Nigdy nie darzyłem Cię sympatią, nigdy Ci nie kibicowałem. Szanowałem i podziwiałem, ale wolałem innych napastników. Działałeś mi na nerwy. Naśmiewałem się z Twych wystających zębów, nazywałem grubasem. Teraz już Cię tu nie ma a ja żałuję i tęsknię. Podobno to, jak bardzo ktoś był dla nas ważny, uświadamiamy sobie dopiero wtedy, gdy go stracimy…
Po raz pierwszy usłyszałem o Tobie w 1994 roku. Wszyscy mówili wówczas o młodym i niezwykle utalentowanym napastniku Cruzeiro Belo Horizonte, którego selekcjoner Carlos Alberto Parreira wziął na World Cup do Stanów Zjednoczonych. Niektórzy nazywali cię wtedy Ronaldinho. Dla mnie to były pierwsze mistrzostwa świata, które obejrzałem od deski do deski. Ty nie pojawiłeś się jednak w żadnym meczu. W finale kibicowałem nie Wam, ale Włochom…
Po turnieju zawitałeś na Stary Kontynent a do drzwi mego domu zawitała telewizja satelitarna a z nią Eurosport i słynne “Eurogole”. To dzięki nim oglądałem Twoje bramki w Holandii. O tym, że odchodzisz do Barcelony dowiedziałem się z kolei z prasy. Kupowałem wtedy (i czytałem z wypiekami na policzkach) “Przegląd Sportowy”.
Za nim po raz pierwszy wybiegłeś na Camp Nou, by zagrać w spotkaniu Primera Division, oglądałem Cię w Atlancie, podczas Igrzysk Olimpijskich w 1996 roku. W telwizyjnej ramówce królowaly inne olimpijskie dyscypliny. Transmisjami meczów piłkarskich nas wtedy nie rozpieszczano. Jakimś cudem udało mi się oglądnąć cztery ostatnie i najważniejsze zarazem pojedynki turnieju. W jednym z nich, w półfinale kibicowałem nie Wam, ale Nigerii…
Za Barçe zawsze trzymałem kciuki. Cieszyłem się więc, że tam trafiłeś. Pamiętam, jak wszystkie serwisy sportowe do znudzenia pokazywały Twój gol w meczu z Compostelą. Miałeś dopiero 20 lat a już byłeś wielką gwiazdą! Ja mimo to byłem wpatrzony w Twojego partnera z ataku, Bułgara Hristo Stoichkova. To on a nie Ty był wtedy mym wielkim idolem! Ty byłeś za to oczkiem w głowie prezydenta Nuneza i ulubieńcem trenera Robsona. Jaka szkoda, że spędziłeś tam tylko sezon…
Jeszcze większa szkoda, że Barcelonę, którą lubię zamieniłeś na Inter, za którym nie przepadam… Przybyłeś do Mediolanu jako najdroższy piłkarz świata. Witało Cię tysiące kibiców a koszulki z Twoim numerem i nazwiskiem sprzedawały się jak ciepłe bułeczki [to informacja dla nastoletnich kibiców Realu, którzy tamtych czasów nie pamiętają i myślą, że takie dantejskie sceny towarzyszą tylko transferom nażelowanych metroseksualnych lalusi] Potem od kibiców dostałeś nowy przydomek “O Fenômeno“ a od FIFA i France Football nagrody dla najlepszego piłkarza świata i Europy!
Wakacje roku 1998. Kolejny Mundial miał się zakończyć kolejnym triumfem Brazylii. Grałeś nieźle, zawsze jednak czegoś brakowało… Przed finałem z gospodarzami mówił o Tobie cały świat. Wszędzie tylko Ronaldo, Ronaldo i Ronaldo… Rzygać mi się chciało! W meczu o złoto kibicowałem nie Wam, ale Francji…

"Jest tylko jeden Ronaldo, który: strzelił trzy bramki Manchesterowi United na Old Trafford, trzykrotnie wygrał nagrodę FIFA dla najlepszego piłkarza na świecie, zdobył dwa mistrzostwa świata, jest najlepszym strzelcem w historii Mundiali, miał trzy niespodziewane powroty..."
Cztery lata i następne Mistrzostwa Świata. To był Twój wielki triumfalny powrót na piłkarskie salony. Grałeś z tą śmieszną grzywką na głowie. W dalekiej Japonii i Korei zostałeś królem strzelców, bijąc rekord goli zdobytych w jednym turnieju. Obie Twoje bramki w finale zapewniły Wam tytuł najlepszej reprezentacji globu. Tamtego dnia kibicowałem nie Wam, ale Niemcom…
Później -- już z kolejną “Złotą piłką” -- trafiłeś do Realu, klubu cyrku najemnych graczy z wielkimi nazwiskami, którego nienawidzę. Cały czas walczyłeś z kontuzjami. Postawiłem na Tobie krzyżyk. Myliłem się. Niestety jeśli chodzi o Ciebie, nie po raz pierwszy i nie ostatni…
Oto przyszedł bowiem 8. kwietnia 2003 roku a Twój “Biały balet” zawitał na Old Trafford, by tam zmierzyć się z gospodarzami w ćwierćfinale Ligi Mistrzów. Mimo porażki 3:4 to Wy awansowaliście! A Ty byłeś autorem wszystkich Waszych goli! Pamiętasz? Bo ja bardzo dobrze. Także i to, że gdy schodziłeś z boiska tysiące kibiców gospodarzy zgotowało Ci owacje na stojąco. Tobie -- człowiekowi, który zniszczył ich marzenia o zwycięstwie w Champions League! W tamtym meczu kibicowałem nie Wam, ale “Czerwonym diabłom”…
Twój powrót do Mediolanu, choć głośny, nie wzbudzał już aż tak wielkich emocji, jak pierwszy przystanek w światowej stolicy mody. No może poza radykalnymi fanami rossonerich, którzy nie mogli wybaczyć i zapomnieć Ci, lat spędzonych w obozie ich odwiecznego rywala. Kontuzje, problemy z nadwagą i kłopoty w życiu osobistym sprawiły, że -- mimo licznych przebłysków -- byłeś już tylko cieniem samego siebie. Powrót do ojczyzny był tylko kwestią czasu…

Kariera Ronaldo (1993 - 2009): Cruzeiro Belo Horizonte, PSV Eindhoven, FC Barcelona, Inter Mediolan, Real Madryt, AC Milan, Corinthians Sao Paulo
Tymczasem w Europie pojawił się inny Ronaldo. Cristiano Ronaldo, Portugalczyk. Młody, przebojowy, niesamowicie utalentowany. Pół kontynentu szybko oszalało na jego punkcie! Drugie pół go nienawidzi… Po transferze ze Sportingu Lizbona do Manchesteru United, po tym jak seryjnie zaczął zdobywać gole, dla niektórych fanów MU stał się “pół-Bogiem”, porównywalnym do wcześniejszych ikon klubu -- Besta czy Cantony.
Staram się być obiektywnym i chylę czoła przed jego umiejętnościami. Ale go nie lubię. Nazywam “płaczkiem”, “Krystynką” i -- patrz wyżej -- “nażelowanym metroseksualnym lalusiem” (pojawienie się i popularność słowa “metroseksualny” pozwoliła mi zaprzestać nazywania go “pedałem”, dzięki czemu nie obrażam już homoseksualistów). Jest symulantem. W momencie, gdy wydarzenia na boisku zaczynają układać się nie po jego myśli, złości się, skarży i ma łzy w oczach. Mam wrażenie, że połowę dnia spędza przed lustrem… A co najgorsze, niektórzy fani United twierdzą, że jest jedynym Ronaldo!
Tymczasem w tygodniu widziałem kolejny Twój hat-trick. W Brazylii, w meczu Twoich Corinthians z Fluminese. To właśnie te trzy trafienia sprowokowały mnie do napisania tego tekstu…
Nie jesteś już tym samym Ronaldo co kiedyś. Nie jesteś tak szybki, nie grasz z taką lekkością, poruszasz się ociężale… Ale to normalne. Czas robi swoje. Jednak wciąż jesteś wielki! Jesteś jednym z największych graczy, jakich w życiu widziałem! Szkoda, że Twój wkład w światową piłkę i to ile wniosłeś do mego futbolowego życia doceniam dopiero teraz, gdy już Cię tu nie ma i pewnie nie wrócisz… Mądry Polak (Polska to kraj w środkowo-wschodniej Europie. Byłeś u nas z w Krakowie z Realem, latem 2004 roku. Pamiętasz?) po szkodzie! Może w przypadku CR ocknę się i opamiętam prędzej. Może z nim będzie inaczej…
Sinto muito e obrigado!
Ronaldo… Jedna z najbardziej znanych osób na świecie. Tam gdzie pojawia się on, pojawiają się również tłumy rozhisteryzowanych fanów chcących choć dotknąć ten piłkarski talent. Jednak jest on również człowiekiem, o czym wielu zapomina, a cała ta wrzawa raczej nie pomaga mu nawiązać do formy jaką prezentował przed 1998 rokiem, kiedy to był określany mianem najlepszego piłkarza na świecie. Obecnie jest raczej cieniem tamtego zawodnika. Jednak wciąż od czasu do czasu możemy ujrzeć przebłyski jego talentu – większość napastników o formie prezentowanej przez niego obecnie może tylko pomarzyć…
Urodził się 18 września 1976 r. w Río de Janeiro jako trzeci potomek Nelio i Sonii Barata Nazário De Lima. Podobno matce wróżbita przepowiedział, że właśnie to dziecko będzie posiadało umiejętności, dzięki którym rodzina wydostanie się ze slumsów. Imię Ronaldo otrzymał od… lekarza przyjmującego poród. Rodzina De Lima była raczej biedna, o czym najdobitniej świadczy fakt, że w domu nie było akurat pieniędzy potrzebnych na zarejestrowanie syna i ojciec uiścił należność dopiero po kilku dniach od porodu. Żeby uniknąć grzywny za zwłokę, jako datę urodzenia podał 22 września – i tak właśnie widnieje we wszystkich oficjalnych papierach. Dzieciństwo Ronaldo nie było łatwe – matka ciężko pracowała w jednym z barów, ojciec chwytał się różnych prac, ale różnie mu to wychodziło – miał problemy alkoholowe, a kiedyś wytoczono mu proces o posiadanie narkotyków. Dzielnica Bento Ribeiro też nie była najciekawszym miejscem – kradzieże, morderstwa, porwania, dziecięca prostytucja – to zwykła codzienność. Na szczęście Ronaldo znalazł inną drogę życia – już od najmłodszych lat kopał piłkę. Początkowo nikt nie chciał grać z dzieciakiem o wystających zębach i mały “Roni” musiał liczyć na starszego brata, Nelio. Dość szybko udowodnił jednak, że ma talent. Wtedy też rodzeństwo nadało mu przydomek “Dadado”. Jeśli chodzi o szkołę, to raczej nie było to jego pole do popisu. Nauka szła raczej opornie, a młody Brazylijczyk bardzo często wymykał się z niej, aby kopać futbolówkę. Jego idolem w tych latach był Zico – bożyszcze Flamengo. Gdy miał 9 lat zaczął grać w drużynie Tennis Club Valqueire. Co ciekawe, spóźnił się tam na eliminacje i początkowo grał jako bramkarz. Dwa lata później grywał z rówieśnikami w piłkę halową w drużynie Social Ramos. Gdy miał lat 13 Flamengo prowadziło nabór do młodzieżowych drużyn. Niestety Ronaldo spotkało wielkie rozczarowanie – nie zostaje przyjęty… Jakiś czas później zaczyna grać w Sao Cristovao, gdzie jego partnerem i przyjacielem zostaje Calango. Tam jego talent dostrzegł były reprezentant drużyny brazylijskiej – Jairzinho. Po jego rekomendacjach, kartę zawodniczą 13-latka wykupują agenci Alexandre Martins i Reinaldo Pitta. Kosztowało ich to 7.000 $… Na mocy umowy, której raczej nie można było zerwać, mieli reprezentować Ronaldo przez 10 lat, otrzymując 10 % z jego zarobków. Niewątpliwie przyczynili się do obecnej wielkiej popularności Ronaldo, ale też często decydowali za niego, nie zostawiając mu swobody wyboru co do rozwoju swojej kariery. Po bramkostrzelnego młodzika zaraz upominają się większe kluby i w wieku 16 lat zostaje kupiony za 50.000 $ przez Cruzeiro Belo Horizonte. W pierwszej drużynie zadebiutował 25 maja 1993 roku. We wszystkich rozgrywkach zagrał 60 spotkań, strzelając aż 58 bramek!
Został powołany przez Parreirę do kadry na Mistrzostwa Świata w USA. Brazylia wygrała tamten turniej pokonując Włochy w karnych, ale młodziutki, nazywany wtedy czasem Ronaldinho, nie zagrał ani minuty przez całe mistrzostwa. Następne dwa sezony spędził w PSV Eindhoven. Jeśli chodzi o sprawy czysto piłkarskie, były to bardzo udane lata. W pierwszym sezonie w lidze zagrał 32 razy i strzelił 30 goli! Do tego dołożył 5 bramek w 4 innych rozgrywkach klubowych. W drugim sezonie zaczęło się podobnie. 13 ligowych występów (8 innych) i 12 goli (7), niestety doznał wtedy bardzo dotkliwiej kontuzji kolana, która tak naprawdę nigdy do końca nie zaleczona wlecze się za nim przez całą karierę. Zaznaczyć również można, że pobyt w Holandii był dla “Roni’ego” swego rodzaju katorgą. Nie znał tam nikogo, nie znał języka, czuł się samotny – było to na pewno trudne. Dopiero po jakimś czasie, dołączyła do niego matka, a potem dziewczyna Nadia, którą po jakimś czasie zmieniła Vivienne. Obie teraz są popularnymi modelkami w Brazylii, brały udział w sesjach zdjęciowych dla Playboy’a… Jak widać, wszystko czego dotknie się Ronaldo zamienia się w “złoto”…
Z 1996 roku można odnotować srebrny medal z igrzysk Olimpijskich po przegranym meczu z Nigerią. Już wtedy po Brazylijczyka ręce wyciągał prezydent Interu Mediolan – Moratti, ale ten trafił do FC Barcelony. Można powiedzieć, że było to idealne miejsce dla tak pięknie grającego młodzieńca. Dla “Barçy” Ronaldo zagrał kilkanaście porywających meczów, a mówi się, że najlepsze w jego wykonaniu było spotkanie z Compostellą, kiedy to biegnąc przez pół boiska mijał obrońców jak tyczki i strzelił wspaniałego gola… Mając 20 lat stał się wielką gwiazdą. Miało to jednak i trochę gorsze skutki. Mianowicie Ronaldo poczuł się tak pewnie, że na przełomie końca roku zaczął co tydzień latać do Brazylii, do domu, gdzie mógł się spotykać z przyjaciółmi i rodziną. I kiedy nie wyszedł mu jeden mecz, socios “Barçy” wygwizdali go przypisując to jego ‘zabawom’ na drugim końcu świata. Głównemu zainteresowanemu nieopatrznie później wyrwało się z ust zdanie o frustratach siedzących na trybunach Camp Nou i taki był początek końca Ronaldo w Katalonii. Choć trener Robson starał się bronić młodego gwiazdora, a prezydent Núñez chciał go zatrzymać u siebie, to jednak coraz częściej zaczęły się pojawiać plotki o transferze do Interu, a nawet Realu Madryt… Co dzień w prasie ukazywały się kolejne doniesienia o kolejnych żądaniach podwyżki Ronaldo, a w zasadzie jego agentów. Pierwszy i ostatni sezon w Barcelonie Luíz Nazário De Lima zakończył z 37 występami i 34 trafieniami w lidze (12 występów i 13 goli w innych rozgrywkach), a także z Pucharem Hiszpanii i Pucharem Zdobywców Pucharów.
Wreszcie w 1997 roku za 27.000.000 $ trafił do Interu Mediolan, stając się na pewien czas najdroższym piłkarzem świata. Jego płaca zwiększyły się ponad dwukrotnie, zarabiał teraz ponad 4.000.000 $ rocznie. W Mediolanie witało go tysiące kibiców. I mimo, że niektórzy przepowiadali mu spore trudności w przystosowaniu się do gry w Italii, gdzie drużyny więcej wagi przywiązują do obrony, a obrońcy grają bliżej i dużo ostrzej, to pierwszy sezon w wykonaniu “El Fenómeno” był znakomity – 32 występy i 25 bramek w lidze (15 i 9 inne). Za rok 1997 został wybrany przez FIFA i “France Football” najlepszym piłkarzem świata i Europy! Do tego Inter zdobył Puchar UEFA w 1998 roku. Wtedy również coraz częściej u jego boku zaczęła pojawiać się blondwłosa piękność, Susana Werner nazywana Ronaldinhą. Rok 1998 to kolejne Mistrzostwa Świata. Brazylia była zdecydowanym faworytem i mówiło się, że większość odpowiedzialności spoczywa właśnie na “Ronim”. A ten grał dobrze, ale nie porywająco. Trudno się jednak dziwić, znajdował się w ogromnym stresie – świat patrzył głównie na niego. Poza tym, odnowiła mu się kontuzja kolana i przez całe mistrzostwa grał na różnych lekach znieczulających… Trudno się dziwić, że organizm nawet tak silny nie wytrzymał potwornego napięcia. W dniu finału około godziny 14 z pokoju zajmowanego przez Ronaldo i Roberto Carlosa dobiegł krzyk… Bohater milionów miał drgawki, a z jego ust sączyła się piania. Szybko jednak doszedł do siebie, ale decyzja była taka, że pojedzie do francuskiej kliniki na dokładniejsze badania. Mario Zagalo w wyjściowej 11 nie uwzględnił Ronaldo. Jednak badania wykazały dobry stan zdrowia i na 45 minut przed rozpoczęciem meczu poszło w świat – Ronaldo jednak zagra! A co było potem, wszyscy pamiętamy…
Nowy sezon w Interze zaczął dobrze, a Brazylia na pocieszenie zdobyła Copa América w 1999 roku. Niestety znów, w spotkaniu z Lecce, przyplątała się kontuzja. Pauzował niemal rok, by wyjść na boisko w meczu z Lazio na 6 minut i bez kontaktu z obrońcą paść na murawę z grymasem bólu na twarzy. Gdy na noszach opuszczał boisko w jego oczach widać było łzy… Mimo złych diagnoz podjął jednak walkę o powrót na boisko, poddał się kilku kolejnym operacjom. W tym czasie również udzielał się w organizacjach dobroczynnych, a także uporządkował sobie życie prywatne. Ożenił się z blondynką Milene Domingues, która w 2000 roku urodziła mu syna, Ronalda. I w końcu, po dość długim czasie udało mu się wrócić na piłkarskie stadiony.
A w 2002 roku Ronaldo znów pojechał na Mistrzostwa Świata. Tym razem Brazylia nie była wymieniana w gronie faworytów. I to co nie udało się w 1998, udało się teraz. Ronaldo, na którym tym razem nie ciążyła ogromna odpowiedzialność, z 8 trafieniami na koncie (tym samym dorównał wielkiemu Pelé, który łącznie w mundialach zdobył 12 goli) został królem strzelców, a Brazylia po dwóch jego bramkach pokonała w finale Niemcy 2:0. Jego nazwisko znów stało się sławne.
Rok 2002 to oprócz mistrzostw w Korei i Japonii, kolejny wielki transfer. Za sumę 45.000.000 $ Ronaldo ląduje w Madrycie. Znów pojawiają się pogłoski o zachłanności na pieniądze, a także niewdzięczności – klub i Moratti cały czas łożyli na Ronaldo, mimo że ten czas w dużej części spędzał lecząc kontuzję. I gdy odniósł wreszcie sukces, zostawia kibiców Interu na lodzie… Bardzo prawdopodobne jednak, że ten transfer był bardziej chęcią odcięcia się od przeszłości – klęsk i niepowodzeń – i rozpoczęcie nowego rozdziału piłkarskiej kariery. “Roni” na przykład zgodził się na obniżenie kontraktu w stosunku do tego, co otrzymywał od Interu Mediolan. Zgodził się również, by prawa do jego wizerunku były wykorzystywane tylko przez klub. Ponadto nie domagał się usilnie numeru 9 – tak ważnego dotychczas dla niego i dla celów marketingowych – zadowalając się 11. Jeśli jednak tak było, wybór nie był najlepszy – publiczność z Estadio Santiago Bernabeu jest jedną z najbardziej wymagających na świecie, tym bardziej, że “Roni” od tego czasu blokuje miejsce dotychczasowemu ulubieńcowi – Fernando Morientesowi. Sam Ronaldo mówi, że do jego odejścia przyczynił się argentyński trener Interu – Héctor Raúl Cúper. Żona Milene również przenosi się do Madrytu, ale nie gra w żadnym z madryckich żenskich klubów (jak donosiły serwisy agencyjne), tylko co tydzień podróżuje do Włoch, grając w Fiammamonzie.
Zaraz po przyjściu, Brazylijczyk obiecuje strzelić 25 bramek dla Realu do końca sezonu, ale kibice “Blancos” długo musieli czekać, by zobaczyć w akcji nowy nabytek Péreza. Zaleczano jego kontuzję, a lekarze ciągle przesuwali termin debiutu. Wreszcie 6 paździerka (w meczu z Alavés) pojawia się na boisku w 63. minucie, zmieniając młodziutkiego Javiera Portillo. Jest to prawdziwe wejście smoka – zdobywa dwie bramki, a Real zwycięża 5:2! Później jednak bywa różnie, są mecze gdy gra fatalnie, a madrycka publika kwituje jego występ gwizdami… Pojawiają się plotki o nadwadze i licznych fast foodach zjadanych przez Ronaldo. W pewnym momencie wydaje się, że wskoczył w odpowiedni rytm, strzela parę ważnych goli, w kolejnym meczu z Alavés znów popisuje się skutecznością, strzelając hat-tricka. Potem znów gra słabiej, jest wolny, obrońcy rzadko nabierają się na jego zwody – w jednym z meczów “Królewscy” przegrywają do 85 minuty, kiedy to “Roni” zostaje zmieniony przez Morientesa, który strzela 2 bramki stając się bohaterem… Ale wyjazdowym meczem z Manchesterem United znów dał znać, że ma w sobie wielki potencjał.
Małżeństwo z Milene Domingues nie przetrwało. Po 4-letnim związku, rozwiedli się. Niedługo potem, Ronaldo związał się z kolejną modelką oraz prezenterką MTV – Danielą Cicarelli. Ślub odbył się w lutym 2005.
Chyba nikt nie ma wątpliwości, że obecnie to już nie ten sam piłkarz, co kilka lat temu. Nie gra już z taką lekkością jak kiedyś, a i obrońcy zostawiają mu mniej miejsca, uważniej pilnując Brazylijczyka. Stał się bardziej egzekutorem – rzadko bramki padają po fenomenalnych rajdach i minięciu kilku obrońców. Mimo wszystko jednak, Ronaldo to Ronaldo. Ciągle jeszcze potrafi wspiąć się na wyżyny swoich umiejętności i strzelić piękną bramkę – oby robił to jak najczęściej.
Niedawno Ronaldo ogłosił, że zamierza zakończyć reprezentacyjną karierę po mundialu 2006, który odbędzie się w Niemczech. Zaś jeśli chodzi o całkowite pożegnanie się z profesjonalną grą w piłkę – jako termin wyznaczył on sobie datę wygaśnięcia aktualnego kontraktu z Realem Madryt.
komentarze (0) | dodaj komentarz
Filmik o najlepszym piłkarzu na świecie
wtorek, 27 grudnia 2005 10:42
Ronaldo to najlepszy piłkarz na świecie!!!
wtorek, 27 grudnia 2005 10:31
Prezydent Realu Madryt Florentino Perez wypowiedział się dla hiszpańskiego dziennika sportowego “AS” na temat ostatnich plotek łączących napastnika Królewskich -- Ronaldo z powrotem do Interu Mediolan:
“Brazylijczyk jest jednym z fundamentów naszego projektu. Moge powiedzieć, że Ronaldo zakończy karierę w Realu. On jest jednym z najlepszych graczy na Świecie, w tym momencie nie zgadzam się na żadne dyskusje i chce to powiedzieć jasno bo nie ma co do tego wątpliwości. On jest naszym fundamentalnym piłkarzem i nigdy nie myślałem o rozpoczęciu negocjacji w jego sprawie z żadnym klubem. Nikt nigdy nie chciał się go pozbyć, nikt z nas nie życzy mu odejścia.” -- powiedział Perez.
Z tego co mówi boss Realu wynika, że powrót Ronniego na San Siro wcale nie musi być taki prosty jak widzą to dziennikarze…
Ronaldo wojownikiem
piątek, 23 grudnia 2005 16:18
Po meczu z Racingiem Santander Ronaldo zaprzeczył pogłoskom jakoby się wybierał do Interu. -- Jestem wojownikiem i nie opuszczę tonącego okrętu -- powiedział. Nigdy nie chciałem odejść i nieprawdą jest, że rozmawiałem o tym z Sacchim -- dodał. Brazylijczyk nie zamierza opuszczać w żadnym wypadku Realu.
Ronaldo zaprzeczył również pogłoskom, że o swojej sytuacji rozmawiał z Adriano czy Luisem Figo. Nigdy nie czyniłem im takich wyznań -- powiedział. Z Realu odejdę tylko wtedy, kiedy mnie wyrzucą -- zakończył.
W czasie meczu publiczność ponownie wygwizdała Ronaldo. Piłkarz doskonale jednak rozumie kibiców. Wszelkie informacje dotyczące jego złego samopoczucia z tego powodu nazywa kłamstwami prasy. Ronnie zdaje sobie sprawę, że ostatnio nie zasługuje na brawa. -- W takim momencie te gwizdy nas nie deprymują, szukamy środków, aby osiągnąć nasz cel. Musimy być zjednoczeni i razem dążyć do celu. Potrzeba teraz wyciszenia i ciężkiej, ale spokojnej pracy. Wiem, że kibice są teraz zawiedzeni, ale robimy wszystko co w naszej mocy, aby to zmienić -- zakończył Ronaldo.
Miejmy nadzieję, że te wypowiedzi były szczere i piłkarze Realu solidnie przepracują okres świąteczny. Kibice życzą im tego z całego serca.
















Brak komentarzy do “There’s only one Ronaldo!”