Przeciwko rasizmowi

W małpim gaju

damendoye_insideW miniony czwartek po raz pierwszy wyszedłem ze stadionu jeszcze w czasie trwania meczu. Opuściłem trybuny Letnej chwilę po tym jak Jesper Grønkjær zdobył z rzutu karnego bramkę na 0:3 w spotkaniu Sparta Praga – FC Kopenhaga. I bynajmniej nie dlatego, że Sparta nie miała już szans na awans a na dworze panował kilkunastostopniowy mróz…

W 55. minucie zdecydowaliśmy wraz z dwoma kolegami, że pójdziemy na piwo, bo nie byliśmy już w stanie… wysłuchiwać rasistowskich okrzyków kibiców gospodarzy (panowie Szadkowski, Leniarski i reszta “krzyżowców” z GW, zapamiętajcie proszę, jakiego słowa użyłem, pomimo, że nie zamierzam się w tym tekście o sympatykach Sparty wyrażać pochlebnie) a nie mieliśmy za bardzo możliwości by przenieść się i kontynuować oglądanie spotkania w z innego miejsca.

Ale zacznę od początku.

Jak tylko okazało się, że nie dostałem w pracy wolnego (a niech was <&@#%&#!!!), by pojechać do Wiednia na biało-zielone derby Rapid Wiedeń – Celtic Glasgow w Lidze Europy (odwdzięczyłem się pracodawcy jeszcze tego samego dnia ośmioma godzinami sabotażu ;p) i w ten sposób uroczyście zakończyć moje stadionowe wędrówki A.D. 2009, do rangi symbolicznego, bo ostatniego meczu, jaki miałem oglądnąć na żywo z trybun stadionu w tym roku, urosła potyczka Sparty Praga z FC Kopenhaga w tych samych rozgrywkach. Pojedynek ten rozgrywany był dzień wcześniej niż mecz na wiedeńskim Praterze, i tu żadne wolne od przełożonych oczywiście potrzebne nie było.

Na spotkanie, które miało zadecydować o tym, który z tych dwóch zespołów awansuje do fazy pucharowej nowo powstałych europejskich rozgrywek (gospodarze musieli wygrać, gościom wystarczał remis) wybrałem się z dwoma znajomymi. Trzeci, Węgier, kibic Ferencvarosu Budapest, zrezygnował z powodu wyjątkowo fatalnej pogody (śnieg z deszczem, wiatr a przede wszystkim spory mróz).

Polak, Czech i Słowak

Pierwszy z mych znajomych, to Peter. Ten sam, z którym byłem kiedyś na meczu Ligi Mistrzów Bayern – Juventus. Peter jest Słowakiem, który jednak większość życia spędził w Brnie. Chodził na tamtejszą Zbrojovkę (potem Boby, jeszcze później Stavo Artikel, a teraz 1. FC) jeszcze w czasach, kiedy stadion Za Lužánkami podczas meczów przeciwko Sparcie czy Slavii wypełniało nawet 25-30 tysięcy widzów. Od paru lat mieszka w Pradze, a że bez futbolu wytrzymać nie potrafi, najpierw zaczął pojawiać się na meczach Sparty (paradoksalnie przestał na nią chodzić właśnie z powodu jej kibiców) a od dwóch sezonów jest (szczęśliwym?) posiadaczem karnetu na Viktorię Žižkov (sympatyków obu klubów łączy pewien rodzaj… hmm… “przyjaźni”). Poza tym jest wielkim fanem Olympique Marsylia. Jest nawet współzałożycielem czesko-słowackiego fan clubu i współtwórcą serwisu internetowego tego zespołu.

Drugi ziomek, który mi tego wieczora towarzyszył, to Tomáš – Czech, który z kolei większość życia spędził z rodziną za wielką wodą, na emigracji w Kanadzie (popularna destynacja dla tych, którzy za komunistów musieli uciekać z kraju nad Wełtawą; patrz choćby słynny czeski pisarz Josef Škvorecký). W Czechach trzyma kciuki za Slavię Praga (od czasu do czasu bywał i na Bohemce) w Kanadzie – i ta miłość chyba jest mimo wszystko większa – za beniaminka MLS (oj w mordę, co to za straszna liga!), FC Toronto (w tym mieście mieszkał). Oczywiście nie są mu też obojętne losy reprezentacji obu krajów a i jego wiedza o… polskim futbolu nie kończy się na Legii, Lechu, Wiśle i Radzińskim z Klukowskim.

Zastanawiacie się może, po co Wam obu tych panów przedstawiam. Ano po to, żeby pokazać, że nie tylko ja – 26-letni Polaks, ale i ludzie urodzeni w innych krajach, wychowani w innej kulturze, mający inną mentalność i inne niż ja piłkarskie “doświadczenia”, byli w miniony czwartek zniesmaczeni i zdegustowani tym co zobaczyli i usłyszeli…

Spotkanie – mimo złej pogody i transmisji telewizyjnej – cieszyło się sporym zainteresowaniem. Bilety, szczególnie na te atrakcyjniejsze miejsca, łatwiej było kupić u koników przed stadionem niż w kasach. I my nabyliśmy je tą pierwszą drogą, płacąc pewnemu obrotnemu sprzedawcy po 300 koron za wejściówkę (obie strony tej transakcji były zadowolone: on na biletach, które uprzednio dostał za darmo zarobił 900 koron a my i tak zaoszczędziliśmy po dwie stówki na jednym, bo w kasach sprzedawano je za pół tysiąca). Choć trafiły nam się w ten sposób całkiem dobre miejscówki (górna część przeciwległej trybuny), to jednak już przed meczem miałem pewne obawy, wiedząc, że sektor H41, do którego mamy się udać, położony jest w bliskim sąsiedztwie młyna gospodarzy…

Na początku nie było tak źle, nie licząc oczywiście tego, że jako kibic Bohemians 1905 nie czułem się okrążony fanami Sparty najlepiej. Ale nie była to przecież ma pierwsza wizyta po “tej gorszej stronie Wełtawy”. Chodziłem tam na mecze najczęściej w europejskich pucharach. Zawsze kibicowałem rywalom (bo to przeważnie z ich powodu tam gościłem) lub – w najgorszym wypadku – byłem bezstronny. Myślałem więc, że widziałem tam już wszystko i do wszystkiego się też przyzwyczaiłem. Nawet do wyjątkowo popieprzonej ochrony w sektorze dla gości (coś na ten temat mogliby powiedzieć kibice GieKSy, a wspomnienia mają dość świeże), ubranej zresztą od stóp do głów w ciuszki made by Thor Steinar (fuck!).

Z kamerą wśród zwierząt

Na trybunach było spokojnie (aż dziw bierze, że przez taki szmat czasu ani razu nie usłyszeliśmy ulubionego okrzyku miejscowego młyna, tj. “Jude Slavie, Jude Slavie”!) do momentu, w którym Senegalczyk Dame N’Doye (na zdjęciu w lewym górnym rogu) nie zdobył w przeciągu 8 minut dwóch bramek dla Duńczyków, ściągając w ten sposób na siebie “gniew” tej upośledzonej części bywalców letenskiego stadionu. Od tamtego momentu, za każdym razem gdy N’Doye był przy piłce lub tylko w jej pobliżu, z trybun głównie w tej części stadionu, gdzie i my się znajdowaliśmy słychać było dobrze znane również z polskich stadionów naśladowanie odgłosów wydawanych przez małpy. Okrzykom “- Hu, hu, hu, hu, hu!” w przypadku niektórych bezmózgów towarzyszyły podskoki, dziwne machanie rękami i drapanie się po głowie (trzeba przyznać, że znajomość zwyczajów ssaków człekokształtnych wśród miejscowych fanów rzeczywiście imponująca! Czyżby wynieśli to z domu?).

Nowa “zabawa” tak się co po niektórym spodobała, że zaczęli huczeć nawet na… swojego (?!) czarnoskórego napastnika, Bony’ego Wilfrieda, który rozgrywał tego dnia, podobnie zresztą jak i reszta graczy Sparty, wyjątkowo słabe spotkanie. “- Ściągnij już tego negra!” – wołał do trenera Chovanca koleś stojący dwa rzędy niżej niż my (wcześniej pewnie skakał najwyżej i najgłośniej darł swoją mordę po każdej z 10 bramek zdobytych w tym sezonie przez snajpera z Wybrzeża Kości Słoniowej). A żeby było śmiesznie (choć to śmiech przez łzy raczej), w tym ferworze obrażania czarnoskórych graczy, oberwało się też byłemu zawodnikowi Sparty (obok Libora Sionko jednemu z dwóch, którzy pojawili się na boisku w barwach gości), reprezentantowi Czech Zdenkovi Pospěchovi. Jak przeczytałem w jednej z pomeczowych relacji, ponoć za to, że dwa razy zbyt długo wiązał sobie sznurówki… W jego przypadku buczeniu i gwizdom towarzyszyły okrzyki… “- Smrt Baníku!” (Pospěch grał w Ostrawie przed przyjściem do ACS). Co ciekawe podczas przedmeczowej prezentacji składów piłkarza tego (ci sami ludzie!!!) powitali gromkimi brawami…

“- Jacy wy wszyscy jesteście śmieszni” - pomyślałem. Ot, małe zakompleksione pepiczki, którym w głowach się nie mieści, że “małpa” może strzelić ich “wielkiemu” (w I. połowie Sparta nie miała ani jednego bodaj strzału w światło bramki) klubowi dwie bramki. Dowcip polega jednak na tym, że tamtego wieczora małpy nie biegały po boisku, ale siedziały na trybunach!

Jak pewnie niektórzy z Was zauważyli, nigdy jeszcze na łamach tego bloga nie napisałem złego słowa o kibicach. Nie napisałem, bo nie przeszkadzają mi “trzecie połowy” chuliganów, bo z wielkim szacunkiem i podziwem obserwuję wszystkie grupy ultras(ów), ich działalność i oprawy, bo tak jak wielu z nich i ja  nienawidzę psów, bo walczę przeciwko nowoczesnemu futbolowi w myśl hasła “piłka nożna dla kibiców”. Ale rasizm mi przeszkadza i już zawsze przeszkadzać będzie! Na rasizm staram się w miarę możliwości nie pozwalać, a jeśli się nie da, tak jak w tamten czwartek, po prostu wychodzę.  To taki mój mały protest, rodzaj bojkotu.

I nie żebym się skarżył, nie żebym płakał, bo w życiu i na stadionach widziałem i słyszałem już wiele, i mało co mnie zaskoczy, a do tego jestem przecież z Polski – krainy miodem, mlekiem i rasizmem płynącej. Ja tylko nie chcę brać w tym udziału. Nie chcę może dlatego, że sam bardzo długo uczyłem się (i wciąż się uczę) tolerancji (potem przyjdzie czas, by poradzić sobie z antysemityzmem, a na końcu – chyba będzie najtrudniej – by ostatecznie zwalczyć w sobie homofobię). A może dlatego, że mam kilkunastu kolegów o innym niż biały kolorze skóry? Albo dlatego, że jako człowiek wykształcony i bywający w cywilizowanym świecie wiem, że rasizm to już przeżytek, oznaka słabości, nie mająca w XXI w. racji bytu.

Jedno jest pewne: na stadion Sparty szybko nie wrócę. W rundzie jesiennej pojawię się tam tylko w przypadku meczu reprezentacji Czech (nie pójdę na derby Sparta – Slavia, choć planowałem, a Bohemka na szczęście już tam w tym sezonie grała). Nigdy nie byłem bowiem wielkim zwolennikiem programu “Z kamerą wśród zwierząt”…

koniec

P.S. Fotka z małpami w roli kibiców Sparty, którą dołączyłem do tego tekstu, nie jest wbrew pozorom moim dziełem, ale krąży po sieci już od paru ładnych lat. Miałem ją na kompie od kilkunastu miesięcy, jednocześnie licząc jednak, że nigdy nie będę jej musiał wykorzystać…

Brak komentarzy do “W małpim gaju”


Dodaj komentarz

Subskrypcja via RSS

Nie wiesz o co biega? Zajrzyj tutaj!
...................................................................

Złote usta

"Czym się różni burdel i mafia od PZPN? W dwóch pierwszych instytucjach jest jakiś porządek!"

Jan Tomaszewski

Polecam




...................................................................

Pozdrawiam PZPN!


...................................................................

Najnowsze komentarze

Bohemka je jen jedna!


...................................................................

Partner bloga

...................................................................

Archiwum bloga

Popieram i walczę


...................................................................

Nie samą piłką żyję…