Bohemka z Vršovic

Ten pierwszy raz

stadion strahovPierwszy raz w tym sezonie zabraknie mnie na ligowym meczu Bohemians 1905. Mam zapalenie oskrzeli, biorę antybiotyki, cały niemal tydzień byłem na zwolnieniu lekarskim. Dziś gramy z Kladnem za tydzień derby ze Spartą Praga. W dobie wszystkich tych “zwierzęcych odmian” grypy wolę nie ryzykować, zostać w domu teraz, ale za to wesprzeć Bohemkę za tydzień.

Decyzja nie była łatwa. W końcu chodzi o przerwanie serii, która swój początek ma gdzieś w pierwszych miesiącach 2008 roku. Od wtorku robiłem więc wszystko, by na sobotę być ready. Pokonałem katar, pokonałem gorączkę, ale ten okrutny kaszel pozostał. Chyrlam jak stary gruźlik! Mój lekarz podczas wczorajszej kontroli przepisał więc antybiotyk i powiedział, że najgorsze co mogłoby się teraz stać, to ten kaszel przeziębić… Nie ryzykuję więc i mecz obejrzę w Internecie (obraz Czeskiej Telewizji + subiektywny komentarz z Radia Bohemka). Bez piwa, kiełbasy a przede wszystkim znajomych będzie jakoś tak dziwnie, ale co zrobić…

To będzie spotkanie o przysłowiowe “sześć punktów”, bo Kladno tak jak my broni się przed spadkiem. Teoretycznie to oni są gospodzarzem tego meczu, ale w związku z tym, że nie posiadają podgrzewanej murawy (znowu tak jak i my), muszą grać dziś w Pradze na Strahovie (chory wymysł ČMFS, bo na dworze jest teraz jakieś 15°C). Górujący nad miastem Stadion im. Evžena Rošickiego (na fotce u góry) nazywany jest potocznie větrnou hůrkou, czyli wietrzną górką. Zawsze pizga tam bowiem ze wszystkich i na wszystkie strony. To kolejny argument by ludzie z zapaleniem oskrzeli zostali w domu. :)

Już od wczoraj dzwonią i piszą kumple, pytając gdzie i jak się spotkamy, dokąd pójdziemy po meczu na piwo itp. Gdy mówię, że tym razem mnie zabraknie nie mogą się nadziwić, bo są przyzwyczajeni, że tam gdzie Bohemka, tam i ja… Jeden z nich widział mnie podobno w piątek w gazecie. Chodzi o zdjęcie w kolorowym magazynie załączanym do dziennika Sport. Jestem tam ponoć w żółtej koszulce B1905, na drugim planie, ale podobno dobrze widoczny. Fotkę wycina już dla mnie jego kilkuletnia córeczka. Dostanę ją w prezencie. :)

A od graczy Bohemki i naszego trenera chciałbym z kolei podarunek w postaci zwycięstwa. Wiem, że będzie ciężko. Zagramy bez pięciu zawodników pierwszego składu. Najgorsze jest to, że pośród pauzujących jest też… trzech naszych najlepszych strzelców (o liczbę zdobytych przez nich bramek nawet nie pytajcie, bo nie ma się czym chwalić). Tak czy inacze – Forza Bohemians!!!

Niestety choroba pokrzyżowała mi także niedzielne plany turystyczne. Wybierałem się bowiem do Bratysławy na derby słowackiej stolicy: FC Artmedia Bratislava – Slovan Bratislava. Mecz miał być rozegrany na obiekcie Pasienky, stadionie nie istniejącego już Interu Bratysława. To miała być moja pierwsza wizyta na meczu słowackiej Corgoň ligi, od razu derby i to w dodatku na stadionie, który już niedługo również prawdopodobnie przestanie istnieć. I z tak ciekawie zapowiadającego się wyjazdu niestety wyszły nici. :((

No nic. Trudno. Pocieszam się, że lepiej być chorym na zapalenie oskrzeli, niż oszustem, który gra w piłkę nożną rękami! :P No i nie ma tego złego, co by na dobre nie wyszło. Może jak posiedzę w domu, to nadrobię w końcu blogowe zaległości.

Miłego weekendu!

Brak komentarzy do “Ten pierwszy raz”


Dodaj komentarz

Subskrypcja via RSS

Nie wiesz o co biega? Zajrzyj tutaj!
...................................................................

Złote usta

"Stadion w Dortmundzie wypełniony po ostatnie miejsce, chociaż widzimy jeszcze kilka wolnych miejsc."

Dariusz Szpakowski

Polecam




...................................................................

Pozdrawiam PZPN!


...................................................................

Najnowsze komentarze

Bohemka je jen jedna!


...................................................................

Partner bloga

...................................................................

Archiwum bloga

Popieram i walczę


...................................................................

Nie samą piłką żyję…