Trener Sparty, Jozef Chovanec (fot. MF Dnes)„Knock, knock, knockin’ on heaven’s door…” - to tekst refrenu znanej piosenki Boba Dylana rozsławionej przez zespół Guns N’ Roses. W ubiegłym tygodniu po raz pierwszy w tym sezonie do bram piłkarskiego nieba, czyli Ligi Mistrzów (na razie jeszcze nie do tamtejszego salonu, a jedynie do przedsionka) pukały obie praskie „S”. Jako pierwsza Sparta…

Która z czeskich drużyn ma po pierwszym spotkaniu większą szansę, by najlepsze ponoć klubowe rozgrywki na świecie otworzyły przed nią swe progi? Odpowiedź brzmi: obie! Sparta pokonała bowiem Wszechateńczyków 3:1 a Slavia przywiozła z Mołdawii bezbramkowy remis. Oba te wyniki stawiają właśnie praskie kluby w roli faworytów przed rewanżem.

Czeskie media więcej uwagi poświęciły jednak wtorkowemu sukcesowi Sparty…

W poście, który popełniłem parę dni po losowaniu tego etapu rozgrywek nie dawałem Spracie większych szans w starciu z greckim gigantem. Po pierwsze dlatego, że miałem w pamięci zeszłoroczne potyczki obu zespołów, po drugie dlatego, że wystarczyło porównać kadry obu klubów, a po trzecie, iż dobrze wiedziałem, o wszystkich problemach najbardziej utytułowanego klubu w Czechach. Nie przypuszczałem jednak, że na Letną przyjedzie przeciwnik, który najzwyczajniej w świecie zlekceważy gospodarzy…

cisse_vs_sparta (fot. MF Dnes)

Francuski napastnik Panathinaikosu, Djibril Cissé tylko przyglądał się radości gospodarzy po zdobytym golu. Miniony wtorek zdecydowanie nie był "jego dniem".

Ale grzechem byłoby twierdzić, że zwycięstwo wicemistrzów Czech 3:1 było wynikiem tylko słabej postawy PAO! „Koniczynki” zawiodły, ale z drugiej strony to Sparta zaskoczyła! Zaskoczyła mnie, zaskoczyła swoich kibiców, zaskoczyła media, zaskoczyła ekspertów. Jeden z grona tych ostatnich, były gracz Sparty Praga i reprezentant Czechosłowacji, potem trener a obecnie publicysta i komentator telewizyjny, Vladimír Táborský powiedział: „Pierwszą niespodzianką był dla mnie sam wynik spotkania. Drugą niespodzianką była naprawdę dobra zespołowa gra Sparty. Trzecią niespodzianką był sposób, w jaki do meczu podeszli gracze Panathinaikosu. Oni prawdopodobnie myśleli, że im się tu nic nie może stać, że będzie to dla nich spacerek, a dobry wynik przyjdzie sam…”

Nawet jednak w najbardziej wyrównanym teamie są liderzy, mający ciut większy niż cała reszta zespołu udział w zwycięstwie. Prasa ojcami wtorkowego sukcesu mianowała stoperów Tomáša Řepkę i Romana Hubníka oraz bramkarza Jaromíra Blažka.

Podejrzewam, że piłkarze Sparty zaskoczyli nawet swojego trenera – Jozefa Chovanca (na górnym zdjęciu) i samych siebie! Choć nie ustrzegli się błędów, to – szczególnie w pierwszej połowie – grali ładną dla oka, ofensywną, kombinacyjną, pełną polotu piłkę. Inna sprawa, że mieli też sporo szczęścia i niespodziewanego sojusznika w osobie… Djibrila Cissé. Napastnik gości, największe i najgłośniejsze z letnich wzmocnień PAO, zawiódł bowiem na całej linii! Zmarnował nie tylko rzut karny (strzelił fatalnie!), ale i dwie inne znakomite do strzelenia bramki okazje.

Trener Panathinaikosu, Henk Ten Cate żalił się zatem po meczu: „Nie byliśmy dziś zespołem. Pierwszy i trzeci gol straciliśmy po strasznych błędach. Często pozostawialiśmy graczy rywali bez opieki. Po prostu horror! A do tego jeszcze nie wykorzystaliśmy znakomitych bramkowych okazji. Winą za porażkę możemy obarczać tylko samych siebie. Nie zasłużyliśmy, bu wygrać.”

Holenderski szkoleniowiec, choć  miał rację surowo oceniając boiskowe „popisy” swych podopiecznych, to jednak jakby nie zauważył, że po zmianie stron grali oni znacznie lepiej. Wzmożona w porównaniu do pierwszych 45 minut ofensywa Greków (zdawali się być lepiej przygotowani fizycznie, niż gospodarze), najpierw sprawiła, że mecz się wyrównał, a potem przyniosła grającym w zielonych kompletach strojów gościom niezwykle ważną bramkę. Gol  Dimitriosa Salpingidisa na 1:2 może się bowiem w ostatecznym rozrachunku okazać paradoksalnie decydującym.

Sparta – Panathinaikos (wszystkie bramki + niewykorzystany rzut karny)

Gol ten miałby jeszcze większą wagę, gdyby nie trzecie trafienie Czechów. A te – trzeba przyznać – było przedniej urody (bomba z 16 metrów Luboša Kaloudy).  To właśnie gracze Chovanca są o krok bliżej od awansu do 4. (i ostatniej) rundy kwalifikacyjnej, a tym samym do automatycznego (w razie późniejszego niepowodzenia) udziału w grupowej fazie Ligi Europy. Ten zdaje sobie jednak sprawę, iż w najbliższy czwartek dodatkowym atutem rywala będą jego fanatyczni kibice. Dodatkowo pod znakiem zapytania stoi występ najbardziej doświadczonych graczy z pola, jakich czeski szkoleniowiec ma do dyspozycji, tj. kapitana Řepki i Patrika Bergera.

Czy mimo to, będziemy świadkami wielkiego greckiego wesela Sparty? A może to Grecy będą się radować? Ja podtrzymuję to, co napisałem po losowaniu: z tej pary awansuje Panathinaikos!

„Knock, knock, knockin’ on heaven’s door…”