W meczu I. ligi boliwijskiej pomiędzy La Paz FC a Aurora Cochabamba w zespole gości wystąpił zaledwie 12-letni Mauricio Baldivieso, stając się zarazem najmłodszym piłkarzem, jaki kiedykolwiek zaliczył debiut w ramach pierwszoligowych rozgrywek. Trąbią o tym niemal wszystkie media. Szkoda tylko, że mało które robi to kompetentnie. Ale od czego macie mnie! :)
Niemal wszyscy korzystają z krótkich i “suchych” informacji podawanych przez agencje prasowe. Nie interesujący się na codzień boliwijską piłką kibic (czyli np. w Polsce 99 na 100 sympatyków futbolu) nie dowie się z takiej notki, kim był ojciec i zarazem trener tego młodzieńca, a o tym, że nie zobaczy, jak nieletni grajek wygląda nawet nie wspominam…
Krzychu jednak dla Was, drodzy czytelnicy, staje na wysokości zadania! :)
Mecz odbył się w nocy z niedzieli na poniedziałek. La Paz FC pokonało Aurorę Cochabamba 1:0 (1:0), po samobójczym golu Romero w 28. minucie spotkania. Oba zespoły kończyły pojedynek w dziesiątkę, po tym, jak czerwone kartoniki między 62. a 67. minutą ujrzeli Fernandez (La Paz) i Escobar (Aurora).

Tak wygląda i tak po wczorajszym meczu pozdrawiał kibiców młody Mauricio Baldivieso (fifa.com)
Baldivieso junior pojawił się na boisku w 81. minucie, by już 300 sekund później zostać… brutalnie sfaulowanym (atak wślizgiem na kostkę! A co! A jak! – Welcome to the Jungle!) przez Henry’ego Alaca, który dzięki temu także stał się sławnym! Młodzian skończył na noszach, ale mimo łez w oczach (ponoć, bo kto tam tych południowoamerykańskich pismaków wie) zdołał ostatecznie dokończyć zawody. Alaca i główny arbiter spotkania zostali po meczu ostro skrytykowani przez Baldivieso seniora.
To ponoć (tak, znowu “ponoć”) najmłodszy debiutant w historii futbolu, który rozpoczął dorosłą karierę w gronie zawodowców. To znaczy cały świat jest tego pewny a to “ponoć” jest moje, bo ja – znając przekręty z metrykami piłkarzy w tzw. krajach trzeciego świata – pewien w cale nie jestem. A co jeśli gdzieś w Brazylii albo na Czarnym Lądzie był kiedyś ktoś młodszy, o czym jednak wiedział tylko on, jego trener-oszust i ewentualnie wódz plemienia?! Hm?
Tak czy inaczej dla młodego Baldivieso to historia, jak z bajki. - Mój chłopak jest bardzo utalentowany – tak dumny trener Aurory wyjaśnił przyczynę, dla której dał szansę występu swojemu synowi. Gwoli sprawiedliwości trzeba jednak nadmienić, że gdyby nie poważna plaga kontuzji w jego zespole, z tym debiutem jeszcze pewnie by się wstrzymał… Inna sprawa, że rekord ten był możliwy, bowiem w Boliwii nie ma ograniczenia jeśli chodzi o minimalny wiek piłkarzy pierwszoligowych (a np. u nas w Europie zawodnik w dniu debiutu nie może mieć mniej niż 15 lat).
Dzięki takim a nie innym przepisom boliwijski dziennik “La Prensa” mógł więc oznajmic, że “To historyczna chwila!”, informując zarazem, że poprzedni rekord również należał do kraju z Ameryki Południowej. W 2001 roku w peruwiańskim zespole Juan Aurich na murawę wybiegł niejaki Fernando Garcia, który wówczas miał (ponoć! – złośliwy jestem, prawda?) 13 lat i jedenaście miesięcy (a niektóre, czytaj europejski źródła podają, że wcześniejszym rekordzistą był o rok… starszy od Auricha Amerykanin Freddy Adu, debiutujący w kwietniu 2004 roku w barwach D.C. United, w amerykańskiej MLS – widzicie, jak nie można im wierzyć).
Tak jak wspomniałem, ojciec młodego Mauricio to nie byle kto. Julio César Baldivieso Rico to bowiem była gwiazda boliwijskiej piłki. Urodzony 2. grudnia 1971 roku właśnie w Cochabamba (miasto w środkowej Boliwii, położone w Andach na wysokości 2600 m n.p.m., które zamieszkuje ok. miliona ludzi) ofensywny pomocnik, zaczynał karierę w tamtejszym zespole Club Jorge Wilstermann (klub ten – podobnie jak miejscowe lotnisko – swą nazwę wziął od słynnego boliwijskiego lotnika). Potem grał kolejno w wielkim Bolívarze La Paz (najsłynniejszy boliwijski klub), argentyńskich Newell’s Old Boys, w Yokohama Marinos z japońskiej J-League, by pewnego dnia powrócić do klubu, w którym zaczynał karierę a następnie wyjechać do Ekwadoru (Barcelona Sporting Club) i ponownie wrócić do Boliwii (Bolívar).

Trener Julio César Baldivieso Rico (fifa.com)
Następnie grał w Chile (Cobreloa), Arabii Saudyjskiej (Al-Nasr), Boliwii (Aurora po raz pierwszy!), znów w Azji (Al-Nasr), znów w domu (Aurora po raz drugi!!), znów w Azji (Al-Wakra z Kataru), w Wenezueli (Caracas FC) i Ekwadorze (Deportivo Quevedo). Na stare kolana powrócił do Boliwii, gdzie najpierw występował w koszulce The Strongest La Paz a później osiadł w rodzinnym mieście (Aurora po raz trzeci!!!). Tam też zakończył swoją bogatą karierę (pozwólcie, że wszystkich sukcesów z wyżej wymienionymi klubami wypisywać nie będę).
W każdym bądź razie był rok 2008 a “El Emperador” (cesarz, imperator), jak go nazywali, zapisał w międzyczasie na swoim koncie 85 występów i 15 bramek w reprezentacji narodowej (uczestnik MŚ w Stanach Zjednoczonych w 1994 roku i Copa America 1997). Wystąpił też w 46 meczach Copa Libertadores.
W zespole, w którym zakończył swoją przygodę z piłką jako gracz, rozpoczął zarazem karierę trenerską, i to rozpoczął z grubej rury! Z drużyną Aurory, zwaną “El equipo del pueblo”, czyli “Drużyna ludu”, którą objął w momencie, gdy zespół ten cudem wywalczył utrzymanie w I. lidze, sześć miesięcy później zdobył pierwsze w historii klubu mistrzostwo sezonu zamknięcia (Torneo Clausura)! Kozak!
Jak potoczą się losy jego syna ciężko w tej chwili powiedzieć. Młody Baldivieso swym rekordowo wczesnym debiutem jest jednak na najlepszej drodze, by za dwadzieścia parę lat móc poszczycić się równie barwną a przede wszystkim równie dłuuugą karierą, jak jego ojciec…



















Julio Cesar Baldivieso, ojciec najmłodszego piłkarza w historii rozgrywek w najwyższej klasie rozgrywkowej, zrezygnował z funkcji trenera boliwijskiej Aurory po tym, jak zarząd klubu kazał mu odsunąć syna od składu.
Były pomocnik reprezentacji Boliwii zabrał z klubu także syna, który w wieku 12 lat zadebiutował w niedzielę w meczu ligowym.
Decyzja Baldivieso, który nakazał wpuścić Mauricia na murawę na ostatnich dziewięć minut meczu z La Paz (0:1 po golu samobójczym) wywołała w Boliwii oburzenie. Najczęściej pojawiające się głosy mówiły o konieczności wprowadzenia minimalnego wieku w profesjonalnym futbolu.
Zbulwersowany trener powiedział dziennikarzom, że on i jego syn, który w środę skończył 13 lat, stali się ofiarami zazdrości i nacisków ze strony kierownictwa Aurory.
- Niestety, wielu ludziom nie spodobał się debiut mojego syna. Nikt nie będzie mi mówił czy będę wystawiał kogoś ze swojej rodziny, czy nie – powiedział Baldivieso. – To państwo i świat muszą wiedzieć, że w Boliwii podcina się skrzydła utalentowanej młodzieży, żeby zrobić miejsce obcokrajowcom – dodał. – Albo z osobistej urazy.
- Baldivieso miał wybierać między synem a posadą. Zdecydował się na bycie ojcem – napisał dziennik “La Razon”.
37-letni Baldivieso był członkiem boliwijskiej ekipy na MŚ 1994. W Aurorze najpierw był zawodnikiem. Rok temu został trenerem zespołu i doprowadził go do zdobycia mistrzostwa kraju.
/24.7.2009, sport.pl/
Tego się nie spodziewałem…
Wkurza mnie to, że już go tak skosili parę razy – i to od tyłu (jak widać na filmiku z YouTube).