W dwóch pierwszych meczach sezonu Bohemka uzyskała identyczne wyniki. Niestety nie były to zwycięstwa 5:0 a bezbramkowe remisy. O ile jednak po tym pierwszym, na własnym boisku z Brnem pozostał mały niedosyt, to ten drugi z wyjazdowej potyczki ze Sraltą Praga należy uznać za sukces. Wraz ze startem ligi zaczęło się zielono-biało-zielone szaleństwo!
Terminarz Gambrinus Ligi nie był dla mej Bohemki łaskawy. W pierwszych sześciu kolejkach naszymi przeciwnikami są bowiem czołowe ekipy z zeszłego sezonu. Zespół trenera Pavla Hoftycha stara się jednak dzielnie ciułać punkt za punktem. Nie da się tego zrobić bez walki i dobrej gry w obronie. Coś za coś jednak. Gdy stawia się na destrukcję, cierpi na tym ofensywa…
Z boiska często w obu spotkaniach wiało nudą. Na trybunie o nudzie jednak nie ma mowy! Podczas obu pojedynków potwierdziliśmy, że – obok fanów Slavii i Baníku – jesteśmy najlepszymi kibicami w Czechach!
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
„Br-nooo, Br-nooo… Buuu-zerantůůů plnoooo!”

Mecz rozgrywany był w poniedziałek o 17:30. Polaków może to dziwić, ale tu w Czechach to już od lat tradycyjna pora rozgrywania tzw. „spotkań kolejki”. A wszystko w związku z transmisją telewizyjną (niestety telewizja kurwi futbol!). Zamiast więc w niedzielne popołudnie bez pośpiechu przybyć na stadion już na dwie godziny przed meczem odziany od stóp do głów w bohemackie barwy, by w spokoju napić się piwka i zjeść kiełbaskę z grilla, musiałem zapierdalać w upale, z wywalonym jęzorem prosto z pracy, najpierw autobusem, potem tramwajem, w… garniturze i lakierkach (koszulkę i szaliki ubrałem na siebie dopiero na miejscu). I tylko jakimś cudem byłem na trybunie pod zegarem (co prawda przed sezonem zawsze kupuję karnet na trybunę główną, ale potem i tak zawsze chodzę do naszego młyna za bramką, tu zwanego kotłem) jeszcze przed pojawieniem się graczy na boisku!
Na całe szczęście rozweselone mordy kolesi ze stałej, międzynarodowej ekipy dookoła mnie (na mecz zaprosiłem dodatkowo małżeństwo na codzień kibicujące Viktorce Žižkov), a także ludzie, których nie widziałem od zakończenia poprzedniego sezonu od razu poprawili mi humor. Tym bardziej, że po chwili miałem już w ręku pierwszego tego dnia schłodzonego browarka a na plac gry – jak zwykle przy dźwiękach naszego hymnu „Klokani bojují…” – wychodzili główni aktorzy widowiska…
Mecz był bardzo przeciętny. Sytuacji podbramkowych jak na lekarstwo (nasz Rychlík pięknym strzałem z rzutu wolnego trafił w spojenie słupka z poprzeczką), ale za to sporo walki. Z bardzo dobrej strony pokazały się nowe nabytki Bohemians: pomocnik Jan Štohanzl oraz napastnik Luděk Zelenka. Szczególnie ten drugi był w pierwszej połowie bardzo widoczny, starając się nieprzerwanie nękać obrońców gości.
Remis był wynikiem sprawiedliwym, choć na pomeczowym piwku w restauracji Cohiba bardziej niż wynik, świętowaliśmy rozpoczęcie sezonu…
Nasz doping na czwórkę z plusem, doping gości na czwórę z minusem (przyjechało ich z Brna ok. 120). W inauguracyjnej kolejce więcej widzów niż u nas w Ďolíčku było tylko na meczach praskich „S”: Sralty w Teplicach i Slavii z Mladą Boleslav.
Bohemians 1905 – 1. FC Brno (0:0)
Bohemka: Sňozík – Jindřišek, Lukáš, Nikl, Rychlík – Bartek, Dian, Adam, Štohanzl – Zelenka (90. Nešpor), Hartig (76. Kaufman). Trener: Pavel Hoftych
Brno: Bureš – Križko, Dvorník, Jílek, Dřížďal – Michna (57. Šural), Mareček, Polách (74. Kalivoda), Lira (84. Dalmo) – Došek, Rabušic. Trener: Miroslav Beránek.
Żółte kartki: Rychlík, Dian (obaj Bohemians)
Sędziował: Jílek
Widzów: 7352

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
„Spar-taaa, Spar-taaa… Buuu-zerantůůů pa-rtaaa!”

Pierwsze praskie derby sezonu 2009/2010 odbyło się w ramach II. kolejki spotkań. Nasz mecz ze Sraltą na Letnej (teraz to „Generali Arena”, ale nazw sponsorów stadionu uzywać nie będę – wiadomo: Against Modern Football!) rozgrywany był w nietypowym, jak na Gambrinus Ligę terminie, tj. już w piątek wieczorem. A to z uwagi na to, iż zespół trenera Chovanca chciał mieć więcej czasu na przygotowania do kluczowego rewanżu eliminacji Ligi Mistrzów z greckim Panathinaikosem (Sraltanie po niespodziewanej wygranej 3:1 u siebie, jadą tym tygodniu pod Akropolis… Skuj baba na dziada!).
Znowu więc musiałem jechać na mecz prosto z pracy. Tym razem jednak miałem więcej czasu (początek spotkania zaplanowano na 19:00) i nie wyglądałem jak pajac (w piątki możemy przychodzić do pracy w jeansach i t-shircie). Z pierwszym kumplem spotkałem się już na stacji metra Pankrác. Kolejni mieli na mnie czekać przed i na stadionie. Ponieważ bilety do sektoru dla gości kupiliśmy już z tygodniowym wyprzedzeniem, jedyną naszą obawą był fakt, że na stadionie sprzedawane będzie bezalkoholowe piwo (Sralta i Slavia praktykują takie zagrywki w „meczach o podwyższonym ryzyku”). Na całe szczęście zostaliśmy miło zaskoczeni. A i kiełbaska była tym razem lepsza niż ta podczas mojej ostatniej wizyty na Sralcie…
Futbol, jaki piątkowego wieczoru zobaczyliśmy, choć ciut lepszy od tego, co zaprezentowali nam gracze potyczki Bohemka – Brno, nadal nie zachwycał. Przewagę – jak należało się spodziewać – miała przez całe 90 minut drużyna gospodarzy. Myśmy skupili się na blokowaniu zabetonowaniu bramki i (bardzo nieudolnie) próbowali kontratakować. Nieliczne strzały z obu stron albo były niecelne, albo kończyły w rękawicach obu bramkarzy. Mając jednak w pamięci fakt, iż Bohemka gra o utrzymanie, remis na tak ciężkim terenie jest sukcesem. Najlepszy w naszej ekipie? Zdecydowanie nasz kapitan, stoper Marek Nikl!
Za to atmosfera była zajebista!!! Rzadko zdarza się, by młyn gości był na Letnej… trzykrotnie większy niż ten Sraltanów! Nic dziwnego zatem, że co jakiś czas pytaliśmy miejscowych „Proč vás tak málo, vy kurvy, proč vás tak málo?!” i z pogardą oznajmialiśmy, że „Nejste slyšet! Nejste slyšet!” oraz, iż to „My jsme tady doma!”. Nie obyło się też bez obrażania kapitana i ikony Sralty – Tomáša Řepki (świetny gracz, ale niestety idiota jakich mało). Dolna część naszej trybuny (tam byli wszyscy kibice z bębnami) zaczynała pieśni, do których po paru sekundach my, czyli balkon, się przyłączaliśmy. Nie licząc przerwy, śpiewaliśmy niemal nieustannie. Nie zatrzymał nas nawet ostatni gwizdek (masakrycznie słabego tego dnia sędziującego) arbitra, co zreszta udowadnia ten oto film, nakręcony przez jakiegoś Włocha, którzy „gościnnie” pojawił się na meczu (na stadionie jesteśmy już tylko my, wszystkie pozostałe trybuny są puste!).
W drodze na mecz, a przede wszystkim w drodze powrotnej, nie obyło się bez incydentów i ekscesików (przy derbach z Rudymi to już tradycja), ale ostatecznie cało i zdrowo (czytaj bez strat w ludziach i sprzęcie) dotarłem do domu gospody.
Nasz doping na mocne pięć, doping gospodarzy na pięć minus (w ich młynie ok. tysiąca osób, nas 3 razy więcej).
Sralta Praga – Bohemians 1905 (0:0)
Sralta: Blažek – Kušnír, Hubník, Řepka, Pamič – Kalouda (81. Zeman), Hušek, Berger, Střeštík (76. Jirouš) – Wilfried, Prudnikov (61. Kadlec). Trener: Jozef Chovanec.
Bohemka: Sňozík – Jindřišek, Lukáš, Nikl, Rychlík – Štohanzl, Adam, Dian (59. Kaufman), Bartek – Hartig (75. Nešpor), Zelenka (63. Šisler). Trener: Pavel Hoftych.
Żółte kartki: Řepka, Pamič – Štohanzl, Hartig, Nešpor
Sędziował: Kovařík
Widzów: 15 921

. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Po dwóch pierwszych kolejkach Bohemians 1905 mają zatem 2 punkty (tylko? aż?). Za tydzień w niedzielę podejmować będziemy FK Jablonec i – choć znów łatwo nie będzie – liczę, że nie tylko uda nam się w końcu strzelić bramkę, a najlepiej bramki, ale że tym razem zdobędziemy również całą pulę oczek. Pierwsze koty za płoty. Niech żyje Bohemka!
Słowniczek dla niekumatych:
buzerant – pedał
plno – pełno
parta – ekipa
Klokani bojují – kangury walczą
nejste slyšet – nie słychać was
my jsme tady doma – (my) jesteśmy tu w domu (u siebie)
Wszystkie fotki pochodzą ze strony www.fc-bohemians.cz. Ich autorem jest oficjalny fotograf Bohemians 1905 (a prywatnie mój sąsiad) Dimír Šťastný.





7 komentarze
My Football Way | Pierwsza porażka, pierwszy gol
sie 18, 2009
[...] Jak pewnie zauważyliście, relacje ze spotkań Bohemki zawsze idą parami. Ostatnio Brno i Sralta, teraz Jablonec i [...]
krzychu81
sie 5, 2009
@Arek
Czyli pisali o tym w „Piłce Nożnej”, powiadasz?! To już nie mogę się doczekać lektury. Teraz, gdy nie ma mnie w Polsce gazetkę co wtorek kupuje mi mama i jak przyjeżdżam, czeka na mnie stosik u mnie na biurku :) Z jednej strony to źle, bo nie czytam ich na bieżąco, ale z drugiej strony, zawsze z utęsknieniem czekałem na nowy numer, więc teraz, jak znajduję od razu 3-4 na raz jestem w istnej ekstazie!!! :D
Derby rzeczywiście nie będzie tak gorące, z uwagi na liczbę kibiców przeciwnika. Co ciekawe, może nawet do nich nie dojść, bo ci złodzieje twierdzą, że od 4 lat występujemy w tutejszych rozgrywkach nie będąc członkiem Czesko-Morawskiego Związku Piłkarskiego, co przecież jest fizycznie nie możliwe… ;)
Tak jak piszesz, sytuacja poniekąd podobna do perypetii MU lub Pogoni Sczecin, ale chyba najbardziej przypomina to, co stało się z Wimbledonem. Polecam ciekawy artykuł na ten temat:
http://www.sport.pl/pilka/1,65032,6565959,Kibice_Wimbledonu_nie_poddali_sie__Zabrali_im_klub_.html
@Pino
Cauec. Obavam se, ze me clanky jsou pro Tebe „genialisimo” prave proto, ze neumis plne polsky! :))
Chrudimsky pozdrav
sie 5, 2009
Krzychu tvoje clanky jsou genialisimo, jen skoda ze neumim plne po polski :)
Arek
sie 4, 2009
Dzięki za wyjaśnienie. W zeszłym tygodniu podczas lektury Piłki Nożnej natknąłem się na wzmiankę, iż szykują się gorące derby Pragi. Myślałem, że chodzi o mecz Slavii ze Spartą, czytam dalej, a tutaj taka niespodzianka… Chociaż po tym co przedstawiłeś, wnioskuję, że nie będą one jednak aż tak gorące. No chyba że podpalicie te kartony imitujące publiczność Strizkova :D Teraz w stu procentach jestem przekonany, że wspierasz swoim dopingiem właściwą drużynę :) Swoją drogą to sytuacja jest podobna do perypetii Manchesteru United czy chociażby naszej Pogoni Sczecin, tak więc Bohemka znalazła się w doborowym towarzystwie ;)
krzychu81
sie 3, 2009
Jesteś jeszcze większym prowokatorem niż Romuś!!! :)
Oczywiście, że Bohemka jest tylko jedna! („Neserte se do Bohemky, neserte se do Bohemky! Bohemka je jenom jedna, Bohemka je z Vršovic!”) Mam nawet piękną zielono-białą koszulkę z napisem „There’s only one Bohemka” z myślą o cudzoziemcach :))
Historia z trzema (tak, już trzema!) Bohemkami jest zamotana i skomplikowana, ale jednego pięknego dnia wszystko postaram się wyjaśnić (szykuję specjalny dział na blogu). Ale najkrócej rzecz biorąc:
W 2005 roku jedyna wtedy, nasza Bohemka zabankrutowała. Paru bogatych chujków pomyślało: „Na tej nazwie i z taką rzeszą kibiców można by nieźle zarobić”. Założyli więc „nową” Bohemkę. Tymczasem kibice złożyli się i sami zapłacili wszystkie długi, zgłaszając zespół do gry w jednej z niższych lig!!!
Teraz w pierwszej lidze jest Bohemians 1905, czyli „moja” Bohemka i FC Střížkov Praha 9, czyli zespół, który wielu BŁĘDNIE nazywa mianem Bohemians Praha lub Bohemians Střížkov.
My mamy tysiące kibiców w całej Republice, stadion, na którym Bohemka od zawsze grała i za prezydenta klubu Antonina Panenku, który był i jest największą legendą klubu (chyba chłop wie, dla kogo grał). Ponadto to z nami identyfikuje się 98% byłych graczy klubu. To za nami jest większość mediów i ogromna większość kibiców innych klubów (wspominasz o oficjalnej stronie rozgrywek, ale sprawdź, jak nazwę tych złodzieji piszą w tabelach administratorzy stron Slavii Praga czy Baniku Ostrava).
Oni nie mają nic!!! Nazwę i barwy kradzione, logo tylko wynajęte, nie mają stadionu, nie mają kibiców (na ich mecze – mimo, iż wstęp jest darmowy – chodzi najmniej ludzi w całej historii Gambrinus Ligi!, oszukują w informacjach o liczbie publiczności, sadzają -dla efektu optycznego – kartonowych kibiców, płacą orkiestrze, by siedziała w „młynie” i grała na trabkach, rozdają bilety po barach, restauracjach i akademikach), nie mają tradycji, nie mają historii…
Ale jednego dnia przyjdzie ich kres. Skończą tak samo jak klubiki typu polski Miliarder Pniewy. Za parę lat nikt nawet nie będzie pamiętał, że istnieli… Tego dnia będziemy pić i bawić się do białego rana!!! :)
Arek
sie 3, 2009
Ups, przepraszam za ten spam, ale podczas pisania postu akurat czyściełem klawiaturę z pozostałości po pokarmach spożywanych nad nią w przeciągu ostatniego roku i stąd ten dubel :)
Wracając do Bohemki to może przybliżył byś czytelnikom sylwetkę waszego lokalnego rywala? Skąd wiesz, że akurat kibicujesz tej prawdziwej Bohemce? :)
Arek
sie 3, 2009
Eee, słabe derby…
Prawdziwe derby to będą gdy Bohemka zmierzy się z… Bohemką! :D Podobno Bohemka jest tylko jedna? Czyżby to błąd w druku tabeli na oficjalnej stronie ligi?c