Tłuczesz się kilkanaście godzin pociągiem. Marzniesz. Co chwilę policja ma jakiś problem. Psuje ci się aparat… Jeśli  masz już tego dosć, to może oznaczać, że jesteś w tureckim więzieniu. Jeśli natomiast męczysz się tak i jeszcze za to płacisz, to oznacza, że albo jesteś sado-maso, albo… groundhopperem!

Przez cały styczeń, nie licząc tradycyjnego praskiego turnieju halowego, nie byłem na żadnym meczu. Nadarzały się wprawdzie okazje, by obejrzeć jakiś sparing, ale pory rozgrywania takich pojedynków są dla zwykłego śmiertelnika nieosiągalne…

Jak bowiem po hucznej i sowicie zakrapianej imprezie w sobotni wieczór wstać w niedzielę na mecz towarzyski rozpoczynający się o 10:00 rano?! Z kacem (a potem z przeziębieniem, a potem z przeziębieniem i kacem) przegrała u mnie w styczniu nawet Bohemka… I to aż trzykrotnie! :/

Przyszedł luty. Nowy miesiąc, nowy początek – myślałem. W sam raz, by powrócić do uprawiania stadionowej turystyki. Wiedziałem, że groundhoppingowe wyjazdy A.D. 2010 trzeba rozpocząć jakimś mocnym akcentem. W Czechach i Polsce tylko sparingi. Ale liga grała już m.in. we Włoszech, Hiszpanii, Anglii czy Niemczech. Trzy piersze państwa to nienajlepszy pomysł jeśli chce się zorganizować jednodniowy wyjazd. :) Niemcy, to co innego.

To Wasza sprawka!

Z kalendarza rozgrywek wybrałem trzy potencjalne spotkania, które mógłbym odwiedzić. Jedno w drugiej i dwa w trzeciej lidze. Wszystkie stosunkowo blisko Pragi: Energie Cottbus – TuS Koblenz, Carl Zeiss Jena – Erzgebirge Aue oraz FC Ingolstadt 04 – VfL Osnabrück.

Wybór był trudny, tym bardziej, iż na żadnym z tych stadionów jeszcze nie byłem a każda z potyczek rozpoczynała się w ten sam dzień i mniej więcej o tej samej porze. Wpadłem więc na innowacyjny, nowatorski a przede wszystkim iście diabelski pomysł: podjęcie dezycji zostawiłem Wam!

Tak oto rozpoczęła się pierwsza odsłona zabawy „Poślij Krzycha w nieznane!”. Głosowaliście przez pięć dni i za cel mej niedzielnej wyprawy wybraliście Ernst-Abbe-Sportfeld w Jenie. Zadecydowaliście, że oglądnę trzecioligowe Ostderby.

Jena oddalona jest od Pragi o jakieś 270 kilometrów, ale dojazd tam (nie licząc podróży własnym autem) nie należy do najłatwiejszych. Korzystałem z połączeń kolejowych i – biorąc pod uwagę podróż w obie strony – jechałem w sumie aż siedmioma pociągami. Najgorsze było to, że w niedzielny ranek, zamiast skorzystać z okazji i wreszcie się wyspać, musiałem wstać o już 5:00. Jechałem z przesiadkami w Dreźnie i Weimar (muza na uszach, książeczka o tematyce piłkarskiej w ręku). Na stacji Jena West zameldowałem się o 11:42, czyli na ponad dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania.

Manewry na Jenie Wschodniej

Na peronach czekali już funkcjonariusze pewnych znanych i lubianych służb. Było ich wielu, bo mecz – jak to już jest w przypadku derby zwyczajem – uznano za spotkanie podwyższonego ryzyka. Dookoła stacji kolejowej trwały prawdziwe manewry. Ściągnięto funkcjonariuszy z całej Turyngii. Jak się potem okazało – zupełnie niepotrzebnie.

Dowiedziałem się, że pociąg z kibicami gości miał pojawić się na tej samej stacji 45 minut po moim przyjeździe. Zdążyłem więc zjeść śniadanie w miejscowym bistro i przejść się do centrum miasta do bankomatu. Wróciłem i wraz z psami grzecznie czekałem na skład z Aue. Przybyło nim ok. 90-100 kibiców, głównie młodych – nastoletnich, procent hools był w tej grupie znikomy. Spora część ekipy, w której było też kilka dziewczyn, była sążnie napruta. Tuż po wyjściu z pociągu zostali otoczeni policyjnym kordonem i w spacerowym tempie – kibice ze śpiewem na ustach, gliny w ciszy – udali się na stadion (ze stacji Jena West to jakieś 10 minut marszu). Jako że nie znałem drogi, podążyłem za nimi.

Za każdym razem, gdy któryś z fanów zatrzymywał się, by pod drzewem „odcedzić ziemniaczki”, zostawał z nim jeden z policjantów. Kiedy więc przechodziliśmy przez park prowadzący do stadionu, co drugi „fioletowy” miał prywatnego bodyguarda. :)

Kondukt zostawiłem tuż przed wejściem na teren stadionu. Kupiłem bilet na przeciwległą trybunę (blok K, 4 rząd, miejsce nr 31; koszt: 11 euro) i program (osobiście nie zbieram, ale jest tu w Pradze jeden zapaleniec, którego taki prezent ucieszy). Przed rozpoczęciem meczu zdążyłem jeszcze obejść stadion, zajrzeć do fanshopu, odwiedzić boisko boczne, zjeść currywursta i… popsuć aparat (i oto na kilka minut przed pierwszym gwizdkiem zostałem zmuszony do pstrykania zdjęć telefonem komórkowym! Motyla noga!). Aha, na stadionie w Jenie sprzedaje się piwo marki Köstritzer. Niestety bezalkoholowe.

Na boisku i na trybunach

Poziom meczu raczej bardzo przeciętny. Nie można powiedzieć, żeby był nudny (sporo walki!), ale z drugiej strony fajerwerków też nie było. Optyczną przewagę i więcej dogodnych do zdobycia bramki okazji miała Jena. Goście jednak groźnie kontratakowali i raz na jakiś czas szukali swej szansy w uderzeniach z dystansu. Byli też górą podczas stałych fragmentów gry (nasz Tomasz Kos, kapitan Erzgebirge, był nawet – dzięki dobrym warunkom fizycznym i niezłej grze głową – bliski zodbycia gola), choć to gospodarze mięli ich więcej. Zresztą łatwość w zdobywaniu przez FCC rzutów rożnych (porównywalna tylko z łatwością ich marnowania) była zadziwiająca! Gdyby w Niemczech o zdobyczy punktowej decydowały nie strzelone bramki, a liczba kornerów, to piłkarze charyzmatycznego holenderskiego trenera van Ecka nie tylko graliby już w 1. Bundeslidze, ale walczyli by tam o miejsce w czołowej szóstce! :)

Kiedy wydawało się, że pojedynek zakończy się bezbramkowym remisem, po rzucie wolnym z prawej strony (niestety z mojej perspektywy – na drugim końcu boiska, bo w przerwie zmieniłem punkt obserwacyjny, przenosząc się z przeciwległej trybuny na tą usytuowaną za jedną z bramek) gola głową zdobywa Sebastian Hähnge. Choć goście rzucają sie do ataku, to nie udaje im się doprowadzić od remisu.

Pojedynek na trybunach także minimalnie na korzysć gospodarzy. Oba młyny mniej więcej tak samo liczne, ale ze wskazaniem na biało-niebiesko-żółtych. Mecz odbył się bez większych incydentów. Oprawę (dość skromną) zaprezentowali tylko miejscowi. Popisów pirotechnicznych nie zanotowałem. Repertuar pieśni, okrzyków i przyśpiewek bogaty z obu stron.

Ogólnie całkiem fajna atmosfera, ale dało się wyczuć, że bardziej prestiżowe dla obu zespołów i obozów kibiców będą potyczki, które czekają oba kluby w kolejnej kolejce. Carl Zeiss Jena miała bowiem zagrać w derbach Turyngii w Erfurcie z tamtejszymi Rot-Weiss a Erzgebirge Aue podejmować drezdeńskie Dynamo.

Podróż powrotna, nie licząc spóźnienia pociągu i związanego z tym stresu (zdąże/nie zdążę się przesiąść się w Dreźnie na ostatni pociąg do Pragi?), odbyła się bez większych komplikacji. Czyste i ciepłe wagony Deutsche Bahn, buteleczki dobrego niemieckiego piwka, lektura dobrych niemieckich i austriackich magazynów piłkarskich… Ogólnie wyjazd na duży plus. A w Pradze jeszcze piwko ze znajomymi i powrót do domu o 4 rano.

Z kronikarskiego obowiązku podam jeszcze tylko, jakimi wynikami zakończyły się spotkania, które „przegrały” z wyjazdem do Jeny. Ingolstadt bezbramkowo zremisował z Osnabrückiem (zaledwie 2852 widzów) a Energie Cottbus podzieliło się punktami (1:1) z Koblenz (8210 osób na trybunach).

A w poniedziałek kolejna odsłona „Poślij Krzycha w nieznane!”. Już teraz zachęcam do głosowania!

oo

Ernst-Abbe-Sportfeld, Jena; niedziela 06.02.2010, godzina 14:00:
FC Carl Zeiss Jena – FC Erzgebirge Aue 1:0 (0:0)
88. Hähnge

Jena: Nulle – Sträßer, Wuttke, Lanzaat Nagy – Gardawski (75. Benyamina), Kühne, R. Schmidt, Kolb (65. Amrhein) – Orlando (90.+3 Truckenbrodt), Hähnge. Trener: René van Eck.
Aue: Männel – Klingbeil, Kos, Paulus, le Beau – Stark, Hensel, Curri (46. Klotz), Hochscheidt (78. Müller) – Ramaj, Braham (70. Glasner). Trener: Rico Schmitt.

Żółte kartki: Lanzaat, Kühne, Sträßer, Wuttke – Hochscheidt, Stark
Drukował:
Valentin
Widzów: 7206

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Ostderby na fotkach:

Jena1

Przyjechałem! Stacja kolejowa Jena West (fot. krzychu81)

(fot. krzychu81)

Najciekawsza z fotek zrobiona w drodze do bankomatu. Wbrew pozorom przeciwnikiem FCC nie było tego dnia Kaiserslautern... (fot. krzychu81)

Półtora godziny po mnie na tej samej stacji meldują się fani Erzgebirge (fot. krzychu81)

Półtora godziny po mnie na tej samej stacji meldują się kibice Erzgebirge. Któryś/Któraś z nich ma chyba cieczkę, bo od razu zleciały się wszystkie okoliczne kundelki... (fot. krzychu81)

Miejscowi mieli ochotę na "grilla", ale do smażenia kiełbasek nie doszło... (fot. krzychu81)

Miejscowi mieli ochotę na "grilla", ale do wspólnego smażenia kiełbasek nie doszło... (fot. krzychu81)

Jena19

Obrazek dobrze znany także z okolic polskich stadionów: policyjna prowokacja (fot. krzychu81)

Jena10

Zbliżam się do trybuny głównej... Dobrze widać charakterystyczne w kształcie jupitery (fot. krzychu81)

(fot. krzychu81)

Specjalnie dla czytelników MyFootballWay.com fotka przedstawiająca obie strony szalików FCC. :) Ten pierwszy od góry jest świadectwem zgody i przyjaźni, jaka łączy fanów Jeny i kibiców Borussii Mönchengladbach. Z kolei ten pierwszy z dołu, przypomina, że największym wrogiem jest Rot-Weiss Erfurt... (fot. krzychu81)

Jena 33

Miłość i nienawiść przeplatają się również na stoisku obok, gdzie znalazłem także szal z logiem sponsora... Bleee! Against Modern Football! (fot. krzychu81)

(fot. krzychu81)

Ernst-Abbe-Sportfeld zawdzięcza swoje imię niemieckiemu fizykowi, reformatorowi i przedsiębiorcy. Obiekt wybudowano w 1924 roku a obecnie może pomieścić 12.630 widzów. 25 maja 1996 roku słynny czeski lekkoatleta Jan Železný ustanowił tu - nie pobity po dziś dzień - rekord świata w rzucie oszczepem: 98,48 m (fot. krzychu81)

(fot. krzychu81)

Obecność tego pojazdu na parkingu tuż obok trybuny głównej oznacza, że Kos i spółka są już w katakumbach stadionu (fot. krzychu81)

Jena2

Ticketcenter i Fanshop w jednym. "Tu znajdziesz Twój FCC" - głosi napis (fot. krzychu81)

Jena18

A taki miałem widok na boisko podczas I. połowy spotkania (fot. krzychu81)

Jena55

Jak widać na załączonym obrazku, nie ma wielkiej różnicy pomiędzy trybuną główną przed meczem a trybuną główną w czasie meczu... (fot. krzychu81)

Jena66

Rzut oka na młyn gospodarzy (u góry) i oba młyny (na dole). Tak, tak, oba, ponieważ... (fot. krzychu81)

weissenburger.de

...stadion w Jenie jest jednym z tych niewielu obiektów, na których gospodarze zasiadają w bliskim sąsiedztwie gości! (fot. weissenburger.de)

1weissenburger.de

Skromna oprawa gospodarzy (fot. weissenburger.de)

Jena44

Migawki z pociągu, już w drodze powrotnej. Pytać co było pierwsze: kurtki z "The North Pole" czy twardzi chłopcy z "The East Hools" (z lewej), to jakby pytać o to, czy pierwsze było jajko, czy kura... A zprawej zestaw groundhoppera w podróży: butelka Hasserödera i najnowszy numer "Ballesterera" (fot. krzychu81)

Hähnge