Kibicowałem wczoraj Irlandczykom. Chciałem, by doszło do rzutów karnych, podczas których marzenia o Mundialu naszpikowanej gwiazdami, a mimo to grającej piach reprezentacji żabojadów rozbiłyby się o jednego z najlepszych bramkarzy angielskiej Premiership ostatniej dekady – Shay’a Givena. Niestety na boisku był złodziej! Perfidny oszust!
Francuz Thierry Henry był dla mnie zawsze wyjątkowym napastnikiem. Podziwiałem go już za czasów jego występów w AS Monaco. Potem – choć wyżej stawiałem innych snajperów w barwach Kanonierów: Iana Wrighta z Dennisem Bergkampem – cieszyłem swe oczy bramkami, jakie zdobywał na Highbury, bo w Anglii to właśnie z Arsenalem sympatyzuję. Gdy zamienił Londyn na Barcelonę i w pierwszym sezonie w Hiszpanii nie szło mu najlepiej, ściskałem za niego kciuki i wierzyłem, że i w Katalonii wkrótce udowodni wszystkim, że to PAN PIŁKARZ.
Uważałem go za jednego z nielicznych futbolowych dżentelmenów. Jeśli mnie pamięć nie myli, na symulowaniu faulu przyłapałem go może ze dwa-trzy razy – trzeba przyznać rzadkość wśród najlepszych napastników globu. Szanowałem za zaangażowanie w walkę z rasizmem (kampania “Stand Up Speak Up”), za pomoc chorym na AIDS i Mukowiscydozę, za to, że jest jednym ze światowych ambasadorów UNICEF-u. Jednym słowem uznawałem go za ideał na boisku, ideał poza nim, za jednego z ostatnich sportowców, od których oczekiwałbym niesportowego zachowania…
To dlatego wczoraj tak bardzo mnie zaskoczył!
I jest teraz dla mnie kapitan (czy kapitan nie równa się autorytet?!) reprezentacji Trójkolorowych zwykłym oszustem i złodziejem. Bo jak inaczej nazwać kogoś, kto w prezeciągu sekundy dwukrotnie łamie podstawową regułę gry w piłkę NOŻNĄ, robi to umyślnie, z premedytacją i jeszcze czerpie z tego korzyści?
Jeśli myślicie, że jestem marzycielem, niepoprawnym optymistą, czy wreszcie zwykłym idiotą, wierząc że Henry przyzna się do gry nie fair i przeprosi tuż po golu, to… macie rację. Jestem marzycielem, niepoprawnym optymistą, zwykłym idiotą. Wczoraj przez ułamek sekundy na to liczyłem, przez chwilę tak właśnie myślałem! Cały czas bowiem szukam staram się szukać ducha fair play, tam gdzie coraz rzadziej można go znaleźć – w nowoczesnej skurwionej przez wielką kasą piłce (to na wypadek, gdyby ktoś nadal zastanawiał się, dlaczego nieniejszy wpis znalazł się w kategorii “No al calcio mod€rno”).
Śmieszą mnie komentarze w stylu “na jego miejscu każdy by tak zrobił”. Właśnie, że nie każdy. Gerard Cieślik, Paolo Di Canio, Robbie Fowler, Costin Lazar – kumaci będą wiedzieć dlaczego przytoczyłem akurat te nazwiska, będą wiedzieć o jakie sytuacje mi chodzi.

Popatrzcie drogie dzieci, o właśnie tak wygląda oszust i złodziej! (fot. blogs.reuters.com)
Nie od dziś wiadomo jednak, że bossom z FIFA i UEFA występ Francji w RPA “opłacał się” o wiele bardziej niż awans Irlandczyków. Jestem ciekaw, czy gdyby sytuacja była odwrotna, i dziś to Wyspiarze po zagraniu ręką Keane’a i golu np. Richarda Dunne’a cieszyliby się z wyjazdu na MŚ 2010, Platini i Blatter (ręka rękę myje) na 24 godziny po meczu także siedzieliby cicho?!
Piłkarze i kibice z Zielonej Wyspy zostali oszukani. Najbardziej jednak szkoda mi selekcjonera Trapattoniego (przy wszystkich jego dokonaniach, Domenech wypada jak biedny krewny z Kazachstanu, bo z drużyną w takim składzie nawet Stefan Majewski osiagnąłby więcej!). Włoch to PAN TRENER. Specjalista wysokiej klasy. Człowiek o siwej czuprynie, który z nie jednego już piłkarskiego pieca jadł chleb i który zwyczajnie nie zasłużył sobie na taki koniec eliminacji.
Irlandczykom szansy na awans do afrykańskiego Mundialu nic ani nikt już nie wróci (nie wierzę, że spotkanie mogłoby zostać powtórzone). Dla mnie satysfakcją byłaby jednak kara dla napastnika Barcy. Powiedzmy dyskwalifikacja – pauza w trzech meczach o punkty. Oznaczałoby to, iż oszust nie pograłby sobie w meczach grupowych żabojadów w Afryce, a być może i w całym Mundialu, bo z taką grą, jaką Francuzi prezentują (z całym szacunkeim, ale w eliminacjach nie zagrali żadnego dobrego pojedynku), nie jest wykluczone, że – podobnie jak w Japonii i Korei w 2002 roku – do fazy pucharowej nawet nie przebrną…
A co o swoim popisie powiedział sam Henry?
- Będę z wami szczery, zagrałem ręką. Ale to nie ja jestem sędzią. Grałem, bo sędzia na to pozwolił. Wszelkie pytania należy kierować do niego.
Parafrazując:
- Będę z wami szczery, ukradłem temu dziecku lizaka. Ale to nie ja jestem jego matką. Ukradłem, bo jego rodzice na to pozwolili. Wszelkie pytania należy kierować do nich.
Jeśli popełnisz więc przestępstwo a nie zostaniesz na nim złapany, przestępstwa nie ma!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
(…) Wielki sportowiec Thierry Henry, który oszukał, by wygrać jeszcze jeden mecz. Był już mistrzem świata, był mistrzem Europy, wygrywał Ligę Mistrzów, wygrywał najsilniejsze ligi – angielską i hiszpańską, bawił się futbolem w dwóch zjawiskowych drużynach – Arsenalu i Barcelonie. Dorobkiem bije Messiego i Ronaldo razem wziętych, nie znajdziecie wśród aktywnych piłkarzy kogoś, kto dostałby od futbolu więcej.
A jednak Henry tak bardzo chciał wygrać jeszcze raz, że oszukał. Na oczach, jak szacuję, dziesiątek milionów widzów. Nie on pierwszy, nie on ostatni. (…)
/Rafał Stec, “Dlaczego Henry oszukał”/
Nie często zdarza mi się pisać na emocjach, ale szlag mnie trafia jak po raz kolejny oglądam, w jaki sposób Francuzi awansowali, kosztem Irlandii, na mistrzostwa. Pomijam fakt ich popisów w grupie. Francuzi grali tam jeszcze gorzej, niż na ostatnim Euro. Doczłapali się do baraży, w których potrzeba było perfidnego oszustwa, aby wyrzucić Irlandczyków za burtę.
Henry, aby podać piłkę do Gallasa, dwukrotnie, w ciągu ułamka sekundy, podbił piłkę ręką przed końcową linią boiska. Nie mieści mi się to w głowie, bo do wczoraj miałem go za prawdziwego boiskowego gentelmana. Człowiek, który osiągnął już w piłce wszystko, zniżył się do poziomu podwórkowego kopacza. (…)
/Łukasz Anczyk, “Ręka Boga 2″/
Ewidentnie błędna decyzja sędziego, który uznał bramkę, była przeciwna duchowi i naturze sportu i teraz żądamy od FIFA, jako organu zarządzającego światowym futbolem, by zarządziła powtórzenie tego spotkania (…)
/fragment wniosku Irlandzkiej Federacji Piłkarskiej skierowanego do FIFA/
















i zapomniałbym, podpis pod fotką z bloga Reutera w dziesiątkę :)
merde! putin! tyle mam do powiedzenia. I nie żałuję nawet, że więcej z tego języka nie pamiętam. To jedna z tych chwil, kiedy człowiekowi padają ideały. Jak ta 87. minuta w meczu Wisły z PAO…
Oj, nie jestem pewien: http://www.myfootballway.com/2009/09/19/experiment-failed/
Gdyby za linia końcową stał jeden z dwóch dodatkowych arbitrów, którzy ostatnio byli testowani w Lidze Europejskiej, to problemu by nie było ;)