
Mój pierwszy mundial, mój pierwszy mecz, jaki oglądnąłem od początku do końca (przynajmniej tak mi się wydaje), mój pierwszy zachwyt nad dyscypliną sportu zwaną futbolem. Miałem 9 lat i dopiero „uczyłem się piłki”. A bardziej niż zwycięski gol Kameruńczyków utkwiła mi w głowie ostra gra obu ekip, piękny stadion i krótka, ale barwna ceremonia otwarcia…
Oto bowiem równocześnie ze startem mego piłkarskiego bloga rozpoczynam kilka różnych cyklów artykułów. Jednym z nich będzie ukazująca się w ramach „Football Classic” seria poświęcona tym piłkarskim spotkaniom, które z pewnością będę pamiętał do końca życia. Zamierzam wspólnie z Wami raz w miesiącu powspominać najbardziej pamiętne mecze, jakie dane mi było oglądać zarówno w telewizji, jak i „na żywo” – bezpośrednio na trybunach stadionu. Od potyczek ligowych, przez pojedynki w europejskich pucharach, aż po spotkania reprezentacji narodowych.
A zatem jedziemy!

Ciepłe piątkowe popołudnie. Wypełniony po brzegi stadion San Siro w Mediolanie, który na dzień przed tym meczem został oficjalnie mianowany stadionem im. Guiseppe Meazzy, na cześć włoskiej gwiazdy Mundiali w 1934 i 1938 roku, był świadkiem ogromnej sensacji. Oto naszpikowana gwiazdami reprezentacja Argentyny, obrońca trofeum z 1986 roku z Meksyku (w kadrze na MŚ we Włoszech znajdowało się siedmiu piłkarzy, którzy cztery lata wcześniej zostali mistrzami świata), poniosła klęskę (bo pomimo porażki najmniejszą z możliwych różnicą bramek, właśnie w kategoriach klęski należy rozpatrywać tę przegraną) z piłkarskim kopciuszkiem z Czarnego Lądu.
Kamerun, zespół dopiero po raz drugi uczestniczący w finałach MŚ (ale na dobrą sprawę do tego momentu niepokonany, gdyż podczas premierowego turnieju w 1982 roku zanotował… trzy remisy), wypunktował Gauchos jak wytrawny czarnoskóry bokser, utytułowanego, ale zbyt pewnego siebie białego pięściarza. Choć słowo wypunktował nie jest tu chyba najszczęśliwszym określeniem… To było przecież jedno jedyne uderzenie. To był knock-out!

Wyjściowa jedenastka mistrzów świata na mecz z Kamerunem. Od lewej: Burruchaga, Basualdo, Fabbri, Batista, Lorenzo, Sensini, Balbo, Ruggeri, Simon, Pumpido i kapitan Maradona. (fifa.com)
Przez długi czas nic nie wskazywało na to, że może dojść do niespodzianki. Przed spotkaniem wszyscy byli zgodni, że to będzie dla wielkiej Argentyny tylko spacerek. I rzeczywiście – już od samego początku przybysze z Ameryki Południowej zdawali się potwierdzać rolę faworyta, mając inicjatywę, przewagę w posiadaniu piłki i okazje do zdobycia gola. Z biegiem upływu czasu Albicelestes grali jednak słabiej i bardziej nerwowo, podczas gdy Kamerun z minuty na minutę prezentował się lepiej w defensywie i – kiedy tylko nadarzała się ku temu okazja – próbował wychodzić z kontratakami. Sukces odniosła taktyka, której głównym założeniem było wyłączenie z gry Diego Maradony. Argentyński gwiazdor był w niektórych momentach pilnowany przez dwóch a niekiedy nawet trzech (!) rywali.
Po zmianie stron Nieposkromione Lwy zaczęły poczynać sobie jeszcze śmielej, momentami dyktując nawet nieoczekiwanie warunki na boisku. Wydawało się, że ich zapędy ostudzi francuski arbiter, który w 15. minucie drugiej części gry pokazał André Kana-Biyikowi czerwoną kartkę za brutalny faul na Claudio Cannigii. Nic z tego jednak! Już sześć minut później Afrykańczycy zadali zabójczy cios.
To był typowa „bramka z niczego”. Po faulu Lorenzo na Makanaky’im, Kameruńczycy zagrywają rzut wolny z lewego skrzydła. Miękkie dośrodkowanie w pole karne, gdzie piłkę „na ślepo” podbija za siebie faulowany wcześniej Makanaky. W niegroźnej wydawałoby się sytuacji do futbolówki wyskakuje François Oman-Biyik i „mści się” za wyrzuconego z boiska brata zdobywając głową – z wieeelką pomocą bramkarza Pumpido – bramkę, która przechodzi do historii futbolu. Telewizyjne powtórki nie kłamią: w polu karnym było w tamtym momencie tylko dwóch Kameruńczyków, przy aż sześciu graczach Argentyny!

Ten sam moment - trzy różne fotki. 67. minuta i uderzenie głową Francoisa Omam-Biyika. (flickr.com, planetworldcup.com, STAFF AFP)
Mylił się jednak ten, kto myślał, że po strzeleniu gola, grający w osłabienu piłkarze radzieckiego selekcjonera cofną się i zamurują bramkę… Na dobrą sprawę nawet tego niepotrzebowali, bo słabo tego dnia (i zresztą w całym turnieju) dysponowana Argentyna nie potrafiła poważnie zagrozić bramce strzeżonej przez N’Kono, który tego dnia spisywał się bez zarzutu, imponując zwłaszcza odważnymi wyjciami i walką w powietrzu. Niewidoczny Maradona, „bezzębne” ataki, nieporadność w obronie, przez którą Kameruńczycy raz po raz się przedzierali…
Ze statystycznego obowiązku należy jeszcze odnotować drugą „czerwień” dla gracza z Kamerunu. W 88. minucie boisko musiał opuścić Massing, po tym, jak na początku meczu zarobił żółtą kartkę za faul na boskim Diego, a teraz bez skrupułów brutalnie powalił na ziemię biednego Caniggię, kończąc jego rajd przez pół boiska. Faul, który możecie obejrzeć na filmie poniżej pokazuje, że afrykańscy piłkarze dążąc do celu nie przebierali w środkach (zresztą, jak się po turnieju okazało, Argentyna i Kamerun były najczęściej karanymi kartkami reprezentacjami na włoskim Mundialu).
Kameruńczycy nie dali już wydrzeć sobie zwycięstwa. Nikt wówczas nie przypuszczał, że to nie będzie ich ostatni triumf na tych mistrzostwach i że dotrą aż do ćwierćfinałów… Tak samo, jak nikt poza fanatycznymi argentyńskimi kibicami nie wierzył, że tak fatalnie rozpoczynający turniej Maradona i spółka będą we Włoszech walczyć o złoto! Obrońcy tytułu z każdym meczem grali bowiem jeszcze brzydziej i nudniej, ale za to aż do bólu skutecznie…
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Kim był bohater?
Jean François Omam-Biyik – urodzony 21 maja 1966 roku w Sackbayene napastnik reprezentacji Kamerunu, posiadający również francuskie obywatelstwo.
Piłkarską karierę rozpoczynał w 1986 roku, w kameruńskim Canon Yaounde, z którego trafił do francuskiego Stade Lavallois. To właśnie będąc piłkarzem tego klubu pojechał na MŚ we Włoszech. Później gral jeszcze w pięciu innych francuskich klubach (m.in. Olympique Marsylia i RC Lens), by w 1995 roku przenieść się do Ameryki Północnej. Już w pierwszym sezonie w meksykańskim Club América Mexico w 47 meczach zdobył aż 36 bramek!
Dwukrotnie, w latach 1987 i 1991 zajmował trzecie miejsce w plebiscycie na najlepszego piłkarza Afryki. W reprezentacji Kamerunu rozegrał 63 spotkania. Trzy razy brał udział w Mistrzostwach Świata (1990, 1994 i 1998). W reprezentacji występował razem z o rok starszym bratem – obrońcą André Kana-Biyikiem.
Po zakończeniu profesjonalnej kariery w 2000 roku Omam-Biyik postanowił osiąść na stałe w Meksyku. Został trenerem drugoligowej drużyny z miejscowości Colima.
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Co było dalej?
W kolejnych meczach grupowych Kamerun pokonał 2:1 Rumunię (oba gole zdobył fenomenalny, 38-letni Roger Milla) i przegrał 0:4 z ZSRR. Awansował jednak (z pierwszego miejsca, z… ujemnym stosunkiem bramek!) do 1/8 finału, gdzie rozprawił się 2:1 z Kolumbią (znowu dwie bramki Milli, w tym pamiętny gol po błedzie bramkarza Rene Higuity). Swój udział we włoskim Mundialu Lwy zakończyły na ćwierćfinale, w którym napędziły stracha Anglikom, ulegając – dopiero po dogrywce! – 2:3.
Po porażce z Kamerunem Argentyna pokonała 2:0 ZSRR (gole Troglio i Burruchagi; bramkarz Pumpido już w 9. minucie złamał nogę i zastąpił go Sergio Goycochea – „specjalista” od bronienia rzutów karnych, jeden z największych bohaterów turnieju) i zremisowała 1:1 z Rumunią (bramka Monzona), awansując do dalszych gier z 3. miejsca w grupie. W 1/8 finału, dzięki trafieniu Caniggi triumfowała nad odwiecznym rywalem Brazylią, a w ćwierćfinale, po konkursie jedenastek, wyeliminowała Jugosławię (0:0 po 90 minutach i dogrywce; karne 3:2). W półfinale, ku rozpaczy włoskich tifosi, pozbawiła marzeń o złotym medalu ekipę gospodarzy (znów wygrana w rzutach karnych, tym razem 4:3, gdyż mecz dzięki golowi Caniggi zakończył się remisem 1:1), by ostatecznie zająć drugie miejsce, po przegranym 0:1 – stojącym na zatrważająco słabym poziomie – finale z Niemcami (Albiceleste kończyli mecz w dziewiątkę).
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Trzy łyki statystyki
Mecz otwarcie Mundialu Italia ’90 (Grupa B). 8 czerwiec, 1990 (godzina 18:00), Stadio Giuseppe Meazza (San Siro) w Mediolanie
Argentyna – Kamerun 0:1 (0:0)
Bramka: 67′- Francois Omam-Biyick (asysta: Cyrille Makanaky)
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
ARGENTYNA (5-3-1-1):
1. Nery Pumpido (ur. 1957, klub: Real Betis Sevilla) – 11. Nestor Fabbri (1968, Racing Club), 13. Nestor Lorenzo (1966, AS Bari), 17. Roberto Nestor Sensini (1966, Udinese Calcio), 19. Oscar Ruggeri (26.01.1962, Real Madrid), 20. Juan Simon (1960, Boca Juniors Buenos Aires) – 2. Sergio Batista (1962, River Plate Buenos Aires), 4. Jose Basualdo (1963, VfB Stuttgart), 7. Jorge Burruchaga (1962, FC Nantes) – 10. Diego Armando Maradona (1960, SSC Napoli, kapitan) – 3. Abel Balbo (1966, Udinese Calcio).
Zmiany:
46′ – 6. Gabriel Calderon (1960, Paris St.Germain) za Sensiniego
70′ – 8. Claudio Caniggia (1967, Atalanta Bergamo) za Ruggeriego
Selekcjoner: Carlos Bilardo (1938, Argentyna)
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
KAMERUN (5-4-1):
16. Thomas N’Kono (1956, Espanyol Barcelona) – 4. Benjamin Massing (1962, US Creteil), 5. Bertin Ebwelle (1962, Tonnerre Yaounde), 6. Emmanuel Kunde (1956, Prevoyance Yaounde), 14. Stephen Tataw (1963, Tonnerre Yaounde, kapitan), 17. Victor N’Dip Akem (1967, Canon Yaounde) – 2. Andre Kana-Biyik (1965, FC Metz), 8. Emile M’Bouh M’Bouh (1966, AC Le Havre), 10. Louis-Paul M’Fede (26.02.1962, Canon Yaounde), 20. Cyrille Makanaky (1965, Racing Toulon) – 7. François Omam-Biyik (1966, Laval).
Zmiany:
66′ – 15. Thomas Libiih (1967, Tonnerre Yaounde) za M’Fede
81′ – 9. Roger Milla (1952, JS Saint-Pierroise, Francja) za Makanaky
Selekcjoner: Valeri Niepomniaszczyj (1943, Związek Radziecki)
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
Trójka arbitrów: Michel Vautrot (Francja) – Michal Listkiewicz (Polska), Vincent Mauro (Stany Zjednoczone)
Żółte kartki: Sensini (27′) – Massing (10′), N’Dip Akem (23′), M’Bouh M’Bouh (’54)
Czerwone kartki: Kana-Biyik (61′), Massing (’88)
Widzów: 73.780






9 komentarze
krzychu81
lip 10, 2011
@Felo
Witam,
tak jak napisałem na samym wstępie powyższego tekstu, i dla mnie Italia ’90 była pierwszym Mundialem. :) Turniej rzeczywiście nie należał do najciekawszych. Cztery lata wcześniej, a zwłaszcza cztery lata później więcej się działo… A co do Maradony, to pozwól że zacytuję fragment utowu „Dzieciństwo” warszawskiego rapera Eldo:
„Jeśli żyłeś wtedy i widziałeś go w akcji,
To Maradona, nie Pele jest dla ciebie królem piłkarzy…”
Pozdrawiam,
Krzychu
Felo
lip 10, 2011
Jestem z rocznika 1980 i mundial Italia’90 był pierwszym, który oglądałem i kumałem(w przeciwieństwie do Mexico’86). Cała jego otoczka (zwłaszcza hymn, który mam na telefonie jako dzwonek) była czymś niezwykłym, choć sam turniej jak się wydaje do wielkich nie należał. Do dziś jednak z utęsknieniem wspominam czasy młodości, gdy brylował Maradona (najlepszy piłkarz lat 80 i 1 połowy 90, a być może wszechczasów). Pewnie dlatego zafascynowała mnie Argentyna z Maradoną, Burruchagą, Goycocheą, Caniggią, Batistą, Ruggerim w składzie. Choć nie grali wielkiej piłki, to jednak doszli do finału
My Football Way | Mecze, których nigdy nie zapomnę: Niemcy – Bułgaria (World Cup USA 1994)
lip 11, 2010
[...] mój czwarty tekst z serii “Pamiętne mecze”. Wcześniejsze poświęciłem spotkaniom Argentyny z Kamerunem (MŚ 1990), AS Monaco z Deportivo La Coruña (Liga Mistrzów 2003/2004) oraz ligowej potyczce [...]
My Football Way | Nadszedł 11 czerwca 2010!
cze 11, 2010
[...] Nie na długo jednak, bo futbol wtedy najzwyczajniej mnie nudził. Mój pierwszy mundial, mój pierwszy mecz, jaki oglądnąłem od początku do końca, mój pierwszy zachwyt nad tą dyscypliną sportu przyniosła więc dopiero Italia [...]
My Football Way | Mecze, których nigdy nie zapomnę: AS Monaco – Deportivo La Coruña (Liga Mistrzów 2003/2004)
wrz 7, 2009
[...] wróciłem pamięcią do roku 1990 i inauguracyjnego spotkania Mundialu we Włoszech, czyli pojedynku Argentyna — Kamerun. Dziś, w kolejnej odsłonie tej serii, przeniesiemy się o 13 lat do przodu w czasie i o 300 km na [...]
SKS
sie 6, 2009
I want Czech or English translation :o)) !!
krzychu81
lip 8, 2009
@ASS
Ja z kolei prócz opisanego meczu będę miał na długo w pamięci Aldo Serenę i spotkanie Włochów z Urugwajem w 1/8 finału (po raz pierwszy rodzice pozwolili mi wówczas oglądnąć do końca mecz, który rozgrywany był wieczorową porą…).
Dziękuję za pochwałę :) Pozdrawiam!
Kapitan Klos | My Football Way
lip 7, 2009
[...] od tego, o czym już wspominałem opisując pamiętny pojedynek Argentyny i Kamerunu na MŚ we Włoszech. Mym pierwszym bramkarskim idolem był argentyński specjalista od bronienia rzutów karnych — [...]
ass
lip 7, 2009
Tak się składa, że dla mnie również był to pierwszy oglądnięty Mundial. Również utkwiło mi spotkanie Kamerunu, ale bardziej to z Anglikami. Po meczu nie mogłem dojść do siebie.
Również ogromne wrażenie zrobił na mnie półfinał Italia vs Argentyna. Jakoś wówczas Włochów nie cierpiałem i ogromną satysfakcję zrobili mi Albicelestes. To było coś ekstra, gdy wygwizdywany Diego perfekcyjnie wykorzystał karnego.
PS. Bardzo fajny blog