Knedlo-vepřo-zelo

W Krakowie jako pierwsi, w Pradze jako ostatni

siegl_a_smicer (fot. denik.cz)Już od 85 lat, co roku 1. stycznia w samo południe w Krakowie odbywa się Noworoczny Trening Cracovii, podczas którego rozgrywany jest mecz pomiędzy pierwszym zespołem i rezerwami. Tradycja praskiego sylwestrowego derby nie jest może aż tak długa, bo sięga “tylko” roku 1985, ale i tak myślę, iż warto poświęcić jej kilka akapitów.

Można bowiem powiedzieć, że piłkarze “Pasów” rozpoczynają oficjalnie piłkarski rok a byli gracze Slavii i Sparty Praga oficjalnie go żegnają. A najważniejsze, że wszystko dzieje się na boisku i wszyscy dobrze się bawią!

Jak czytamy o pięknej krakowskiej tradycji  na 90minut.pl , “nie wiadomo kiedy dokładnie odbył się pierwszy Trening Noworoczny – kroniki klubowe tego nie odnotowały. Według ówczesnych piłkarzy pierwszy mecz odbył się na początku lat 20., prawdopodobnie w 1923 lub 1924 roku. Jak chce legenda, “twórcą” tradycji był znakomity obrońca “Pasów” Ludwik Gintel, który wracając nad ranem z kolegami z klubu z balu sylwestrowego, miał rzucić: - No to co, chłopaki, idziemy pograć w piłkę na nasze boisko? I tak się zaczęło…”

>> Więcej o tradycji Treningu Noworocznego na ciekawym blogu Historia Cracovii <<

oo

W tym roku pierwsza drużyna “Pasów” pewnie pokonała zespół Młodej Ekstraklasy 3:0 (0:0) a pierwszą bramkę A.D. 2010 zdobył Dariusz Pawlusiński. Tym razem spotkanie wyjątkowo nie odbyło się na stadionie przy ul. Józefa Kałuży (jak nakazuje tradycja), gdyż ten jest w przebudowie, ale na boisku treningowym przy ul. Wielickiej.

ooo

Silvestrovské derby

Piłkarze, kibice i działacze Cracovii spotykają się na boisku 1. stycznia, natomiast ich odpowiednicy w barwach Sparty i Slavii wychodzą na murawę zawsze dzień wcześniej – 31. grudnia. Od 24 lat rozgrywany jest mecz old-bojów (piłkarzy mających więcej niż 35 lat), a od 2003 roku dodatkowo pojedynek weteranów, czyli tych, którzy skończyli 50 lat (i więcej), który poprzedza jeszcze mecz trampkarzy obu praskich “S”.

Wszystkie trzy pojedynki rozgrywane są w Edenie (dzielnica Praha-Vršovice) na boisku ze sztuczną murawą, wchodzącym w skład kompleksu treningowego Slavii Praga (dosłownie kilkadziesiat metrów od stadionu), odpowiednio o 9:00, 10:00 i 11:00 rano. Dwa ostatnie już przez wiele lat transmitowane są na żywo przez czeską telewizję (niegdyś kanał  ČT2, teraz sportowy ČT4). Przed ich rozpoczęciem minutą ciszy uczczona jest zawsze pamięć wszystkich tych graczy obu klubów, którzy w przeciągu ostatniego roku “powołani zostali do boskiej jedenastki”. Tym razem myśli wszystkich koncentrowały się zwłaszcza na legendzie Slavii – Františku Veselým, który zmarł niedawno – 30 października, a jeszcze rok temu należał do najlepszych podczas sylwestrowego spotkania…

Gwoździem programu jest oczywiście ostatnia potyczka. W jej przerwie odbywa się tradycyjny konkurs, którego uczestnicy mają za zadanie z linii pola karnego trafić piłką w butelkę szampana zawieszoną pod poprzeczką bramki. Od paru lat nikomu się to jednak nie udało.

W tym tzw. derby internacionálů znacznie lepszym bilansem pochwalić się może Slavia, która aż 16 razy cieszyła się ze zwycięstwa (przy czterech wygranych Sparty i trzech remisach). Bilans meczu veteránů był znacznie bardziej wyrównany: 2 zwycięstwa Slavii, 2 triumfy Sparty, 2 remisy. Rok temu mecz graczy po 50-tce wygrała Sparta (5:2) a w spotkaniu ich młodszych kolegów lepsza była Slavia (6:4).

ooo

Gwiazdozbiory

W składach obu zespołów za każdym razem roi się od gwiazd. I w czwartek kibice mogli zobaczyć w akcji wyśmienite nazwiska, które już na zawsze będą miały poczetne miejsce w historii obu klubów.

Wymieniam jednym tchem! Najpierw Sparta: Michal Sova, Boris Kočí, Petr Vrabec (obecnie asystent trenera… Slavii), Michal Horňák, Zdeněk Svoboda, Pavel Černý, Jiří Novotný, Josef Němec, Václav Budka, a także były selekcjoner František Straka i – jak zwykle w roli kapitana – superstrzelec Horst Siegl [na zdjęciu w lewym górnym logu w towarzystwie Vladimíra Šmicera i z lampką szampana w ręce]. Silna ekipa a w ostatniej chwili z udziału w zabawie zrezygnować musieli przecież aktualny prezes Czesko-Morawskiego Związku Piłki Nożnej Ivan Hašek i selekcjoner reprezentacji Czech Michal Bílek oraz trener i menadżer Sparty – Jozef Chovanec!

“Zeszywani” wcale nie prezentowali się gorzej: wspomniany Vladimír Šmicer (debiut, jako że zakończył karierę… 2 miesiące temu – szczegóły już wkrótce), Jiří Jeslínek, Pavel Řehák, Ivo Knoflíček, Pavel Medynský (obecnie w sztabie szkoleniowym mojej Bohemki), Luboš Kozel, Juraj Šimurka, Ivo Ulich, František Veselý junior (syn wspomnianego, zmarłego w tym roku piłkarza-legendy), Miroslav Beránek czy wreszcie Pavel Kuka.

Dwa “gwiazdozbiory” – solidny kawałek historii czeskiej i czechosłowackiej piłki!

o

Knoflíček kontra Berger

Do spotkania weteranów liczniejszy i młodszy jeśli chodzi o średnią wieku skład wystawiła Slavia. Mimo tego wynik otworzył już w pierwszej minucie – Miloslav Denk, tradycyjnie jeden z “katów” vršovickiego zespołu w sylwestrowych pojedynkach. Gospodarze wyrównali dzięki Čápowi, który nie dał najmniejszych szans strzegącemu bramki Sparty Janowi Trněnému. Potem kibice oglądali przepiekną dwójkową akcję Pešice – Berger, po której Slavię uratował słupek. A później już worek z bramkami się rozwiązał: ponownie  Miloslav Denk oraz jego imiennik Mlejnek i Josef Jarolím zdobywali gole dla Sparty, a Václav Hrdlička, Ivo Lubas i Miroslav Beránek dla jej odwiecznego rywala. Sparta mogła jeszcze w końcówce przechylić szalę zwycięstwa na swoją stronę, ale świetnie bronił Juraj Šimurka.

Mecz graczy powyżej 50 lat (2 x 20 minut):

Sparta – Slavia 4:4 (2:2)
1. i 28. Denk, 13. Mlejnek, 35. J. Jarolím – 5. Čáp, 14. Hrdlička, 35. Lubas, 36. Beránek.

Sparta: Trněný – Kotek, Mlejnek, Vojta, Caudr, Denk, Raška, Berger, J. Jarolím, Pešice, Slaný, Čabala. Menedżer: Josef Bartoň.
Slavia: Šimurka – Mareš, Beránek, Čičatka, Lubas, Hrdlička, Šimůnek, Peclinovský, Jebavý, P. Herda, Knoflíček,
Pauřík, Příložný, Čáp, Smrčka. Menedżer: Jan Mareš.

Sędziował: Krondl

Bilans po meczu: 2-3-2

o

Siegl kontra Šmicer

W najważniejszym meczu dnia padł identyczny wynik, jak we wcześniejszym spotkaniu. Tym razem to jednak Slavia jako pierwsza wyszła na prowadzenie, dzięki bramce trenera Střížkova – Jaromíra Jindráčka. Pięć minut później wyrównał Josef Němec. Następnie owacje na trybunach wzbudziła najpierw indywidualna akcja Horsta Siegla, który po dynamicznym minięciu kilku rywali nie potrafił jednak celnie zagrać do Zdeňka Svobody, a później interwencja golkipera Sparty – Jana Sovy, który obronił rzut karny wykonywany przez Pavla Řeháka.

II. połowę zdecydowanie lepiej rozpoczęli “Zeszywani”, wychodząc na prowadzenie 3:1, dzięki dwóm bramkom snajpera Pavla Kuki. Sparta szybko jednak wzięła się do odrabiania strat. Najpierw z rzutu karnego (podyktowanego za… trzy rzuty rożne – działa tu bowiem stara podwórkowa zasada trzy rogi = karny) kontaktowego gola zdobył Zdeněk Svoboda a kilkanaście sekund później do remisu doprowadził efektownym strzałem piętą Josef Němec. Po minucie Sparta zasługą Svobody i jego ładnego technicznego uderzenia z dystansu, po raz pierwszy prowadziła, ale wynik na ostatecznych 4:4 ustalił w 41. minucie Jaroslav Janoušek. W końcówce meczu żółtką kartką (jako jedyny gracz tego dnia) ukarany został jeszcze Slavista Pavel Řehák.

Mecz graczy w wieku 35 – 49 lat (2 x 30 minut):
Slavia – Sparta 4:4 (1:1)
9. Jindráček, 24. i 33. Kuka, 41. Janoušek – 14. i 36. Josef Němec, 35. i 37. Z. Svoboda.

Slavia: Klíma – Medynský, Ondrejčík, Janů, Jeslínek, F. Veselý junior, Šmicer, Řehák, Kozel, Ulich, Luděk Zelenka, Kuka, Janoušek, Jindráček. Menedżer: Jan Mareš.
Sparta: Sova – Vrabec, Novotný, Straka, Horňák, Z. Svoboda, Baranek, Josef Němec, Siegl, Kočí, Černý, Budka. Menedżer: Josef Bartoň.

Sędziował: Zvonič

Bilans po meczu: 16-4-4

o

Nieprawdaż, że i to piękna tradycja?

Do siego roku!!! :)

6 komentarzy do “W Krakowie jako pierwsi, w Pradze jako ostatni”

  1. Teraz dopiero zauważyłem popełnione błędy. Oczywiście powinno być nie “ale”, a “albo” i nie “tom k…”. Czyli ten fragment powinien wyglądać następująco: “albo wreszcie śpiewania (pod adresem Legii) słynnego walczyka Legia to… ” Dalej nawet nie piszę, bo się z tym oczywiście nie zgadzam, poza tym uważam, że ładniejszy jest walczyk pt.”Mistrzem Polski jest Legia…”

    Dodany przez: kubal | 23 Luty, 2010, 22:31
  2. Otóż to, dobrze to ująłeś “fanatyzm w rozsądnych granicach” – to super sprawa! Jeśli ktoś przez dwie godziny kibicuje do upadłego, śpiewa i krzyczy, a potem idzie na piwko obgadać z kolesiami mecz, to w porządku. Jeśli jednak po drodze na mecz niszczy pociąg czy dworzec, następnie demoluje stadion, albo koncentruje się jedynie na obrażaniu przeciwnika, czy to poprzez chamskie lub rasistowskie okrzyki, a na koniec próbuje jeszcze przerwać mecz – taki człowiek nie ma czego szukać na stadionie! Lubie atmosferę stadionu, śpiewam na meczach, ale nigdy nie stoję w kotle. Dlaczego? Bo trudno mi przezwyciężyć opór przez wykrzykiwaniem ciągłego w kierunku gości “wyp…’”, albo “strzelcie kur…” gola, albo (pod adresem Widzewa) “Jude,Jude”, ale wreszcie śpiewania (pod adresem Legii) “słynnego” walczyka “Legia tom k…”. Dlatego też nie dziwie się niektórym “piknikom”, że rzadko śpiewają – przychodzą na mecze z małymi dziećmi – a często połowa tekstów jest niecenzuralna… Marzy mi się (pewnie utopia!), taki mecz np.Legia-Lech czy Wisła-Cracovia, gdzie kibice obu drużyn najpierw się nawzajem pozdrowią (brawami, dziękując za przybycie!), a następnie rozpoczną dwugodzinny doping do upadłego. A przed i po meczu (nie zależnie od wyniku) brawa dla rywala obiektywnej publiczności… Marzenia…

    Dodany przez: kubal | 23 Luty, 2010, 20:14
  3. @KubaL
    Jest rzeczywiście dość spora różnica w mentalności kibiców-Polaków i kibiców-Czechów. Oni są “tylko” pasjonatami, obserwatorami, my w większości wypadków fanatykami (osobiście uważam, że fanatyzm w rozsądnych granicach, to super sprawa!). W przypadku tych tradycyjnych derbów, którym poświęciłem ten wpis, to akurat zaleta Czechów. Na takie spotkania chodzi się z całą rodziną. Tam musi być miło, sielankowo i bezpiecznie. ALE już w “normalnych” meczach, spotkaniach o wysoką stawkę, w pojedynkach ligowych, w których ważne są punkty a nie dobra zabawa, tego polskiego fanatyzmu (choćby szczypty) mi u Czechów bardzo brakuje.

    “Na tym tle widać choćby różnice w poziomie kibicowania – porównanie wypada dla nas wprost koszmarnie!”

    I tak i nie. Znowu to o czym wspomniałem wcześniej. Czasem zdaża się, że ta ich dziwna “ospałość” i “piknikowatosć” mi odpowiada, bo w niektórych meczach jest jak znalazł, do niektórych spotkań najzwyczajniej pasuje. ALE jednak znacznie częściej mnie irytuje i tęsknie za atmosferą, jaka panuje w Polsce. Pierwszy z brzegu przykład: kibice jeżdżący za polską reprezentacją po całym Świecie są istotnymi współtwórcami każdego widowiska piłkarskiego. Wspaniały, nieustanny, fanatyczny doping, pokaz patriotyzmu… Czesi na meczach reprezentacji nie potrafią kibicować. Odśpiewają wspólnie hymn a potem mają dwa okrzyki na krzyż. W ogóle “nie czują bluesa”. Skoro są takie różnice w mentalności, nie ma się potem co dziwić, że u nas (w Grecji, Turcji, Rosji, Chorwacji czy Serbii) jest zadyma za zadymą a w Czechach większe “spięcia” są rzadkością. Tak jak mówię – jak zwykle są plusy i minusy.

    Parafrazując hasło ze znanej reklamy, Czesi są jak… pragnienie, a Polacy jak Sprite. Pragnienie nie ma szans! :))

    “w laickich Czechach, gdzie nikt nie pogardzi przed meczem dobrym browarkiem”
    A i w czasie meczu, bo sprzedaż alkoholu podczas spotkań piłkarskich, jest w Czechach jak najbardziej dozwolona!

    “A swoją drogą to może i Bohemka mogłaby wprowadzić jakiś swój tradycyjny zwyczaj, choćby na mniejszą skalę?”
    Podobnego, meczowego zwyczaju raczej nie będzie, ale mamy inne. Jest np. “Lato z kangurem” czy “Boże Narodzenie z kangurem”, jest mecz hokejowy, w którym wystepują piłkarze Bohemki (praktycznie każdy Czech potrafi jeździć na łyżwach i trzymał w ręku już nie raz hokejowy kij, więc problemy mają tylko cudzoziemcy). Pewnie jeszcze o czymś zapomniałem…

    A tak w ogóle to strasznie ciekawa lista zawodników “oldbojów” – ci stosunkowo młodzi, gracze urodzeni w latach 90-tych, jak Hornak, Smicer czy Zelenka, na moich oczach stali się nagle oldbojami!”

    Czas niestety leci baaardzo szybko… Co raz częściej podziwiać nam przychodzi nie starszych a młodszych od nas piłkarzy. :)

    “Wydaje mi się, iż podział wiekowy obydwu drużyn “starszych Panów” jest nieco umowny, bowiem Ivo Knoflicek urodził się chyba w 1962 roku, zatem w dniu rozegrania meczu miał ukończone “ledwie” 47lat! A może nie chciało mu za dużo biegać i wolał grać w starszej kategorii?”

    Organizatorzy często naginają próg wieku. Wszystko zależy od liczebności zawodników w danych kategoriach wiekowych. Możliwe są więc “transfery” ze starszego zespołu do młodszego lub odwrotnie…

    Pozdrawiam!!!

    Dodany przez: krzychu81 | 23 Luty, 2010, 01:04
  4. Takie właśnie z powodu “drobne” mecze ukazują najpełniej różnice czeskiego i polskiego futbolu. Choć tradycja stosunkowo krótka(25 lat), to pięknie trwa i jest znakomicie reklamowana. 3 mecze o stałej od lat godzinie, z udziałem najmłodszych adeptów futbolu i byłych gwiazd, w miłej i sympatycznej atmosferze, bez chamstwa i przemocy – jaka to znakomita propaganda futbolu! Wprost nie do wyobrażenia jest taki mecz np. w Krakowie czy Warszawie – już wyobrażam sobie co by to się działo i jak to ” kibice” obu drużyn serdecznie się witali, ile by trzeba policji, ochrony i Bóg wie czego…A przecież można by takim spotkaniom nadać odpowiednią rangę, przypomnieć dawne sławy, a cały dochód przeznaczyć na jakiś piękny cel charytatywny… I na takim meczu np. Wisła-Pasy, byłyby całe tłumy, w przeciwieństwie do meczu Cracovia-Młoda Ekstraklasa! Ale o czym marzyć… Póki nie zdechnie ostatni stadionowy bandyta, a na trybunach nie będą śpiewać (nie siedzieć!) normalni kibice, póty takie pomysły będą obumierać. Na tym tle widać choćby różnice w poziomie kibicowania – porównanie wypada dla nas wprost koszmarnie! Pamiętam, jak chyba 2 lata temu pseudokibice Katowic przerwali mecz Baniku – zszokowani Czesi pokazywali to przez kilka dni niemal w każdym serwisie informacyjnym! A więc różnica w jakiejś mentalności czy kulturze….I to jest ciekawe i zarazem smutne – w “katolickiej” Polsce, po śmierci Papieża, 3 dni kibicowskiej zgody, a potem mordobicie na noże – w laickich Czechach, gdzie nikt nie pogardzi przed meczem dobrym browarkiem i kibice lubią twardą, ostrą walkę (na boisku-rzecz jasna)i gdzie też zdarzają się grupy debili, to jednak jest inaczej, nikt nikogo nie zarzyna, a w ruch nie idą kastety…W każdym razie te “sylwestrowe” mecze Sparta-Slavia zaimponowały mi, zresztą jak i cały artykuł. Tak trzymać! A swoją drogą to może i Bohemka mogłaby wprowadzić jakiś swój tradycyjny zwyczaj, choćby na mniejszą skalę? Nie wiem, może jakieś mecze oldbojów na początek/koniec sezonu, np. Bohemians 1905-Żiżkov, albo coś podobnego. Sądzę, iż przy okazji byłaby to znakomita reklama klubu, tworzyła dodatkowy jego splendor, ułatwiała pozyskiwanie sponsorów,itd. A tak w ogóle to strasznie ciekawa lista zawodników “oldbojów” – ci stosunkowo młodzi, gracze urodzeni w latach 90-tych, jak Hornak, Smicer czy Zelenka, na moich oczach stali się nagle oldbojami! Zdumiewające, wszakże tak niedawno było Euro 96 czy mecze praskich klubów w europejskich pucharach drugiej połowy lat 90-tych… Żal tylko, że zabrakło jednego z najlepszych, wielkiego gracza wielkiego klubu i wielkiej (wtedy!) reprezentacji Czechosłowacji… Frantisek Vesely – bo o Nim mowa – jeden z futbolowych gigantów naszych południowych sąsiadów – Cześć Jego Pamięci!
    P.S. Wydaje mi się, iż podział wiekowy obydwu drużyn “starszych Panów” jest nieco umowny, bowiem Ivo Knoflicek urodził się chyba w 1962 roku, zatem w dniu rozegrania meczu miał ukończone “ledwie” 47lat! A może nie chciało mu za dużo biegać i wolał grać w starszej kategorii? Hm.

    Dodany przez: kubal | 20 Luty, 2010, 15:06
  5. Liczbą klubów i rywalizacją pomiędzy nimi, stolica Czech rzeczywiście przypomina dawną stolicę Polski. Dresiarze są, ale bez sprzętu i nie tacy kozacy, jak u nas :)) O “świętej wojnie” pomiędzy Spartą a Slavią mówić więc jeszcze – jak sam piszes NA SZCZĘŚCIE – nie można.

    Tekst o mniejszych praskich klubach planuję. Będzie cały cykl, jak tylko zakończy się seria o czeskich talentach.

    Dodany przez: krzychu81 | 27 Styczeń, 2010, 20:15
  6. Praga chyba w ogólności prezentuje się pod względem futbolowym podobnie do Krakowa. Brak tylko dresów z siekierami i całe szczęście. A moża liczyć na jakiś tekst o tych naprawdę małych praskich klubach, jakichś Admirach, Krcach i im podobnych?

    Dodany przez: 787 | 27 Styczeń, 2010, 12:47

Dodaj komentarz

Subskrypcja via RSS

Nie wiesz o co biega? Zajrzyj tutaj!
...................................................................

Złote usta

"Ten Murzynek się w polu karnym z głodu przewrócił."

Bogusław Kaczmarek

Polecam




...................................................................

Pozdrawiam PZPN!


...................................................................

Najnowsze komentarze

Bohemka je jen jedna!


...................................................................

Partner bloga

...................................................................

Archiwum bloga

Popieram i walczę


...................................................................

Nie samą piłką żyję…