tdwb_insideTrzy dni, trzy pełne spotkania, w trzech różnych ligach. 14 bramek. A do tego dodatkowo sześć odwiedzonych stadionów, kilka litrów wypitego piwa i kilka zjedzonych Currywurstów. Oto – w największym skrócie – bilans mojego groundhoppingowego wyjazdu do Berlina. Stolicę Niemiec wizytowałem  pomiędzy 11 a 13 grudnia 2009.

Tak jak obiecałem przed wyjazdem, Brama Brandenburska, Reichstag, mur berliński oraz inne zabytki i atrakcje turystyczne tej aglomeracji nas nie interesowały. Najważniejsza była piłka i stadiony! Piszę „nas”, ponieważ na „podbój” Berlina wybrałem się wraz z Radkiem vel rZeZniki, twórcą świetnych stron kartofliska.pl i turystykastadionowa.pl, który podobnie jak ja (a może nawet bardziej!) jest zapalonym stadionowym (na)turystą. :)

W miejscu spotkania, jednym z hoteli niedaleko Potsdamer Platz, praktycznie w samym centrum Berlina, oboje pojawiliśmy się niemalże punktualnie o 18:00 (on podróżował z Warszawy, ja z Pragi). Po zameldowaniu i pozostawieniu bagażu od razu udaliśmy się w stronę Stadionu Olimpijskiego. W piątek 11 grudnia o 20:30 piłkarze miejscowej Herthy oraz gracze z Leverkusen mięli tam zainaugurować XVI. kolejkę spotkań 1. Bundesligi. Czekało nas spotkanie ostatniej z pierwszą drużyną ligi…

hertha_vs_bayer

Choć na planie miasta droga z hotelu na stadion nie wydawała się długa, to jednak musieliśmy pokonać kilkanaście przystanków U-Bahn, czyli berlińskiego metra (niektóre jego stacje mają niepowtarzalny klimat, jakby czas zatrzymał się tam w miejscu jakieś kilkadzesiąt lat temu). Wraz z nami w wagonie siedziała dość liczna grupa Japończyków w różnym w wieku. Jak się potem okazało, uzbrojeni w aparaty fotograficzne (żadna niespodzianka!) także jechali na mecz. Tymczasem im bliżej stadionu, tym bardziej żółte wagoniki raz pod- a raz nadziemnej kolejki zapełniały się kibicami w niebiesko-białych barwach.

Na stację Olympiastadion dotarliśmy mniej więcej na półtora godziny przed spotkaniem. To wystarczająco dużo czasu, by w spokoju dojść do stadionu, kupić bilety, coś zjeść (czytaj Currywurst rulezzz) i walnąć jeszcze przed meczem browarka lub dwa (o niemieckim piwie nie było mowy – na terenie całego stadionu sprzedawano probably the Best Beer in the World, czyli Carlsberga. No cóż, mówi się trudno…). Ciekawostką były dla mnie plastykowe kub(ecz)ki na piwo. Po pierwsze dlatego, że są zwrotne (oszczędność + troska o środowisko), a po drugie ze względu na to, że mają specjalne uchwyty/uszy (idealne na picie piwa na mrozie, bo nie trzeba trzymać za zimny kubek) z dziurką u góry, by można było po opróżnieniu wkładać jeden w drugi. O takie.

Ha Ho He

Ha Ho He - billboard na stacji metra, reklamujący mecz Herthy z Leverkusen.

Ale zostawmy pierdoły. Kupujemy wejściówki do sektoru K1, na wirażu, tuż obok bramy maratońskiej (Marathontor). Rząd 23, miejsca 3 i 4. Cena jak na 1. Bundesligę raczej śmieszna: 16 euro (dla porównania w Dreźnie, by wejść na III. ligę i zasiąść wcale nie na najlepszych miejscach, musiałem zapłacić o pół euro mniej). Nie ceną się jednak kierowaliśmy a… widokiem na pole bitwy. I nie chodzi tyle o murawę, co o wydarzenia w obu młynach – gospodarzy po drugiej stronie boiska i gości po naszej prawej ręce.

Tych ostatnich obserwujemy w bliskości znicza olimpijskiego z igrzysk z 1936 roku i zabytkowego zagara – tych historycznych elementów stadionu, które dotychczas widziałem tylko w telewizji i na zdjeciach. Zresztą obiekt Herthy, to swoiste połączenie starego z nowym – marmurów z czasów III Rzeszy (wybierał je sam Hitler!) z ultralekkimi materiałami z XXI w., z których wybudowany jest nowoczesny dach.

Trzech Polaków i… Polka

O ile fani „Starej Damy” zaprezentowali doping na niezłym poziomie przez całe 90 minut (kilka flag, ale bez okazjonalnej oprawy), to kibice gości jedynie bidę z nędzą. Było ich mniej więcej półtora tysiąca, ale jeśli już ktoś podejmował próbę dopingu (rzadko, głównie po zdobytych bramkach, tj. dwukrotnie), to zazwyczaj przyłączała się do niego tylko 1/4 ekipy i to tak, jakby nie jadła śniadania… Choć wiedziałem od dawna, że symaptycy Leverkusen nie należą pod tym względem do najlepszych, to mimo wszystko byłem trochę zawiedziony.

A poziom meczu? Całkiem dobry. Choć były momenty przestojów a sytuacji podbramkowych nie było za wiele, to jednak większość czasu piłkarze obu drużyn raczyli nas szybką, dynamiczną grą. Remis wydaje się być zasłużonym wynikiem. Przepaść dzieląca oba kluby w tabeli nie była bowiem widoczna na murawie. Gwiazdą spotkania był 23-letni kolumbijski napastnik Gustavo Adrián Ramos Vásquez, znany tu jako Adrián Ramos, który otworzył a potem i zamknął wynik meczu.

Z trzech Polaków, którzy mieli szansę pojawić się na boisku, całe spotkanie zaliczył tylko Łukasz Piszczek (tak, jak każdy inny piłkarz Herthy, bowiem trener Friedhelm Funkel zadowolony z nadzwyczaj dobrej gry swojej drużyny, nie zdecydował się na żadne zmiany). Według mnie, mimo że przyczynił się niestety do zdobycia przez „Aptekarzy” wyrównującej bramki, należał do najlepszych graczy BSC.  Tomasz Zdebel pojawił się na placu gry w 87. minucie, natomiast Artur Wichniarek, jak to trafnie skomentował Radek: tylko „ładnie się rozgrzewał”.

piszczek&ramos

Polski obrońca Łukasz Piszczek i zdobywca dwóch goli dla Herthy - kolumbijski napastnik Gustavo Adrián Ramos Vásquez (fot. herthabsc.de)

Na trybunach sporo cudzoziemców, także z Polski (na parkingu koło stadionu natrafiliśmy na dwa autokary na opolskich rejestracjach, pełne polskich kibiców Herthy). Dziewczyna z kraju nad Wisłą pracowała również w jednym z okienek z piwem i kiełbaskami. Choć byliśmy niemal pewni, że to Niemka, bo urodą nie grzeszyła (sorry, Kotku, jeśli to czytasz).

W II połowie przenosimy się na górną część trybuny – tzw. górny pierścień. Stamdąd widoczność jest znacznie lepsza. Po ostatnim gwizdku jeszcze spacer po trybunach i kilka pamiątkowych zdjęć. Doszło też do krótkiego „spięcia” z trójką miejscowych Troublemakers. A że cały czas miałem na sobie szal Bohemki, więc myślałem że  naprute jak Messerschmitty Niemiaszki liczą na ciekawą zdobycz, a oni chcieli tylko… mój kubek po piwie (widać, to ciekawostka nie tylko dla mnie! ;p), by móc za niego dostać kasę (jak już pisałem, był zwrotny, a kaucja wynosiła 1,30 euro). Toż to obraza dla Bohemians 1905! ;)

By nie wywoływać kolejnego niemiecko-polskiego konfliktu, a byłaby to typowa Blitzkrieg, oddałem to jakże praktyczne naczynie bez walki. Dzięki uprzejmości towarzysza podróży, przywiozłem inny taki kubek jako souvenir (stoi w zaszczytmym miejscu, na… telewizorze. Made in DDR zresztą! ;p).

Podróż powrotna już bez ekscesów a przed snem jeszcze długie dysputy o futbolu przy piwkach w swojsko dla mnie brzmiącym pubie „Gambrinus”.

Stadion Olimpijski zaliczony!

>>> Zdjęcia z meczu <<<

statystyki

XVI. kolejka 1. Bundesligi (Berlin, Olympiastadion; piątek 11.12.2009, godz. 20:30):

Hertha BSC Berlin – Bayer 04 Leverkusen 2:2 (1:0)
8. i 90. +2 Ramos – 76. Kroos, 89. Kaplan

Hertha: Drobny – Piszczek, Kaka, von Bergen, Pejcinovic – Ebert, Lustenberger, Kacar, Cicero – Raffael, Ramos. Trener: Friedhelm Funkel.
Bayer: Adler – Schwaab (46. Kaplan), Reinartz, Hyypiä, Kadlec – Barnetta, Castro, Vidal (87. Zdebel), Kroos – Kießling, Derdiyok (66. Helmes). Trener: Jupp Heynckes.

Żółte kartki: Ebert, Raffael – Castro
Czerwona kartka: Kacar (77.)
Sędziował:
Babak Rafati
Widzów: 40.474

tebe_vs_turkeyim

Dzień drugi. Cały sobotni ranek spędzamy na zwiedzaniu obiektów mniejszych berlińskich klubów, których fotki możecie znaleźć klikając na linki w dolnej części tego wpisu. Na godzinę przed meczem umawiamy się na stacji kolejki (pod)miejskiej S-Bahn Messe Süd z niemieckim Groundhopperem, wielkim fanem TSV 1860 Monachium – Michaelem (autorem tego bloga), który najpierw pomaga nam odnaleźć leżące nieopodal obiekt(y) klubu TuS Makkabi Berlin (założonego przez mniejszość żydowską w Berlinie) a potem towarzyszy nam podczas meczu, serwując raz po raz ciekawe historie dotyczące klubu gospodarzy, jego losów, kibiców i tutejszych zwyczajów, z cierpliwością odpowiadając też na nasze pytania.

Raczej kameralny Mommsenstadion to obiekt zawdzięczający swoją nazwę Theodorowi Mommsenowi – poecie, historykowi prawnikowi niemieckiemu, laureatowi literackiej nagrody Nobla. Bilet na miejsca stojące kosztował 8 euro, ale i tak zasiedliśmy na krytej trybunie głównej (porządkowy w podeszłym wieku miał albo „te ciche dni”, albo zwyczajnie dobre serce, bo było mu wszystko jedno). Nim jednak pojawiliśmy się na jej drewnianych ławkach, zaliczyliśmy wizytę w Fanshopie. Wybór fioletowo-biało-czarno-żółtych pamiątek TeBe, jak na klub IV-ligowy – trzeba przyznać – imponujący (i jaka ładna Pani tam sprzedawała!).

(fot. kartofliska.pl)

TeBe Berlin wyjątkowo na własnym stadionie w żółto-czarnych kompletach. Na płocie widoczna jest flaga "Tennis Queerussia" (fot. kartofliska.pl)

Sam mecz ciekawy, bo… niezwykle dziwny! W pierwszych 45 minutach ogromna przewaga gości, udokumentowana jednak tylko jednym jedynym golem (byłby i drugi, gdyby niejaki Amachaibou wykorzystał rzut karny). W drugiej, kiedy warunki do gry znacznie się pogorszyły (zimno, śnieg, deszcz, wiatr, gołoledź, szrom, zamiecie śnieżne, wiatr halny, tornado, grad…), swoje pięć minut (dosłownie!) mięli gracze gospodarzy. Najpierw wyrównanie, minutę później obrońca rywala po brutalnym faulu w polu karnym otrzymuje czerwoną kartkę a jeden z „Tenisistów” nie myli się przy strzale z jedenastu metrów, by cztery minuty później  dobić  jeszcze zszokowanych Turków (umownie, bowiem na boisku było ich już tylko trzech).

A historie opowiadane przez Michaela były nie mniej ciekawe niż wydarzenia na płycie boiska. Wyobraźcie sobie (tak, słowo „wyobraźcie” jest tu najlepszym z możliwych), że Tennis Borussia Berlin to klub wspierany przez różnego rodzaju organizacje… homoseksualne. Jego kibice, podobnie jak choćby fani Bohemians 1905 czy niemieckiego 1. FC Sankt-Pauli, walczą z nazizmem i rasizmem. Tyle że Berlińczycy dodatkowo mówią jeszcze NIE antysemityzmowi, seksizmowi i właśnie homofobii. Stąd też np. obecność w młynie gospodarzy flagi „Tennis Queerussia” (jedno ze znaczeń angielskiego słowa queer to pedał; druga część nazwy powstała od słowa Borussia) a na bieżni baneru reklamowego jednego z gejowskich klubów w Monachium… Przyznajcie sami – w Polsce nie do pomyślenia!

Szwedzi i Polonia Bytom

Po meczu odwiedzamy klubowe kasyno, czyli restaurację, w której spotykają się tutejsi fani. Ponieważ był to ostatni pojedynek przed przerwą zimową, a co za tym idzie przed świętami i Nowym Rokiem, atmosfera była szczególna a ludzi od groma. Po pół godzinie w tym samym lokalu na uroczystej kolacji pojawiają się wszyscy piłkarze Tebe, sztab szkoleniowy oraz kierownictwo klubu (jeden z miejscowych capo di tutti capi pochwalił się nam dobrymi stosunkami klubu z naszą Polonią Bytom). To tam poznajemy przy piwku dwóch groundhopperów ze Szwecji, którzy przylecieli do Berlina tylko i wyłącznie na to jedno spotkanie Tennis Borussii (rano przylot, wieczorem odlot!). Przyznali się, że to już nie pierwsza ich wizyta na Mommsenstadion.

Natrafiamy też na Polaków. Trwa bowiem akcja „We save TeBe”, podczas której zbierane są datki na rzecz klubu, który znajduje się w tarapatach finansowych. Jednym z koordynatorów jest chłopak z Polski (imienia niestety nie pamiętam). Jak na wielkich miłośników futbolu przystało, i my dołączylismy się zatem do zbiórki, za co dostaliśmy pamiątkowe fioletowe koszulki z białym napisem „Saving TeBe”. Kto jak kto, ale ja – wielki fan praskiej Bohemki, którą w 2005 roku ratowano w podobny sposób – nie mogłem koło tego typu akcji przejść obojętnie! :)

Klubowi Tennis Borussia Berlin, jego losom, aktualnej sytuacji, jego wiernym kibicom i ich inicjatywom, już wkrótce zamierzam poświęcić odrębny tekst.

>>> Zdjęcia z meczu <<<

statystyki

XVIII. kolejka Regionalligi Nord (Berlin, Mommsenstadion; sobota 12.12.2009, godz. 14:00):

Tennis Borussia Berlin – Türkiyemspor Berlin 3:1 (0:1)
49. Below, 50. (rzut karny) i 54. Breitkopf – 23. Grossert

TeBe: Langen – Jechow (27. Duran), Neubert, Turan, Austermann (72. Anuk) – Lensinger, Below, Breitkopf (87. Lange), Özgöz – Beil, Laletin. Trener: Thomas Herbst.
Türkiyemspor: Köhlmann – Doymus, Teichmann (46. Cabuk), Lichte, Grossert – Schimmelpfennig, Lemcke – Koc (71. Ergiliguer), Steinwarth – Amachaibou, Sentürk (57. Cankaya). Trener: Taskin Aksoy.

Żółta kartka: Steinwarth
Czerwona kartka: Cabuk (50.)
Sędziował: Tobias Helwig
Widzów: 448

Bramkarz gospodarzy Langen obronił w 40. minucie spotkania rzut karny wykonywany przez Amachaibou!

preussen_vs_spandau

Dzień trzeci. Na Preussen-Stadion docieramy tuż przed 11:00. Piłkarze obu klubów zamiast jednak wychodzić już z szatni na murawę, idą w odwrotnym kierunku… Okazuje się, że spotkanie jest opóźnione z powodu zamarzniętej murawy na płycie głównej stadionu (a szkoda, bo stadionik miał swój urok i klimat – warto tam wrócić latem). Na szczęście mecz nie zostaje odwołany, bo gospodarze dysponują jeszcze bocznym boiskiem ze sztuczną trawą, sąsiadującym z zamarzniętym obiektem. To właśnie wzdłuż tego boiska zbierali się już pierwsi kibice.

Po pojawieniu się na placu gry obu jedenastek (Preussen to pierwsza szóstka ligi, Spandauer SV walczy o utrzymanie) okazuje się, że goście są… bez bramkarza (niejaki Wiese, ale nie ten Wiese z Werderu, albo zaspał, albo pomylił drogę, albo jedno i drugie). Na pierwsze kilka minut do bramki wchodzi więc obrońca (Dei-Kwarteng) a SSV gra w dziesiątkę. Spóźnialski golkiper pojawia się między słupkami mniej więcej w 5. minucie meczu, by zainkasować później 5 goli. :)

bfc_vs_ssv

Z 15-minutowym opóźnieniem jedenastka gospodarzy (czarne stroje) i dziesiątka gości (białe koszulki) meldują się na placu gry (fot. kartofliska.pl)

Choć trzeba przyznać, że w pierwszej, bezbramkowej połowie nic na to nie wskazywało. Grający w biało-czerwonych strojach piłkarze SSV, rzadziej wprawdzie, niż ich przeciwnik gościli na polu karnym rywala, ale starali się cały czas dotrzymywać kroku faworytom. Tuż po zmianie połów zdobyli nawet bramkę, która nie została jednak uznana z powodu spalonego. Para napastników o typowo niemieckich nazwiskach: Abou-Chaker – El-Moghrabi rozmontowała defensywę gości w przeciągu 20 minut, co nie było trudne, bowiem już po pierwszej straconej bramce niektórym z jej członków zwyczajnie… odechciało się grać (patrz wspomniany Dei-Kwarteng).

Spotkanie mało co nie zakończyło się rozróbą. Goście byli niezadowoleni (delikatnie mówiąc) z postawy sędziego głównego i jednego z bocznych arbitrów (trzeba przyznać, że wyglądający jak aktorzy z włoskiego filmu, niewielkiego wzrostu rozjemcy niekiedy rzeczywiście wyprawiali dziwne rzeczy) a do tego jeden z graczy BFC obraził ponoć jakimś rasistowskim tekstem czarnoskórego, dosyć impulsywnego obrońcę SSV.

Kanapki i dres Galaty

Z przyjemniejszych wydarzeń warto jeszcze odnotować, że z kolegą Radkiem byliśmy tego dnia najlepszymi klientami miejscowego punktu gastronomicznego o dźwięcznej nazwie Preussen-Imbiss. Panie obsługujące zmarzniętych futbolowych zapaleńców jakby wiedziały, że przyszliśmy na stadion bez śniadania i przyszykowały tyleż smaczne, co efektownie wyglądające kanapki oraz gorącą herbatkę i wiedeńskie paróweczki. A mróz tego poranka był siarczysty! Dlatego też zresztą przerwę meczu spędziliśmy w ciepłej klubowej restauracji.

Choć na jednej ze stron internetowych odnalazłem informację, że na mecz przybyło tylko 26 widzów, to ja naliczyłem ok. 60 osób (i to bez pań od kanapek!). Niestety, mimo szczerych chęci, nie udało mi się dotrzeć do składu gości i listy piłkarzy upomnianych żółtymi kartkami.

A po meczu (m.in. piętrowym autobusem) szybko na trwające już spotkanie Hilalsporu III Berlin. Chociaż przybyliśmy dopiero w ostatniej minucie, i tak zdążyliśmy na ostatnią bramkę. A sędzia tego pojedynku (przeciwnikiem była III. drużyna BSC Reinickendorf), jak na Turka przystało, był moi mili odziany w… dres Galatasaray Stambuł! :D

Groundhopping pur!

>>> Zdjęcia z meczu <<<

statystyki

XIX. kolejka Berlin-Ligi (Berlin, Preussen-Stadion; niedziela 13.12.2009, godz. 11:00)

BFC Preussen Berlin – Spandauer SV 1894 5:0 (0:0)
62. i 67. Abou-Chaker, 71., 82. i 83. El-Moghrabi

Preussen: Maus – Berner (75. Müller), Huke, Beister, Demir (46. Abou-Chaker) – Özdemir, Buchsteiner, Joao , Paulick – Reiss (76. Menge), El-Moghrabi.

Sędziował: Steffen Mehnert
Widzów: ok. 60

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Pozostałe zwiedzone stadiony (zdjęcia):

Türkiyemspor Berlin

Tasmania Berlin

BFC Südring

TuS Makkabi Berlin

BFC Viktoria 1889

Hilalspor Berlin (boisko III. zespołu)

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Wypad do Berlina uznaję za w pełni udany. Chciałbym tam wrócić na wiosnę, by odwiedzić spotkania innych stołecznych klubów: najchętniej 1. FC Union Berlin, BFC Dynama Berlin, Tasmanii Berlin oraz SV Babelsberg 03. A jeśli nadarzy się okazja, wybiorę się też po raz kolejny na Mommsenstadion i mecz TeBe Berlin. Bo tam, na całe szczęście, po nowoczesnym futbolu ciągle nie ma jeszcze śladu…

BFC Preussen (fot. Krzychu)