Clipboard044444444Tydzień temu w Ďolíčku, w zeszłą sobotę na boisku Lokomotivy Vršovice a wczoraj w Ołomuńcu – wszędzie tam byłem z moją Bohemką. Najpierw jako świadek pierwszej w tym sezonie porażki, potem widziałem wysokie zwycięstwo naszych rezerw występujących w Divize A (IV. liga), natomiast wczoraj wreszcie doczekałem się premierowego gola!
O wyprawie na mecz rezerw napiszę co nieco na Miniblogu. W niniejszym poście opiszę jedynie oba mecze pierwszoligowe. Jak pewnie zauważyliście, relacje ze spotkań Bohemki zawsze idą parami. Ostatnio Brno i Sralta, teraz Jablonec i Sigma.

Według terminarza, zarówno Bohemka, jak i nasz sąsiad z VršovicSlavia Praga (nasze stadiony dzieli troszkę ponad kilometr, lub jak kto woli – dwa przystanki tramwajowe) miały swe mecze rozpoczynać tego samego dnia, o tej samej godzinie. By jednak uniknąć problemów z komunikacją (korki!), by policja, znana także pod artystycznym pseudonimem A.C.A.B., dała radę ogarnąć to wszystko, i wreszcie także po to by – ponoć?! – umożliwić co niektórym Slavistom oglądnięcie meczu B1905 a Bohemakom wizytę w Edenie (tego wieczora mistrz Czech podejmował znienawidzony przez nas Střizkov) nasze spotkanie z Jabloncem rozpoczęło się o godzinę wcześniej, tj. już o 16:00 a pojedynek „Zeszywanych” z „Kompresorami” przesunięto na 19:00.

Jablonec, czyli nie chwal obrońcy przed zachodem słońca

Ogólnie misterny plan „centrali” wypalił. Problemów z komunikacją nie było, „psy” ogarnęły to, co ogarnąć miały (zuch chłopaki!), kilkudziesięciu czerwono-białych odwiedziło Ďolíček a kilkudziesięciu zielono-biało-zielonych wspomogło piłkarzy i fanów SKS w meczu przeciwko kurwom i złodziejom. Ja do Edenu się nie wybrałem. Dałem pierszeństwo pomeczowemu piwku z kumplami w restauracji „U pštrosa” (Pod strusiem).

muzeum_i_drsek

W przerwie można było oglądać eksponaty w nowootwartym muzeum Bohemki (z lewej). Z kolei w pierwszej i drugiej połowie świetną grę Pavla Drska na stoperze. Ten radził sobie zarówno ze "starym wyjadaczem" Zelenką (w środku), jak i z "młodym wilkiem" Nešporem (z prawej). /fot. Dimír Šťastný/

Ale ja tu o tym co po meczu, a nie napisałem nic, co było przed i w trakcie…

Otóż na pojedynek w ramach III. kolejki Gambrinus Ligi stawiłem się tym razem ze sporym wyprzedzeniem, by zachłysnąć się specyficzną atmosferą specyficznego stadionu, odwiedzanego przez specyficznych ludzi. Tuż przy drewnianej budce z piwem w młynie gospodarzy ujrzałem Vasyla, który popijał już złoty napój, racząc swe oczka i mózg lekturą najnowszego magazynu „Klokan” (wychodzi w dniu każdego naszego meczu w Ďolíčku, jest wypasionym – jak na czeskie warunki – programem meczowym). Jego półtoraletnia córeczka spała w tym czasie w wózeczku, w cieniu rosnących za płotem wierzb (Bohemka jest jednym z tych klubów, które zadają kłam wszelkim teoriom spiskowym o różnorakich niebezpieczeństwach czyhających na dzieci na piłkarskich stadionach, które tak umiłowali sobie co niektórzy polscy dziennikarze).

bara

Na trybunie głównej mistrzyni świata, złota medalistka igrzysk olimpijskich i rekordzistka świata w rzucie oszczepem - Barbora Špotáková. /fot. Dimír Šťastný/

Za chwilę i ja miałem w rączkach kelimek z zimnym napojem rozmownym, a że dobiegała już 15:30, a ja byłem wciąż bez obiadu, postanowiłem (wbrew tradycji!) wciągnąć nie kiełbasę z grilla (tę miałem na śniadanie), ale placki ziemniaczane (a właściwie bramboráčky, to jest ich pomniejszone wersje). Te były nadspodziewanie dobre, o czy świadczą statystyki: pięć spożytych placków przed meczem, trzy w czasie przerwy, dwa w drugiej połowie i dodatkowe dwa po meczu! :)

Może dziwicie się, że cały akapit poświęciłem jedzeniu, ale to zabieg zamierzony. Na boisku znowu bowiem niewiele ciekawego się działo (dlaczego ponownie to w pierwszej a nie w drugiej połowie nasi grali na naszą trybunę?!), a ja przecież muszę czymś zapełnić tę relację.

100809_0851_IMG_0065

Na boisko powrócił ulubieniec publiczności, węgierski lewoskrzydłowy Feren Róth. /fot. Dimír Šťastný/

Słaby mecz umilaliśmy więc sobie pogawędkami towarzyskimi, staniem w kolejce po piwo, wyzywaniem sędziego i polewaniem piwem nastoletniego kolesia, który – samobójca!!! – przyszedł na mecz w koszulce Sralty Praga (debili nie sieją).

Podczas jednej ze wspomnianych dyskusji, z kumplem z Drezna (ten Niemiec jest równie pojebany szalony jak ja i jeździ za Bohemką niemal wszędzie, często z żoną i dzieckiem) popełniliśmy zasadniczy błąd. Otóż niemal w tym samym momencie obaj pochwaliliśmy naszego Żorża, czyli lewego obrońcę Jirkę Rychlíka (a jak wiadomo, nie chwali się dnia przed zachodem słońca i obrońcy przed końcem meczu), który trzy sekundy później tak lekko zagrał do własnego bramkarza, że zanim piłka do niego doleciała, bez problemu zdąrzył przejąć ją napastnik gości i równie bezproblemowo wpakować do pustej bramki… /aaa, już wiem dlaczego te placki w przerwie smakowały ciut gorzej niż te przed meczem!/

A że druga połowa to w naszym wykonaniu jeszcze większa „padaka” niż ta pierwsza, premierowa porażka w sezonie 2009/2010 (oby ostatnia, oby ostatnia, oby ostatnia, oby…) stała się faktem (dziś już faktem historycznym). Graliśmy jakby na boisku nie było drugiej linii. Bramkarz i obrońcy posyłali długie piłki do przodu a tam napastnicy – mimo szczerych chęci – w ogóle nie radzili sobie z defensorami gości.

Podsumowując. Minusy to porażka na własnym boisku, kolejny mecz bez zdobytej bramki, kolejne słabe spotkanie w naszym wykonaniu (choć i tak o niebo lepsze niż mecz na Letnej), kontuzja Štohanzla (na szczęście nie okazała się poważna). Plusy to całkiem dobra atmosfera (zarówno my, jak i goście na mocne cztery), otwarcie muzeum Bohemki, powrót do gry Ferenca Rótha i oczywiście odkrycie wybornych placków ziemniaczanych. No i cieszę się, że mogłem oglądać w akcji Pavla Drska, bez wątpienia jednego z najlepszych stoperów tutejszej ligi (w przeciwieństwie do naszego Kaufmana widać po nim, że był kiedyś na saksach w Niemczech)

Bohemians 1905 – FK Jablonec 0:1 (0:1)
40. Vošahlík.

Bohemka: Sňozík – Rychlík, Lukáš, Nikl, Jindřišek – Štohanzl (59. Šisler), Adam, Kaufman, Róth (54. Bartek) – Hartig, Zelenka (71. Nešpor). Trener: Pavel Hoftych.

Jablonec: Špit – Zábojník, Huber, Drsek, Krejčí – Haurdič, Pavlík, Loučka (71.Eliáš), Jablonský (74. Kovařík) – Vošahlík (85. Vukovič), Lafata. Trener: František Komňacký.

Żółte kartki: Šísler, Hartig – Pavlík, Vošahlík
Sędziował: Matějek
Widzów: 6914

Clipboard03333333333333

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Sigma, czyli on the road again

Clipboard0222222222222222

Cienka postawa w pierwszych trzech kolejkach, plus daleki co dla niektórych wyjazd (pierwszy w tym sezonie, bo tramwajowej wycieczki na Sraltę nie liczę), plus trwające wakacje, plus nieziemski upał sprawiły, że w środku ostatniego tygodnia wydawało się, że Bohemkę w Ołomuńcu wesprze tylko „symboliczna” 40-50 osobowa grupa fanów (dla nas takie liczby to wstyd, dla całej ligi – prócz Slavii, Baníku, Sralty, Liberca, Brna i Slovácka – to norma lub nawet wielki sukces). Im bliżej weekendu jednak, tym chętnych na szcęście przybywało. Ostatecznie ponad 30 sztuk pojechało porannym pociągiem, 17 (w tym i ja) mikrobusem, kilkadziesiąt osób autami a kolejną setkę utworzyli fani Bohemki z Moraw. Około 200 osób to całkiem słuszna ekipa.

170809_1557_IMG_0132

Nareszcie!!! Jan Štohanzl i gol po 296 minutach posuchy. /fot. Dimír Šťastný/

Tym razem nie wziąłem ze sobą na drogę ani gazety, ani książki, ani odtwarzacza mp3, więc przez 3 godziny (przerw na stacjach benzynowych i czasu na wszamanie na tradycyjnym postoju jak zwykle przepysznego kapuśniaka z wędzonym mięsem i grzybami nie liczę) rozmyślałem, bawiłem się otworem… klimatyzacyjnym (haha, mam was, wy zbereźnicy!), a że był upał, a człowiek przecież nie wielbłąd i pić musi – kupowałem piwo co raz to innej marki i czytałem opisy na puszce/butelce (zawartości oczywiście za kołnierz nie wylewałem).

Cel podróży został osiągnięty na jakieś 35 minut przed pierwszym gwizdkiem. Przeznaczony dla nas sektor zapełnił się w połowie. Słońce dawało się w wyznaki przez całą I. częśćź meczu (mimo to żadna z pań nie dała się namówić na ściągnięcie koszulki), więc połączyliśmy przyjemne z pożytecznym: opalanie się i śledzenie rozgrzewki naszych pupili. Co ciekawe, gdy po raz ostatni byłem z Bohemką na tym stadionie (sezon 2007/2008), walczyliśmy dla odmiany z… kilkustopniowym mrozem (na powierzchni piwa pojawiał się cienki lód – jak bum cyk cyk!), potęgowanym jeszcze przez porywisty wiatr (czuliśmy się jak wojsko Napoleona w Rosji). Teraz sytuacja przeciwna (czuliśmy się jak wojsko gen. Rommela w Afryce).

Pierwsze 20 minut potyczki to wielka przewaga gospodarzy, udokumentowana zresztą golem Ordoša po – Panie, zmiłuj się! – niemal identycznym jak ten Rychlíka tydzień wcześniej – błędzie naszego kapitana Marka Nikla (znowu former Bundesliga player). Ordoš to zresztą persona wszystkim fanom Bohemki starszym niż sezon rok dobrze znana („Neserte se, do Ordoše, neserte se do Ordoše! Ordoš to je naše hvězda, neserte se do Ordoše!”). Chłopak – tyleż wysoki co drewniany – grał u nas w ostatni pierwszoligowym sezonie. Po naszym spadku do II. ligi został sprzedany do Sigmy za sporą kasę i… to jego największy plus (osobiście nigdy go nie lubiałem).

Nasze prośby o strzelenie bramki (na początku meczu dodatkowo również choreo „Klokan bez gola? To k***a nejde!”) przyniosły rezultat już osiem minut później. Dośrodkowanie w pole karne Drobisza, jakieś zamieszanie, mały chaosik, Jan Štohanzl (gra chyba najrówniej od początku sezonu) i wyrównanie! A nasz sektor w ekstazie!!!

powroty

W niedzielne popoludnie, ku uciesze kibiców z Pragi, do gry w pierwszym zespole powrócili Aziz Ibragimov (z lewej) i Milan Škoda (z prawej). /fot. Dimír Šťastný/

Po zmianie stron wreszcie prezentowaliśmy futbol, na który da się patrzeć. Obrońcy po profesorskiu wygrywali pojedynki jeden na jeden a pomocnicy wspomagali raz defensorów raz grjącego na szpicy Hartiga (wykonał kawał dobrej roboty, co raz bardziej się do niego przekonuję!). A do tego pewny jak zwykle Sňozík w bramce. Jaka szkoda, że żaden z naszych kontrataków nie przyniósł jeszcze jednego gola, choć szczerze mówiąc remis był wynikiem zdecydowanie najbardziej sprawiedliwym…

I gdyby jeszcze ochrona nie wyprowokowała tuż po ostatnim gwizdku bójki (całe 90 minut nie stwarzaliśmy „problemów wychowawczych”, więc ci idioci nie mieli szansy, by na kimś z nas przećwiczyć sobie swoich prawych sierpowych) a ja dopchał się do okienka z kiełbasami, wyjazd byłby super-udany (cycuś-pipeczka!). Tak jest tylko udany.

Nasz doping zajebisty (silne pięć), gospodarze słabizna (trzy z plusem).

W drodze powrotnej bez ekscesów, o dziwo aż z trzema przystankami na uzupełnianie zasobów artykułów spożywczych.

Sigma Olomouc – Bohemians 1905 1:1 (1:1)
18. Ordoš – 26. Štohanzl

Sigma: Drobisz – Rossi, Dreksa, Škerle, Vepřek – Bajer, Kaščák – Janotka (58. Petr), Hořava, Hubník (74. Štěpán) – Ordoš (80. Navrátil). Trener: Zdeněk Psotka.

Bohemka: Sňozík – Jindřišek, Cseh, Nikl, Rychlík – Štohanzl (90. Janek), Kaufman, Pávek, Šisler (52. Ibragimov), Bartek – Hartig (79. Škoda). Trener: Pavel Hoftych.

Żółte kartki: Ordoš – Hartig, Ibragimov
Sędziował: Jech
Widzów: 4880

Clipboard011111111

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .

Słowniczek dla niekumatych:
Vršovice – dzielnica Pragi
Kompresory – dawna nazwa klubu ze Střížkova
bramboráčky – małe placki ziemniaczane
Klokan – kangur
neserte se - nie dopierdalajcie się (grzecznie mówiąc: nie czepiajcie się)
hvězda – gwiazda

A w przyszłą niedzielę podejmujemy Viktorię Plzeň. Po pierwszej porażce i pierwszym golu, czas na pierwsze zwycięstwo i pierwsze trzy punkty! :) Bohemka, do toho!

Wszystkie fotki pochodzą ze strony www.fc-bohemians.cz. Ich autorem jest oficjalny fotograf Bohemians 1905 (a prywatnie mój sąsiad) Dimír Šťastný.